Nowy numer 48/2020 Archiwum

Strażnik

Historię walk mjr. Henryka Dobrzańskiego zna jak własny życiorys. Robi wszystko, by ten bohater wciąż inspirował.

Szabla i ostrogi

Tadeusz Madej nie doczekał końca wojny. Jako żołnierz AK został zastrzelony przez Niemców w Warszawie krótko przed wybuchem powstania warszawskiego. Pan Marian pokazuje ułańską szablę. – Produkcja: Borowski, Szabelnia Warszawska i napis: „Honor i Ojczyzna”. Nie pisano „Bóg”, bo to nie licowało z przykazaniem „Nie zabijaj!” – wyjaśnia i dodaje: – Ta szabla to była własność Tadka. Po bitwie pod Anielinem przyszedł do nas i schował ją w stodole. Wiedziała o tym tylko moja mama i to ona dużo, dużo później mi ją pokazała. Z tą szablą w filmie Bohdana Poręby „Hubal” wystąpił Ryszard Filipski, grając mjr. Dobrzańskiego. Takich pamiątek Marian Zach ma nieprzebraną ilość. Może o nich opowiadać godzinami. Za niejedną z nich kryje się coraz to ktoś z bliskich mu osób. Spod okna zdejmuje wysokie kawaleryjskie buty i pokazuje ostrogi. – Należały do Stasia Marcinkowskiego. Razem z bratem Czesławem byli w oddziale Majora. Czesław był piechurem, a Stanisław ułanem. Obaj byli synami Jana Marcinkowskiego, gajowego z Wólki Kuligowskiej. Proszę zobaczyć: w ostrogi są wmontowane monety 50-groszowe. Oficerowie montowali carskie 20-kopiejówki. To było nieregulaminowe, taki ułański szpan, jak by dziś powiedzieli młodzi – uśmiecha się pan Marian. Synowie gajowego Jana walczyli, a ojciec informował partyzantów o ruchach Niemców w okolicy. Czesław i Stanisław nie przeżyli wojny. Zostali zamordowani w niemieckich obozach koncentracyjnych.

Demon i szaniec

Dom Mariana Zacha to właściwie muzeum, choć on, słysząc takie słowa, protestuje: – Izba pamięci, nie muzeum! Wśród medali, szabel, sztyletów i odznak niełatwo znaleźć niewielki rysunek. Wisi nad drzwiami, a przedstawia czarnego pełnej krwi ogiera. – To Demon, koń „Hubala”, którego otrzymał od Anny Bąkowskiej z Kunic. Ogier przed wojną ścigał się w zawodach – wyjaśnia pan Marian i rozpoczyna opowieść: – To było w styczniu 1940 r. Tadek Madej został ranny w stopę. Przyniesiono go do domu moich rodziców i tu odwiedzał go Hubal. Konie stały za stodołą, a wśród nich Demon. Przy koniach czuwał luzak majora Jasio Kacprzak, mój dobry znajomy. Gdy wszyscy byli w izbie, ja chyłkiem szedłem do Jasia, a on pozwalał mi dosiadać Demona i człapać po podwórzu. Potem zacierałem ślady na śniegu. Ale jednego razu, gdy wychodziłem z domu w kożuchu, „Hubal” wziął mnie za rękę i posadził na kolanie. „Słuchaj – mówił – o czym rozmawiamy, bo może ci się przyda”. A ja siedziałem, spocony – trochę od tego, że w kożuchu, a trochę ze wstydu, bo wydawało mi się, że nie wypada, żeby dorosły mężczyzna, co ma 12 lat, siedział na kolanie jak jakiś mały dzieciak – śmieje się pan Zach. Demon poległ razem z Majorem. I właściwie od jego szczątków zaczął się szaniec. Ale to już kolejna z opowieści mojego rozmówcy: – Kilka dni po bitwie Zygmunt, mniejsza o nazwisko, poszedł na to miejsce. Znalazł końskie trupy, a przy Demonie pokrwawioną poduszeczkę. Spodziewał się kosztowności, ale w środku nie było nic prócz pierza. Gryzło go sumienie i wyspowiadał się z tego. Ks. Witek nakazał mu, by wrócił na miejsce śmierci „Hubala” i jakoś je zaznaczył. Gdy w 1947 r. zjawili się tam Henryk Ossowski, adiutant majora, i kilku hubalczyków, znaleźli to miejsce bez trudu. Postawili tam brzozowy krzyż. Potem, w 1964 r. zbudowano tam szaniec, który upamiętnia miejsce śmierci pierwszego partyzanta II wojny światowej. Budowa Szańca Hubala i jego dzisiejszy kształt to w dużej mierze zasługa Mariana Zacha, który nieprzerwanie jest jego opiekunem i kustoszem. On sam, emerytowany oficer WP, 3 maja tego roku został awansowany do stopnia pułkownika. Wśród wielu tytułów i odznaczeń z dumą przypomina, że jest obecnie jedynym w Polsce honorowym hubalczykiem.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama