Nowy numer 49/2018 Archiwum

Jak będzie chciał, to będziecie żyć

Podczas hitlerowskiej okupacji uratował od śmierci dwie Żydówki. W Yad Vashem w Jerozolimie otrzymał medal Sprawiedliwy wśród Narodów Świata i posadził drzewko ze swoim imieniem na Wzgórzu Pamięci.

Muszę podkreślić, że te dwie dziewczyny miały jakąś łaskę Bożą, że one przyszły do mnie w tym czasie, kiedy Lublin śmierdział palonymi ciałami. Niemcy strzelali na ulicach, do rowów pakowali, (…) kładli trupy, przekładali drzewem, oblewali benzyną i palili. Tutaj było zniszczenie Żydów. Kiedy przyszły do mnie dwie dziewczynki, Żydówki, ja byłem bezradny. Każdy się bał, każdy uciekał... Był listopad 1942 r. – mówił ks. prał. Jan Poddębniak w wywiadzie dla Państwowego Muzeum na Majdanku.

Rodzinna historia

Niezwykłą historię ks. Poddębniaka, brata swojego pradziadka, postanowiła zgłębić Edyta Macieja, studentka z Opoczna. – Moja babcia Wanda pochodzi z rodziny Poddębniaków. Z jej opowieści o losach naszej rodziny wiem, że jej stryj Jan był rodzonym bratem jej ojca, a mojego pradziadka Karola Poddębniaka – zaczyna opowieść. Jan Poddębniak urodził się 27 maja 1907 r. we wsi Książ w powiecie opoczyńskim. – Dziś z tej wioski zostały tylko ostatki domów, a obecna wioska to Gawrony koło Opoczna, należąca do parafii Kunice – wyjaśnia Aneta, mama Edyty. Marianna, matka obu chłopców, zmarła, gdy Janek miał 3 lata. Chłopiec uczył się najpierw w Opocznie, potem w Tomaszowie Mazowieckim. – W wieku około 20 lat Jan dostał się do Gimnazjum Biskupiego w Lublinie. Tam także był w seminarium duchownym i w Lublinie przyjął święcenia kapłańskie. Podczas II wojny światowej pracował w lubelskiej Kurii Biskupiej. Współpracował z podziemiem, a nawet został zatrzymany przez Niemców w łapance ulicznej i był wieziony transportem kolejowym do obozu koncentracyjnego. Jakimś cudem udało mu się z niego uciec. Wówczas dłuższy czas musiał się ukrywać. Wtedy przyszedł do pradziadka Karola człowiek z podziemia i przekazał mu wiadomość, aby nie kontaktował się z Jankiem, bo go Niemcy szukają i może w ten sposób narobić sobie i swoim dzieciom kłopotów. Powiadomił rodzinę, że gdy Jan przeżyje, sam się z nimi skontaktuje we właściwym czasie. Tak się też stało. Potem ks. Jan pracował w parafii w Niedrzwicy i prawie 40 lat jako proboszcz parafii Czemierniki. Ale wcześniej, późną jesienią w 1942 r., była historia ocalenia dwóch żydowskich dziewczynek... – opowiada Edyta.

Niełatwo być bohaterem

W Lublinie pracowały dwie siostry szarytki, obie Marie. Jedna była kierowniczką sierocińca i po kryjomu dawała jedzenie dwóm ukrywającym się żydowskim dziewczynom. Druga – s. Maria Gulbin – pracowała wśród bezdomnych. I to ona podpowiedziała Żydówkom, by udały się do ks. Poddębniaka po schronienie. Edyta cytuje wywiad ks. Jana dla Państwowego Muzeum na Majdanku: „Siostry zakonne przysłały do mnie te żydowskie dziewczynki. Powiedziały im: »Jak ten ksiądz będzie chciał, to wy będziecie żyć«. A te biedaczki się tego zdania uczepiły i trzymały. Przyszły do mnie do kurii. Byłem w cywilu, nie w sutannie. A Niemcy prawie każdego dnia do nas przychodzili, kontrolowali, jacy interesanci do nas przychodzą, bo trzeba powiedzieć, że likwidacja Żydów i księży to był jeden referat niemiecki, wspólną naszą władzą było gestapo. Bałem się, że w każdej chwili mogli przyjść Niemcy, a te dwie dziewczyny były tak podobne do Żydówek. Pomyślałem wtedy: z miejsca wezmą je i mnie, dlatego powiedziałem im: »Panie kochane, uciekajcie stąd, bo tu Niemcy przychodzą, stąd was wezmą! Poznają was od razu. Widzicie, co się na świecie dzieje. Nie mam żadnych sposobów, żebym mógł wam pomóc w tej chwili«. One na to odpowiedziały: »Nam siostry powiedziały, że jak pan ksiądz będzie chciał, to my będziemy żyły«. Jak im powiedziałem: »Ja wam nie mogę pomóc«, wówczas buchnęły płaczem. To się nie da powiedzieć, taki płacz. A po chwili mówią do mnie: »Proszę księdza, nam wszystko jedno, czy nas wezmą stąd czy stąd, czy my same musimy się zgłosić na spalenie, same, bo nas nikt nie chce«. I dalej tylko płacz nie do opisania. Ja wtedy robię szalony krok: zakładam czapkę na głowę i mówię: »Chodźcie, schowacie się, bo tutaj nie możemy rozmawiać. Schowacie się do mojego mieszkania«”.

Fałszywe dokumenty

Żydowskie dziewczęta były siostrami. Sara Bass miała 20 lat, a Lea – 13. W sierpniu 1942 r. uciekły z getta i ukrywały się, „mieszkając” aż do listopada na żydowskim cmentarzu. Późna jesień uzmysłowiła im, że nie przetrwają same w tym miejscu. Szukały pomocy u sióstr, a te skierowały je do ks. Poddębniaka. Kapłan, po ukryciu dziewcząt w swoim mieszkaniu, podjął starania o wyrobienie im fałszywych dokumentów. Wielką pomoc okazał tutaj Władysław Janczarek. Dziewczęta otrzymały nową tożsamość jako Stanisława Gorczyca i Maria Taracha. Ale to nie był koniec zabiegów. By mogły legalnie wyjechać z Lublina na roboty do Niemiec, potrzebne było pozwolenie z Arbeit- samtu, poprzedzone rozmową dyrektora tego urzędu z kandydatkami. – Ksiądz Jan znał tego człowieka. To był mężczyzna, który zdradził polskość, był volksdetuschem. Brat pradziadka poszedł do niego i powiedział mu po prostu, o co chodzi. Dyrektor chwycił za telefon i chciał od razu dzwonić do Niemców. I wtedy ks. Jan zabrał mu słuchawkę i powiedział wprost, że nie ma pewności, iż Hitler wygra wojnę, a on działa na szkodę Polaków, podziemie zna go doskonale i niech uważa. Teraz on może wydać księdza i Żydówki Niemcom, a ci ich zabiją, ale potem podziemie zajmie się volksdeutschem – mówi Edyta. Urzędnik ustąpił i rozmowa w Arbeitsamcie odbyła się z podstawionymi Polkami. Potem było także badanie, ale już przez polskiego lekarza i dziewczęta pojechały do Niemiec, pod Berlin. Tam pracowały w fabryce Volkswagena jako pielęgniarki, aż do wyzwolenia przez Amerykanów.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy