Nowy numer 47/2020 Archiwum

Misjonarz z Kamerunu opowiada o zbliżającym się koronawirusie

- 100 km. Tyle według najnowszych wiadomości dzieli Doumaintang od najbliższej miejscowości, gdzie potwierdzono pierwszy przypadek COVID-19. A więc koronawirus postanowił dotrzeć nawet do najmniejszych i najbardziej odległych zakątków świata - mówi ks. Mirosław Bujak.

Kapłan od 2003 roku pracuje w Kamerunie. Od 10 lat jest proboszczem parafii pw. św. Teresy od Dzieciątka Jezus w Doumaintang. To misja, którą tworzył od podstaw z macierzystej parafii pw. Serca Jezusowego w Doumé, gdzie wcześniej był proboszczem.

Ks. Bujak pochodzi z parafii Wieniawa. Przed wyjazdem na misje, po święceniach kapłańskich pracował rok jako wikariusz w Starachowicach, potem studiował pedagogikę na Uniwersytecie Salezjańskim w Rzymie. Po powrocie do Polski pracował w Katolickim Radiu AVE w Radomiu, obecnie Radiu Plus Radom. Po wyjeździe na misje podjął pracę w diecezji Doumé-Abong’Bang w południowo-wschodnim Kamerunie.

Do Doumaintang dochodzą wieści o koronawirusie, który jest coraz bliżej ich okolic.

- 100 km. Tyle wg najnowszych wiadomości dzieli Doumaintang od najbliższej miejscowości, gdzie potwierdzono pierwszy przypadek COVID-19. A więc koronawirus postanowił dotrzeć nawet do najmniejszych i najbardziej odległych zakątków świata - mówi misjonarz i dodaje, że coś się zaczyna dziać. - Mimo wieści, wiele osób tutaj nadal żartuje, że jest to choroba białych, choroba bogatych itp. A oni poradzą sobie z nią za pomocą haa (lokalnego bimbru). Wczoraj gubernator tutejszego miasta wojewódzkiego zarządził noszenie masek w miejscach publicznych oraz nakładanie kary za ich brak. Z pewnością co niektórzy policjanci cieszą się już szczególnie z tej drugiej informacji.

Są także pewne oznaki paniki. - Ludzie, jak zresztą wszędzie na świecie, czują się zagubieni. Gdy niektórzy żartują, inni panikują. Wiele osób, które wcześniej uciekały z wiosek do miast z lęku przed czarownikami, dzisiaj ucieka w odwrotnym kierunku w obawie przed koronawirusem. Wioski wydają się być jeszcze ostoją spokoju i większość ludzi jest przekonanych, że choroba tu nie dotrze. A co, jeśli dotrze? Prawie codziennie widzimy nowe twarze przyjezdnych. Pojawiają się pytania: Przyjechali sami czy z "koroną" - opowiada ks. Bujak.

Wśród ludzi pojawiają się także i takie przemyślenia, które relacjonuje misjonarz: - Ewentualnie pozostanie jeszcze las. Może trzeba będzie do niego powrócić w ucieczce przed owocami cywilizacji. Kiedyś dziadkowie ludzi współczesnych wyszli z lasu w poszukiwaniu cywilizacji. Niektórzy mówią, że pamiętają, jak ich pradziadkowie mówili: Zobaczycie jeszcze, że biali ściągną na nas nieszczęście.

Takie opinie budzą niepokój. - Niestety, według wszelkich przewidywań, jeśli choroba rozwinie się na masową skalę, będzie to hekatomba. Zachowanie reguł dystansu społecznego czy też nawet higieny jest właściwie niemożliwe w takim stopniu, w jakim jest to wymagane. Może to mieć bardzo tragiczne skutki. Już dzisiaj pisze się o Chicago, Nowym Yorku, że wskaźnik zachorowań oraz śmierci jest wyższy wśród kolorowej, a szczególnie czarnej ludności. Takie dane podsycają jeszcze bardziej te teorie spiskowe, według których epidemia jest zmową i jest wymierzona przeciw czarnym. Tak zresztą jak i HIV, który miałby zostać spreparowany w tym właśnie celu. Jak się to skończy? Oprócz konsekwencji sanitarnych już dziś nastroje anty-białe przybierają na sile. Nawet my, misjonarze, coraz silniej je wyczuwamy. Póki co, żyjemy nadzieją, że jednak to nie najczarniejsze scenariusze okażą się prawdziwe. Że jednak nastąpi jakiś przełom. Życzymy sobie i wszystkim, jeśli nie radosnych, to może przede wszystkim głębokich świąt Wielkanocnych. Koronawirus się o to w tym roku bardzo zatroszczył. Ale oby był to też osobisty wybór każdego z nas - kończy misjonarz.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama