Nowy numer 32/2020 Archiwum

Oazowa lekcja wiary

W Kenii i Tanzanii prowadziła rekolekcje Ruchu Światło–Życie. – My często pytamy Pana Boga, dlaczego czegoś nam nie dał, a oni dziękują Mu za to, co im dał – opowiada.

Rekolekcje z katechistami

Szczególnym wyzwaniem dla oazowiczów był pobyt w West Pokot. Mieli tam wygłosić rekolekcje dla katechistów, którzy należeli do plemion półkoczowniczych. – To był inny świat. Gdyby ziemia była płaska, to tak sobie bym wyobrażała kraniec świata. Ten teren otoczony był bardzo wysokimi górami. Prowadziła do niego piaszczysta droga. Jechaliśmy przez busz, a w nim ukazała się nam chata, potem znów był busz i zobaczyliśmy chłopca z krową, a po następnym odcinku drogi – ludzi, którzy zmierzali nie wiadomo dokąd – opowiada M. Kowalik.

Misjonarzy w Afryce jest zbyt mało, by mogli z posługą dotrzeć do każdej z kaplic, dlatego wspierają ich katechiści. – Oni czasem nie żyją sakramentalnie. Mają kilka żon. O statusie mężczyzn w tym plemieniu stanowi liczba krów. Wydają córki za mąż, w zamian otrzymują krowy. Żeby mieć dużo córek, trzeba mieć dużo żon, a jeśli zapłaciło się za żonę, to ona musi służyć. To żona wstaje w nocy, żeby zagrzać lepiankę, opiekuje się domem i dziećmi, bo ona należy do męża – wyjaśnia Magdalena.

Oazowiczki poprowadziły tam też konferencję o relacjach damsko-męskich. Mówiły, jak powinny wyglądać. – Niektórym pootwierały się oczy. Wiadomo, że nie wszystkim. Potrzeba wielu lat, by w tej kwestii coś się zmieniło, ale usłyszeli, że można żyć inaczej – tłumaczy Magdalena. – Misjonarz z Polski powiedział nam, żebyśmy nie oczekiwali cudów, że to plemię przyjmuje pewne rzeczy, a i tak jego członkowie zrobią swoje. Stało się zupełnie inaczej. W mojej grupie był mężczyzna, który miał tradycyjny ślub, a po rekolekcjach zdecydował się przyjąć sakramentalny – dodaje.

Problem z ciszą

Afrykanie radość wyrażają tańcem i śpiewem. Gdy animatorzy wsiadali do busa, którym jechali do kolejnych punktów ewangelizacyjnych, kierowca rozkręcał muzykę. Ten kontynent aż huczy. I tak jest podczas Mszy św. Jest taniec na wejście, na akt pokuty, a kiedy wprowadzane jest Pismo Święte, wszyscy zaczynają krzyczeć, to jest taki wrzask radości. – Brakuje im ciszy – mówi M. Kowalik. – Myślałam, że u nas, w Polsce, ludzie uzależnieni są od telefonów komórkowych. Ale tam jest gorzej. Naszym podopiecznym zwracaliśmy uwagę, by z nich nie korzystali podczas jedzenia. W West Pokot ludzie nie mieli wody i prądu, a mieli telefony komórkowe – mówi Magdalena. – My zachęcaliśmy ich, by się wyciszyli. Mieli problem z adoracją w ciszy Najświętszego Sakramentu czy z namiotem spotkania, czyli osobistym spotkaniem z Panem Bogiem. Potem opowiadali nam, że te spotkania w ciszy były dla nich ważnym doświadczeniem – dodaje.

On mnie prowadził

W drodze animatorzy mieli wiele przygód. Nigdy nie szło tak, jak powinno. A to ktoś stracił bagaż, a to kogoś okradli. – Gdy wracaliśmy z Pokot, obsunęła się droga pod ciężarem naszego busa i utknęliśmy w środku gór. Zawsze wszystko kończyło się dobrze, zawsze mieliśmy taki pokój w sobie i Pan Bóg tak bardzo dbał o nas. Wiedzieliśmy, że On jest, że On zadba, by wszystko skończyło się dobrze. Chwaliliśmy Pana Boga za to, że wyszliśmy cało z tej sytuacji – mówi Magdalena. – Śmiałam się przed wyjazdem, że jestem ostatnią osobą, która powinna tam pojechać, ze względu na język. Po rekolekcjach już tak nie myślę. Pan Bóg wie, co robi. Jestem przekonana, że to wszystko, czego doświadczyłam, było Boże. To On mnie prowadził. W Afryce poczułam, że jestem na swoim miejscu i robię to, co powinnam. Nawiązałam trochę znajomości z uczestnikami. Chciałabym wrócić w przyszłym roku. Ale zobaczymy, jak to wyjdzie, bo będę broniła pracy magisterskiej. Zobaczymy, jak pójdzie z uczelnią i czy Pan Bóg chce mnie tam widzieć, bo od tego najwięcej zależy – mówi M. Kowalik.

Magdalena pierwszy raz była w Afryce. Na zwiedzanie nie miała zbyt wiele czasu. Pochłaniały ją oazowe rekolekcje, które prowadzone były w wielu miejscach. Czasem musiała się do nich przygotować. Ale jadąc busem, mogła przyglądać się afrykańskim krajobrazom. W Tanzanii miała trzy dni wolnego. Wtedy spełniła swoje marzenie – wybrała się na safari.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama