Nowy numer 25/2018 Archiwum

Solidarność przed walką

Ona, zdaniem ks. Andrzeja Jędrzejewskiego, powołującego się na nauczanie św. Jana Pawła II, to jedno z tych najświętszych słów, które nas określa.

Doroczną tradycją, zapoczątkowaną przez śp. abp. Zygmunta Zimowskiego, a kontynuowaną przez bp. Henryka Tomasika, są opłatkowe spotkania, na które zapraszani są samorządowcy z całej diecezji. Jest to okazja do poznania, rozmowy i złożenia sobie życzeń przez ludzi, którzy na co dzień pracują w trzech województwach. W programie są wspólna modlitwa, wykład, prelekcja lub konferencja oraz koncert kolęd. W tym roku zaśpiewał Chór Akademicki Uniwersytetu Technologiczno-Humanistycznego w Radomiu, a słowo do zebranych skierował ks. dr Jędrzejewski, socjolog, specjalista w dziedzinie katolickiej nauki społecznej, wykładowca w seminarium i proboszcz parafii pw. św. Stefana w Radomiu. – To były bardzo ważne słowa, szczególnie teraz, gdy będziemy mieli wybory samorządowe – powiedział jeden z gości.

Trzeba coś z tym zrobić

Te słowa nie padły na początku. Znalazły się w środku. W antycznej sztuce oratorskiej mówcy wypowiadali je właśnie tutaj, by podkreślić, że szczególnie im na nich zależy. – Moi kochani, to nie przelewki. Tu chodzi o zbawienie, tu chodzi o życie wieczne. „Każdy, kto nienawidzi swego brata, jest zabójcą. A wiecie, że żaden zabójca nie nosi w sobie życia wiecznego” – pisał na serio św. Jan. Mówię o tym mocno, bo tak nam to podpowiada słowo Boga. Ale też tak mówi nam to, co dziś przeżywamy w Polsce. Już chyba dziś nie ma wątpliwości, że nienawiść, jakaś agresja, zwłaszcza w słowach, złych słowach, bardzo się w Polsce rozlała. Że to jest jakaś nasza śmiertelna choroba dzisiaj. I naprawdę najwyższy już czas, żeby na serio zacząć coś z tym robić. Jeśli nie chcemy, by z jednej strony nasze chrześcijaństwo, do którego tak chętnie się przyznajemy, nie było jakimś pustym frazesem, hasłem na sztandarach, a z drugiej strony nie chcemy, żeby wspólnota narodowa w Polsce całkiem nam się rozsypała. Trzeba coś z tym robić! – apelował socjolog. Lekarstwem ma tu być powrót do tego, o czym mówił św. Jan Paweł II w 1987 r., podczas trzeciej pielgrzymki do Polski. To był Gdańsk i czas, gdy Solidarność działała jedynie w podziemiu. – Ojciec Święty zostawił nam wtedy to piękne dziedzictwo, mówiąc, czym jest solidarność. A solidarność to jedno z tych najświętszych słów, które nas określa. „To znaczy brzemię dźwigane wspólnie. Nigdy jedni przeciw drugim, ale razem, we wspólnocie” – tłumaczył papież. I nie wykluczał walki. Ale mówił, że „solidarność musi iść przed walką. Solidarność musi być ważniejsza niż walka”. Tak, jak dobro wspólne musi być ważniejsze niż dobro partykularne, partyjne, własne – przypominał ks. Jędrzejewski. – To nie oznacza, oczywiście, zacierania różnic, braku konfliktu, sporów. Przeciwnie, czasem miłość do ojczyzny, do ludzi, którzy są mi powierzeni, wierność najwyższym wartościom sprawiają, że muszę wejść w jakiś spór, nawet w jakiś konflikt. Poza tym rozumiemy przecież, że polityka to jest dziedzina jakiejś walki, nieraz twardej walki o głosy wyborców. Ale to nigdy nie może oznaczać zgody na brak szacunku do drugiego człowieka, choćbym nawet definiował go jako swojego przeciwnika. Nigdy nie może oznaczać zgody na nienawiść, pogardę, cynizm, nieuczciwe środki mające zdyskredytować czy zniszczyć politycznego przeciwnika. Żadne, najlepsze nawet cele nie mogą usprawiedliwić i uświęcać niegodziwych środków. I nic nie może usprawiedliwiać takich środków i nienawiści.

Powołani do służby

Ksiądz Jędrzejewski przypomniał, że samorządowcy są także politykami. – Czy można mówić o powołaniu polityka? – pytał i powołał się na nauczanie papieży. – Św. Jan Paweł II w niezwykle ważnej adhortacji „Christifideles laici” (o powołaniu i misji świeckich w Kościele) pisał o powołaniu i zadaniach polityków. Definiował politykę jako różnorodną działalność mającą na celu realizację dobra wspólnego. I o tych zadaniach mówił w kontekście powołania i misji katolików świeckich w świecie współczesnym. Mówił też, że to jest bardzo wzniosłe, szlachetne i godne szacunku powołanie. Właśnie: powołanie. Spróbujmy popatrzeć na tę służbę, na tę swoją działalność jako na powołanie. Jeżeli tak, to trzeba już wtedy pytać nie tylko o to, czy to, co robię, podoba się moim wyborcom, czy to, co robię, podoba się jakimś moim partyjnym przełożonym, ale najpierw o to, czy to, co robię, podoba się Panu Bogu. Pięknie o powołaniu polityka pisał Benedykt XVI w swojej pierwszej encyklice „Deus caritas est” (Bóg jest miłością). Polityk, który w pokorze widzi to jako powołanie, będzie robił to, co jest dla niego możliwe i w pokorze zawierzy resztę Panu. To Bóg włada światem, nie my. My służymy Mu, na ile możemy. I dopóki On daje nam siłę robić wszystko, co możliwe, to w oparciu o siłę, jaką On nam daje, jest to zadanie dobrego sługi Jezusa Chrystusa. Może na co dzień nie jest łatwo widzieć swoją służbę jako powołanie, ale chyba jeszcze trudniej zobaczyć, że to powołanie polityka wpisuje się w powołanie każdego chrześcijanina do miłości i do zbawienia.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma