Nowy numer 48/2020 Archiwum

Szop pracz nadchodzi

W kręgu przyrody. To pole, na którym nieustannie trwa walka o przetrwanie. Niestety, najczęściej zwycięzcą nie zostaje bohater pozytywny.

Pies czy żółw?

Pozornie bez problemu można hodować w domu żółwia. Odpadają poranne spacery w jesienne szarugi, jak to może mieć miejsce w przypadku czworonożnych przyjaciół. Tu wystarczy zaopatrzyć się w akwaterarium i obserwować malutkiego, bo zaledwie pięciocentymetrowego, egzotycznego pupila. A on rośnie i rośnie i kiedy osiągnie 15–20 centymetrów, nie pasuje już do swojego „domku”. Więc zwraca się go naturze, tak jak strażnicy miejscy zrobili to w przypadku węża zbożowego. W ten sposób żółwie znalazły się na przykład w oczku wodnym na radomskim Gołębiowie. – Były to żółwie ozdobne i początkowo sądziliśmy, że są to bardzo powszechne żółwie czerwonolice. Ale okazało się, że jest to również ozdobny żółw żółtobrzuchy z Florydy. Zarówno żółwie czerwonolice, jak i żółtobrzuche w naszych warunkach klimatycznych nie rozmnażają się. W przypadku tych pierwszych możemy mówić o efekcie skali, bo ich wypuszczanie na wolność, z powodu braku ludzkiej wyobraźni, odbywa się masowo – tłumaczy pan Marek i dodaje: – Musimy kierować się rozwagą i mieć świadomość, że zwierzę kiedyś urośnie, więc trzeba mu zapewnić odpowiednie warunki. Człowiek ponosi odpowiedzialność za to, co robi. Trzeba sprawdzić, czy dany gatunek możemy kupić legalnie i jak takie zwierzę będzie wyglądało, gdy dorośnie, oraz czy może być gatunkiem niebezpiecznym dla naszego środowiska. – Na naszym terenie żółw błotny występuje stosunkowo licznie. Jeżeli ktoś wypuści w rezerwacie – w dolinie rzeki Zwolenki żółwie ozdobne, to w tym momencie będą one stanowiły konkurencję dla naszych rodzimych. Żółw ozdobny jest silniejszy, a osobniki walczą ze sobą. Słabszy będzie skazany na przegraną – mówi J. Słupek. Za obce w naszym kraju, te nierodzime, niewłaściwe naszej faunie, uznane są według ewidencji Instytutu Ochrony Przyrody z Krakowa 302 gatunki, co w ogólnej liczbie krajowych gatunków zwierzęcych stanowi niecały procent. Z tego 74 są uznane za inwazyjne w stopniu intensywnym, czyli wywierające szkodliwy wpływ na naszą rodzimą faunę. – W tej chwili oczekujemy przyjścia szopa pracza. Nadciąga od wschodu i zachodu. Prawdopodobnie będziemy jednym z ostatnich miejsc w Polsce, które przez ten gatunek będzie zajęte. A stanie się to na pewno dlatego, że szop pracz jest dosyć ekspansywny, świetnie sobie radzi. Będą na tym tracić rodzime gatunki zwierząt, głównie ptaków. Nasze ptaki przez lata, tysiąclecia, ćwiczyły strategię swojego przetrwania z drapieżnikami, które występowały w tym środowisku. Ich sposób ukrywania gniazd, piskląt, jest dostosowany do tych drapieżników, które żyły w ich otoczeniu. W tym momencie mamy inne gatunki pochodzące z zewnątrz, które stosują zupełnie inną strategię polowania. I to najprawdopodobniej skończy się spadkiem liczebności gatunków rodzimych – wyjaśnia pan Jacek. Jak się okazuje, równie nieciekawy los spotkał naszą norkę europejską, wypartą przez norkę amerykańską. Nie każdy zdaje sobie sprawę, że rude wiewiórki wypierane są przez wiewiórki szare sprowadzone z Ameryki Północnej. Na razie dotyczy to głównie Anglii i Włoch, ale mogą one dotrzeć i do nas.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama