Nowy numer 48/2020 Archiwum

Mundur i sutanna wyprana łzami

Przez ponad 20 lat władze komunistyczne powoływały do wojska alumnów, przerywając im studia i formację seminaryjną. Dziś klerycy mają tablicę w sanktuarium MB Ostrobramskiej w Skarżysku-Kamiennej.

To był rok 1975. Oficer polityczny wciąż powtarzał nam, klerykom wcielonym do wojska, że za 25 lat, w roku 2000, wszystkie kościoły będą zamknięte, a ścieżki do nich zarosną trawą. I taki Boży uśmiech: po ćwierć wieku mój kolega z wojska powiedział mi, że jego kościelnym jest ten oficer. Jak mało kto wydeptuje te ścieżki – wspomina ks. kan. Władysław Sarwa, proboszcz i dziekan w Kozienicach. Ilu księży, byłych alumnów, tyle wspomnień. A było ich łącznie niemal 3 tysiące. Mimo wcześniejszej odwilży i umów z władzami, pobory zaczęły się w 1955 r. i trwały do lata roku 1980.

Kłody rzucane Kościołowi

W gronie pierwszych alumnów powołanych do wojska w diecezji sandomierskiej był Adam Odzimek, dziś biskup pomocniczy. Wezwanie otrzymali 20 października 1964 r., w dniu imienin ordynariusza bp. Jana Kantego Lorka. Przypadek czy złośliwość? – Powoływanie nas do wojska to była przede wszystkim forma represji wobec Kościoła. Chciano w ten sposób utrudniać posługę biskupom. To było rzucanie kłód – mówi ks. kan. Marian Ślusarczyk, proboszcz parafii św. Brata Alberta w Radomiu. Do wojska został powołany w 1964 r. – Gdy mieliśmy wyjść do cywila, postanowiliśmy udać się do gdańskiego seminarium i biskupa, by specjalną akademią podziękować za opiekę. Władze wojskowe dowiedziały się o tym i stworzyły barierę. Zatrzymano wyjście wspólne i zwalniano nas sukcesywnie przez szereg dni. Tak samo było z uroczystościami 1000. rocznicy chrztu Polski w 1966 r. Nie otrzymywaliśmy przepustek na udział w uroczystościach milenijnych w naszych diecezjach – dodaje ks. Ślusarczyk. – Dni w jednostce rozpoczynaliśmy modlitwą, choć u początku służby były robione trudności. Mogliśmy także pójść do kościoła na przepustce. Mieliśmy taki kościół w Brzegu, gdzie była nasza jednostka. Ale w samej jednostce nie było możliwości uczestniczyć w Eucharystii – mówi ks. Jan Seta, proboszcz parafii Pawłów. – Dużym przeżyciem był dla mnie dzień obłóczyn, a właściwie powrót po tej uroczystości do jednostki. Trzeba było zdjąć dopiero co założoną sutannę i znów założyć mundur. Napisałem do taty list, pytając, jak tam moja sutanna. Odpisał: „Mama wyprała ją łzami” – opowiada ks. prał. Jerzy Karbownik, kustosz skarżyskiego sanktuarium.

To ich hartowało

W zamyśle władz służba wojskowa miała być okazją do zniechęcenia alumnów do powrotu do seminarium. – Oprócz indoktrynacji (a zajęć prowadzonych przez oficerów politycznych mieliśmy aż w nadmiarze) odbywały się próby proponowania rezygnacji z seminarium, a w to miejsce oferowano studia świeckie – mówi ks. Ślusarczyk. – Robili to bardzo grzecznie i delikatnie, ale gdy już kogoś przekonali, robili wszystko, by ten do seminarium nie wrócił – dodaje ks. kan. Stanisław Kuśmierczyk, proboszcz parafii Styków. Kleryk Kuśmierczyk poszedł do wojska w 1972 r. razem z 5 kolegami. Wróciło ich 4. – Gdy wychodziliśmy do cywila, dowódca batalionu powiedział nam: „Na was mogą liczyć Kościół i ojczyzna” – dodaje proboszcz ze Stykowa. – Do wojska zostałem powołany w 1968 r. Wymieniliśmy w Bartoszycach kleryków, wśród których służył Jerzy Popiełuszko, dziś błogosławiony męczennik. Zabrali nas z Sandomierza 15. Wróciliśmy wszyscy. Ta służba, zamiast nas rozmiękczyć, zahartowała nas. Byliśmy przygotowani do pracy w trudnych warunkach, jakie dla Kościoła stwarzał komunizm. Gdy 35 lat temu bp Edward Materski posyłał mnie do Zaborowic, to było puste pole. Dziś jest parafia, świątynia i budynki kościelne. Biskup wiedział, że po wojsku sprawdzę się na tym poligonie – wspomina ks. kan. Zbigniew Kołton. Ks. prof. Marek Jagodziński służył w Brzegu z ks. Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim. – Do dziś utrzymujemy kontakty. Wojsko dało nam okazję do poznania księży z całej Polski. A w samej jednostce przyjąłem strategię, by każdy rozkaz wykonywać nie natychmiast i nie do końca, no może z jednym wyjątkiem – rozkazem wyjścia do cywila – śmieje się ks. Jagodziński. – Wróciłem do cywila dwa dni po wyborze Jana Pawła II – precyzuje ks. prof. Ignacy Bokwa. Alumn Ignacy postanowił, że służba wojskowa nie przerwie mu studiów. – Koledzy przysyłali mi notatki i książki. Uczyłem się, kiedy się dało, nawet na poligonie. Na przepustkach zdawałem egzaminy. A jeden, i to z etyki (śmiech) zdałem z kolegą na lewiźnie. Wyszliśmy go zdawać bez przepustki – opowiada.

Alumn Bokwa wrócił do seminarium na swój rocznik bez opóźnień w studiach. Bywało i tak, że do indoktrynacji zachęcano samych alumnów. – Dostałem 7 dni aresztu za to, że nie przygotowałem referatu. Miałem swoje przekonania i nie chciałem indoktrynować kolegów – mówi ks. kan. Daniel Kobierski, proboszcz parafii Mirzec. Były także ciekawe spotkania. Czasem w jednostce, a niekiedy już w cywilu. – To był Wielki Piątek. Miałem dyżur na stołówce oficerów. Przyszedł dowódca jednostki z kapitanem. Dowódca poprosił o rybę, a kapitan o bigos. Wtedy przełożony zwrócił mu uwagę, że nawet jeśli nie jest człowiekiem wierzącym, powinien uszanować tradycję tego dnia. Kapitan zmienił zamówienie na rybę – wspomina ks. Kuśmierczyk. Z kolei dowódca jednostki z Opola wziął udział w święceniach biskupich ks. Adama Odzimka. – To był szef artylerii pułkowej – wyjaśnia biskup Adam. A trzeba tu przypomnieć, że sakra odbywała się 12 maja 1985 r., zaledwie rok po zabójstwie ks. Popiełuszki. W sanktuarium MB Ostrobramskiej w Skarżysku-Kamiennej została odsłonięta tablica upamiętniająca kleryków-żołnierzy. Widnieje na niej napis: „Nie pragniemy takiej Polski, która by nic nie kosztowała. Pamięci Alumnów-Żołnierzy, którzy w latach 1955–1980 odbywali przymusową służbę wojskową w Gdańsku, Opolu, Kołobrzegu, Szczecinie, Brzegu, Bartoszycach i innych miejscowościach”. Tablicę odsłonili księża Marian Ślusarczyk i Tadeusz Skrzypczak, proboszcz skarżyskiej parafii pw. św. Józefa, jedni z księży, którym jako alumnom przerwano formację do kapłaństwa, wcielając ich do wojska. Mszy św. przewodniczył bp Henryk Tomasik, który również jako alumn został powołany do armii. – Dziękujemy za świadectwo wiary, które składali młodzi alumni. To była ewangelizacja. Ci, którzy się „opiekowali” alumnami, musieli postawić sobie pytanie o wiarę i Kościół. Tylko 4,4 proc. powołanych do wojska nie wróciło do seminarium. Dziękujemy za znak wiary i ewangelizację – mówił w homilii biskup Tomasik.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama