Nowy numer 26/2022 Archiwum

Mówili, że jest aniołem pocieszenia

W tym roku przypada 200. rocznica urodzin radomianki sługi Bożej Wandy Malczewskiej.

Wanda przyszła na świat 15 maja 1822 roku w Radomiu. W tym mieście spędziła pierwsze 24 lata życia. Pochodziła z rodu Malczewskich. Jej bratankiem był malarz Jacek, patron radomskiego muzeum. Wanda była czcicielką Najświętszego Sakramentu, mistyczką, patriotką, niosła pomoc potrzebującym. Zmarła 25 września 1895 roku w Parznie i tam została pochowana. Jej grób znajduje się w krypcie kościoła Najświętszego Serca Jezusowego. – Wanda bez wątpienia była przede wszystkim głęboką chrześcijanką. Ona otrzymała takie wychowanie w domu rodzinnym i dodatkowo niezwykły dar od Boga – mówi bp Piotr Turzyński.

Szkoła i obraz

Biskup Piotr odkrył na nowo Wandę Malczewską, gdy przygotowywał kazanie, które miał wygłosić 15 sierpnia w 100. rocznicę cudu nad Wisłą. – Przy okazji znalazłem wiele ciekawych informacji na temat Malczewskiej. To jest piękna postać, która nam wiele mówi o miłości społecznej i tej do Pana Boga. Jesteśmy z niej dumni. Chwała Bogu, że wydobywa się ją z cienia. Wydaje mi się, że dziś potrzebna jest nam taka niezwykła osoba jak ona. Ciągle ją odkrywam – zapewnia bp Turzyński. Podążając jej śladami, biskup znalazł książkę o młodych ochotniczkach z Amii Andersa, które założyły szkołę w Nazarecie. Tu się szkoliły i uczyły. Dyrektorka tej placówki była przekonana, że to Wandzie Malczewskiej zawdzięcza uwolnienie z zesłania na Syberii. To z jej inicjatywy patronką szkoły została właśnie Wanda. Obraz patronki dla szkoły namalował Wlastimil Hofman. – To świadczy o tym, że była znana w okresie międzywojennym. Można przeczytać, bo są takie informacje, że w Radomiu przy kościele farnym wystawiane były sztuki i akademie o Wandzie. Czasy komunizmu sprawiły, że niewiele o niej mówiono, ale żyła w pamięci i sercach ludzi – mówi bp Turzyński. Wielkim czcicielem Wandy był ks. inf. Stanisław Sikorski, proboszcz kościoła farnego pw. św. Jana Chrzciciela w latach 1971–1993. – Był przekonany, że wszystko, co mu się udało zrobić, jej zawdzięcza. Gdy komuniści nie chcieli oddać kościoła św. Wacława w Radomiu, który był przekształcony w szpital, ks. Sikorski modlił się za wstawiennictwem Wandy i był przekonany, że powrót tego kościoła do użytku sakralnego właśnie jej zawdzięczamy. W farnej plebanii wisi obraz sługi Bożej Wandy Malczewskiej. Księża ofiarowali go ks. Sikorskiemu na którąś rocznicę święceń kapłańskich – opowiada bp Piotr.

Mistyczka

– Jako mała dziewczynka rozmawiała sobie z Panem Jezusem. Wspomniała o tym swoim kierownikom duchowym, a oni to spisali. Na przykład na klęczniku mamy w sypialni rozmawiała z Panem Jezusem i słyszała Jego słowa: „Ty jesteś moja”. Bardzo przeżyła I Komunię Świętą, którą przyjęła w farze. Mówiła, że kiedy ksiądz otworzył tabernakulum, to wielka światłość, której nigdy nie widziała, ogarnęła ją i cały kościół i aniołowie wznosili się ponad Najświętszym Sakramentem. Przez całe życie Wanda miała niezwykłą miłość do Najświętszego Sakramentu. Do tego stopnia, że kiedy była już staruszką i jakoś bardzo ciężko było jechać do kościoła, to chciała przynajmniej jak najbliżej mieszkać, a kiedy chorowała, spoglądała w kierunku kościoła i robiła sobie taką duchową adorację – opowiada biskup. Gdy miała 10 lat, zmarła jej mama. Usłyszała, że w Dzień Zaduszny w nocy można zobaczyć zmarłych. Wanda bardzo chciała ujrzeć mamę. W kościele u bernardynów schowała się w kącie. Kościelny zamknął kościół. Została sama na noc. Poszła do ołtarza. Prosiła Pana Jezusa, żeby mogła zobaczyć mamę. Modliła się, było zimno, usnęła na dywanie przy ołtarzu. W nocy obudził ją głos, który mówił, żeby wstała, to zobaczy matkę. – Wstała i zobaczyła mamę z modlitewnikiem, który włożyli jej do trumny. Mama poprosiła, żeby się za nią modliła, to szybko wyjdzie z czyśćca. Dziewczynka była szczęśliwa, usnęła i rano przed ołtarzem znalazł ją kościelny. Wanda zawsze modliła się za zmarłych i za mamę też – mówi bp Piotr. Przez swoją pobożność Wanda była bardzo blisko Pana Boga i otrzymała nadzwyczajne dary – doświadczenia mistyczne. Zgodnie z zapowiedzią Jezusa w każdy Wielki Piątek cierpiała duchowo – między 15.00 a 17.00 doświadczała męki Pańskiej. Jak podkreśla bp Piotr, w doświadczeniu mistycznym Malczewskiej bardzo ważną rolę odgrywa Polska. Wanda w 1872 roku, w 100. rocznicę pierwszego rozbioru ojczyzny, usłyszała słowa Matki Bożej, że Pan Bóg na Jej prośbę tego rozbioru nie zatwierdził, że kraj odzyska niepodległość. Maryja mówiła, że Jej młoda armia zwycięży. – To ciekawe, bo przecież odzyskanie niepodległości i zwłaszcza cud nad Wisłą wiążą się z „młodą armią”, bo byli w niej młodzieńcy i istniała zaledwie kilka lat. „Młoda armia i moja” to też Hallerczycy, błękitna armia. Haller był bardzo maryjny. Gdzieś to się wszystko spełnia – mówi bp Turzyński i przywołuje wydarzenie z 15 sierpnia 1873 roku. – Wanda usłyszała, właściwie ni stąd, ni zowąd, od Matki Bożej: „15 sierpnia będzie wasze wielkie święto, zwyciężycie wroga, który będzie czyhał na waszą wolność i znowu pomogę wam”. To się roznosiło, a Wandę nazywano aniołem pocieszenia, świętą panią. W czasie zaborów te jej objawienia dawały nadzieję Polakom, a kiedy przyszedł cud nad Wisłą, nie mieli wątpliwości, że to było przepowiedziane przez W. Malczewską.

Mocna i charakterna

Rodzinę Malczewskich charakteryzowały patriotyzm i miłość do ojczyzny. – W czasie zaborów trudno, żeby było inaczej, bo Polacy byli złaknieni wolności – mówi bp Piotr. Wanda już jako dziewczynka uczyła czytać i pisać wiejskie dzieci. Z czasem przygotowywała niektóre z nich do szkoły. – Zależało jej na tym bardzo. Była prekursorką pozytywistycznej pracy, pracy u podstaw z ludem Bożym. Wanda dbała o zdrowie włościan. Nauczyła się od Jacka Siemińskiego, swojego kuzyna, podstawowych medycznych czynności, jak leczenie ziołami, opatrunki. I to robiła. Tak ją zresztą wspominał Jacek Malczewski, kiedy mówił, że pamięta, jak z torbą pełną lekarstw i innych rzeczy szła do wioski, żeby pomagać – opowiada biskup. Jacek był ulubionym bratankiem Malczewskiej. Modliła się w jego intencji, żeby nie zszedł na złą drogę w artystycznym świecie. Wydaje się, że mu to wyprosiła. Wstąpił do III Zakonu św. Franciszka i prosił, żeby go pochować w habicie franciszkańskim. W czasie powstania styczniowego Wanda założyła dwa szpitale. Uczyła dziewczęta wiejskie posług sanitariuszki i pielęgniarki. Sama też posługiwała. Uczestniczyła w naradach w czasie powstania. – Wydaje się, że również w pertraktacjach przy zakupie broni. Jest taka scena, gdy okazało się, że carscy odkryli ich składzik broni, znajdujący się w kaplicy w dzielnicy Sosnowca, która nazywa się Klimontów. Do dworu dano znać, że carscy przyjechali, chcą wysadzić kaplicę. Wanda wtedy wzięła konia i szalonym pędem pognała do tej kaplicy. Oznajmiła carskim, że to jest Boże miejsce, a jeżeli dotkną kaplicy, to ich porazi piorun z jasnego nieba. Proszę sobie wyobrazić, że carscy odstąpili. Musiała być charakterna, mocna, i to zrobiło na nich wrażenie. Ocalona kapliczka, ocalona broń dla powstańców – mówi bp Piotr.

Tułacze życie

W 200. rocznicę urodzin Wandy Malczewskiej w kościele św. Jana Chrzciciela po raz pierwszy została wręczona nagroda jej imienia. W kapitule nagrody zasiadają przedstawiciele Klubu Inteligencji Katolickiej, Akcji Katolickiej, Stowarzyszenia „Młyńska” Verum Bonum Pulchrum i proboszcz radomskiej fary. Z kolei kuratoria mazowieckie, łódzkie i śląskie, by osobę sługi Bożej przybliżyć młodym, zorganizowały konkurs dla uczniów szkół podstawowych pt. „Śladami Wandy Malczewskiej”. Poznając jej życie, młodzi mogą się wiele od niej nauczyć. – Wanda nie była obojętna na los potrzebujących. Są świadectwa, że połączyła skłóconych małżonków. Tam, gdzie się pojawiała, wprowadzała ład i pokój. Wzbudzała zaufanie. Dawała nadzieję, że Polska będzie istnieć, odzyska niepodległość. Nie oczekiwała sławy. Chociaż miała doświadczenia mistyczne, które mogły stwarzać taką pokusę. A Wanda po tych doświadczeniach, po tych godzinach bycia na męce wracała do normalnych obowiązków i była prostą, zwyczajną kobietą, która służy, która idzie do biednych. Nie wynosiła się nigdy w żaden sposób – mówi bp Piotr i podkreśla, że ludzie wierzący mogą uczyć się od niej zaufania Panu Bogu i pełnienia woli Bożej. – Jako mała dziewczynka usłyszała, że będzie miała taki sam los, jak Pan Jezus, będzie miała los tułaczy. I rzeczywiście Wanda nie założyła rodziny, a jej mama wcześnie zmarła. Z drugą żoną taty nie było jej łatwo. Potem mieszkała u kuzynów. Takie tułacze życie – podsumowuje.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama