• facebook
  • rss
  • Terapia ciszą

    dodane 19.10.2017 00:00

    Do Santiago de Compostela przeszli 243 km. Większość w samotności. Ta droga ich zmieniła i nauczyła pokory.

    Ksiądz Mariusz Wilk, Tomasz Kornacki oraz Julita i Piotr Rabiniakowie do grobu św. Jakuba w Hiszpanii wybrali drogę portugalską. Rozpoczęli ją w Porto. Potem trasa wiodła wzdłuż oceanu. – Naszymi drogowskazami były żółte strzałki. Szukaliśmy ich wszędzie – na asfalcie, na śmietnikach, ścianach i znakach drogowych. Jakieś 80 km od Santiago pojawiły się betonowe słupki z wyżłobioną muszlą św. Jakuba, strzałką i liczbą kilometrów, które pozostały nam do celu – mówi ks. Mariusz, który drogę do św. Jakuba pokonał pierwszy raz. – Od początku założyliśmy, że to będą nasze rekolekcje. Tomek w ubiegłym roku przeszedł trasę francuską, która liczy 800 km. Podpowiedział nam, że bagaż, który cały czas będziemy nieść, nie może mieć więcej niż 10 kg.

    Pielgrzymi każdego dnia uczestniczyli w Mszy św. W Portugalii ks. Wilk mógł ją sprawować w kościołach. – Wchodziliśmy do nich, rozstawialiśmy „małego księdza”, którego nosiłem ze sobą, i celebrowałem Mszę św. W Hiszpanii stare gotyckie kościoły były pozamykane i obrośnięte krzakami, a na dachach były bocianie gniazda. To był przerażający widok. Dlatego Eucharystię sprawowałem w przydrożnych hostelach lub w lesie – mówi. W czasie drogi modlili się nie tylko w swoich intencjach. Ksiądz Mariusz na profilu Akademickiej Wspólnoty Jonasza zachęcał, by jego użytkownicy przysyłali swoje intencje. Codziennie dostawali kilkanaście wiadomości z prośbą o modlitwę. – Wytłumaczyłem Tomkowi, Julicie i Piotrowi, na czym polega Nowenna Pompejańska i ją odmawialiśmy. Dla nich to było też ciekawe doświadczenie. Modliliśmy się za ludzi, którzy może bardziej niż my potrzebują modlitwy. Czytałem intencje, potem oni pytali, co się u tych ludzi dzieje. Opowiadana historia sprawiała, że wchodziliśmy w to wydarzenie. Bardzo nas to zjednoczyło – przyznaje ks. Wilk.

    Zaplanowali, że jakubową drogę pokonają w 9 dni. Przeszli ją w 8. Ostatni dzień przeznaczyli na zwiedzanie Santiago de Compostela, dotarli też do przylądka Finisterre. W okresie wczesnośredniowiecznych pielgrzymek uważany był on za symboliczny koniec świata. Gdy dotarli na plac przed katedrą św. Jakuba, podziękowali Panu Bogu za owocne Camino. – W natłoku codziennych obowiązków nie zawsze możemy przeznaczyć na modlitwę tyle czasu, ile byśmy chcieli. Ten czas wędrówki mogliśmy spędzić na modlitwie, ale i sprawdzić swoje fizyczne możliwości – czy damy radę pokonać określony dystans pieszo, z ciężkim plecakiem. Ja szedłem z pewną intencją do św. Jakuba. Owocem tej drogi jest rozpoczęcie Nowenny Pompejańskiej właśnie w tej intencji. No i spotkałem ludzi, którzy pomogli mi w trudach tej wyprawy. Bez nich trudno byłoby dotrzeć do celu – mówi Tomasz, który pochodzi z Prędocinka i jest Rycerzem Kolumba.

    Julita i Piotr Rabiniakowie z parafii św. Łukasza w Michałowie zaangażowani są w życie swojej parafii. Piotr jest Rycerzem Kolumba i gra w scholi. Julita tam śpiewa. – W drogę wyruszyliśmy, by prosić i dziękować w sprawach osobistych naszych i naszych bliskich, ale także by zmierzyć się ze swoimi słabościami. Wiedzieliśmy, że nie będzie łatwo. Trud drogi uczy pokory, cierpliwości, zrozumienia i odpowiedzialności za drugiego człowieka. Pozwala pokonać swoje ograniczenia i znaleźć radość w prostych czynnościach. Tego, co przeżyliśmy, nie da się opowiedzieć. Najważniejsze jest to, co zmieniło się w nas. To było doświadczenie pełne wzlotów i upadków – przyznają.

    Ksiądz Mariusz, jeszcze gdy studiował w Rzymie, czuł potrzebę, by przejść Camino. Teraz się udało, ale już myśli, by wybrać się drogą francuską. – To były prawdziwe rekolekcje i duże przeżycie duchowe. Szliśmy razem, kiedy modliliśmy się albo chcieliśmy porozmawiać. Większość trasy pokonywaliśmy w samotności. I to było genialne, bo zmagaliśmy się sami ze sobą. Był czas na rozmyślania, indywidualną modlitwę. Tak jak w górach. Ci, którzy po nich chodzą, rozumieją, że potrzebna jest cisza, nawet gdy idzie się w grupie. A czy pielgrzymka do Santiago de Compostela mnie zmieniła? Zawsze cisza zmienia. Gdziekolwiek byśmy nie pojechali i poddali się terapii ciszą, ona wzbudza w nas refleksje. Zaczynamy analizować swoje życie i je planować. Codziennie przez te 8 dni pisałem kronikę. Od początku naszą wyprawę traktowałem jak rekolekcje. Gdy pojawiały się jakieś problemy, myślałem sobie, że Zły się wkurza, bo coś dobrego się dzieje. Dla nas to był tydzień modlitwy i przyjacielskiego bycia razem – mówi ks. Wilk.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół