Nowy numer 24/2019 Archiwum

Tam, gdzie w powietrze wysadzono kościoły

Są miejsca na wschodniej Białorusi, gdzie katolickiego księdza po raz pierwszy zobaczono dopiero po 80 latach. To tam chcą z pomocą dotrzeć radomscy Rycerze Kolumba.

Do Radomia przyjechał bp Kazimierz Wielikosielec z diecezji pińskiej. To znak, że wzajemnie poznanie i pomoc nabierają realnych kształtów. Ale wszystko rozpoczęło się w Mariupolu na Ukrainie.

- Tego zwrotu z Ukrainy na Białoruś nie dało się przewidzieć. Współpraca naszej parafii Matki Bożej Częstochowskiej z terenami dawnych kresów wschodnich Rzeczypospolitej rozpoczęła się wtedy, gdy postanowiliśmy zaprosić młodzież z tamtych terenów do nas. I nie chodziło o osoby mieszkające na zachodniej Ukrainie, ale o młodzież z rejonów objętych wojną. Gościliśmy więc około 40 osób z Mariupola. Opiekował się nimi paulin o. Leonard Adruszkiewicz. Zakonnik pochodzi z Białorusi. Urodził się pod Grodnem - mówi ks. Wiesław Lenartowicz, proboszcz radomskiej parafii MB Częstochowskiej.

Paulin opuścił Mariupol i Ukrainę. Ze względu na miejsce urodzenia został mianowany proboszczem w Homlu na wschodniej Białorusi. - To miasto, które liczy pół miliona mieszkańców. Był tu kościół katolicki, ale został wysadzony w powietrze. Teraz jest tutaj katolicka parafia, ale istnieje potrzeba stworzenia nowej parafii. I właśnie z tą potrzebą, szukając pomocy, zadzwonił do mnie o. Leonard. Gdy myśleliśmy nad wsparciem, odezwał się Kazimierz Wielikosielec, biskup pomocniczy diecezji pińskiej, który - szukając wsparcia dla budowy nowego kościoła w Homlu - przyjechał do Radomia do naszej parafii - opowiada ks. Lenartowicz.

Biskup Kazimierz Wielikosielec jest doskonałym wzorem przywiązania do wiary w okresie komunistycznych prześladowań. Urodził się w 1945 roku we wsi Starowola. - Miałem wtedy niespełna 9 lat. Po śmierci Stalina wracali z więzień księża. Wrócił także ksiądz w nasze strony. Spieszyli do niego ludzie z dawno odkładaną spowiedzią, a także z innymi sakramentami. Ja w domu byłem przygotowany do I Komunii św. To była religijna formacja mojego taty. On wziął mnie na rower i pojechaliśmy. 60 km w jedną stronę. Tam egzamin, dopuszczenie do sakramentu i powrót, kolejne 60 km na ramie roweru. To była moja I Komunia św. Wspomnienie niezapomniane - opowiada.

Kazimierz Wielikosielec wchodził w dorosłość. Został wcielony na 3 lata do Armii Czerwonej, a potem szukał swego miejsca. - Służba wojskowa wiele ułatwiła. Sprawiła, że mogłem się nieco luźniej poruszać. Znalazłem się w Wilnie. Tutaj byłem ministrantem i tutaj wstąpiłem do zakonu dominikanów, choć starania o święcenia kapłańskie miały się stać drogą dość zawiłą.

O tej drodze w wydaniu papierowym "AVE Gościa Radomskiego" nr 17 na 28 kwietnia.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL