Nowy numer 25/2018 Archiwum

Co ma figa do pedagoga?

I tak to rozgorzała nam w Radomiu debata o katechezie, tym razem w przedszkolach.

Trochę pogubiłem się w przepisach, rozporządzeniach i postanowieniach, do tego w artykułach i paragrafach. Mam nadzieję, że fachowcy od tych spraw potrafią je uporządkować.

Zdumiało mnie jednak coś innego. Do tej pory czas na debaty o katechezie wypadał w kalendarzu spraw publicznych o nachyleniu lewicowym w końcu sierpnia i na początku września. Co się stało, że nagle w pół roku od tego dyżurnego czasu zaczyna się debata? Czyżby czasową aberrację spowodował kalendarz wyborczy?

I z nagła przypomniała mi się biblijna scena, kiedy Pan Jezus szukał owoców na drzewie figowym i nie znalazł ich – „gdyż nie był to czas na figi”, podsumował św. Marek Ewangelista. Ale przecież Pan Jezus musiał o tym wiedzieć, czemu więc szukał owoców poza czasem owocowania?

Metaforycznie można by rzec – i tak to widzą biblijni komentatorzy – że w każdym czasie może przyjść moment na zdanie sprawy ze swych owoców. Może więc i teraz, w połowie czasu od katechetycznej debaty do debaty, czas na owoce?

W komentarzach i opiniach do sprawy widać, niczym w zwierciadle, że optyka waha się – jak zwykle – od poparcia na prawo do ostrej negacji na lewo. I nic do rzeczy nie mają rzeczowe argumenty. Czy jest czas na figi, czy go nie ma, na lewo figa z makiem dla religii.

I tu chciałbym opuścić przestrzeń wyznaniową i powędrować do początku modelu wychowania, jaki zostawiła nam starożytna, niechrześcijańska skądinąd Grecja. To tam uczyliśmy się wielu idei i stamtąd zaczerpnęliśmy sporo ważnych dla nas słów, a wśród nich fundamentalne dla tej debaty pojęcie „pedagog”. U jego źródła stoi rzeczownik „pais” (dopełniacz „paidos”) – „dziecko” i czasownik „ago”, to znaczy „prowadzę”. Z tych dwóch Grecy utworzyli nowy rzeczownik, wskazujący na funkcję: „paidagogos” – „prowadzący dziecko” – tak jak na naszych dworach funkcjonował podczaszy, koniuszy, no i (niestety, ale tak jest) szambelan.

Paidagogos był niewolnikiem, który posłusznie prowadził dzieci swego pana do gimnazjonu, by tam odbywały ćwiczenia fizyczne, zaprawiały się w biegach, strzelaniu z łuku, a do tego słuchały retorów, poetów i filozofów.

I tu znajduje się istota naszego problemu. Greckie gimnazjum miało dać małym dzieciom pana to, czego on sam nie był w stanie im dać, a co chciał, by stało się ich własnością. To i tylko to. Pedagog miał prowadzić dzieci tam i tylko tam, gdzie chciał rodzic i – brońcie bogowie! – nigdzie indziej.

Myślę, że warto wrócić i wracać do tej starożytnej idei, do źródła po prostu. Przedszkole, szkoła czy uczelnia to instytucje służebne w stosunku do rodziców, nie państwa czy jakiejś grupy.

Można by pokazywać w historii wiele przykładów, gdy łamanie tamtego starogreckiego pomysłu na kształcenie i wychowanie dzieci owocowało tylko szkodami w procesie dojrzewania młodego i najmłodszego pokolenia. I więcej, każde takie próby, gdy państwo mówiło: „My wiemy lepiej niż rodzice, czego potrzeba ich dzieciom”, tonęły ostatecznie w totalitaryzmie.

Pytajmy więc rodziców, jakiego modelu wychowawczego chcą dla swych dzieci. A pedagodzy? No cóż, jestem nim od prawie trzydziestu lat i nie czuję żadnego upokorzenia, jeśli przychodzi mi w tej sprawie być niewolnikiem spełniającym wolę rodziców.

O dyskusji na temat katechezy w radomskich przedszkolach można przeczytać tutaj.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

  • senność
    21.02.2014 15:56
    Kiedy likwidowano 20 tys miejsc pracy instruktorów zajęć w Przedszkolach mój Kościół milczał.
    Nie dziwi nic.
    doceń 0
  • Piotr Olszewski
    24.02.2014 09:25
    Bardzo dobrze, że ksiądz wspomniał, co się dzieje gdy państwo zaczyna manipulować rodzicom w wychowywaniu ich dzieci. Właśnie taka totalizacja państwa dzieje się na naszych oczach.
    Ale szkoła ma stać się jedynie kolejnym narzędziem totalitaryzmu państwa, podobnie jak media się takim stały. Stały się chyba jako pierwsze, bo każdemu totalitaryzmowi potrzebna jest odpowiednia propaganda mówiąca, jak to różni "burżuje" zagrażają wolności uciśnionej gawiedzi (bo kwestionują hasło "róbta co chceta"). I ta tuba propagandowa doprowadza do tego, że zaczyna się w Polsce wprowadzać "prawa równościowe", penalizację "mowy nienawiści", "wolność seksualną" (najlepiej od urodzenia) i inne rewolucje (prosze zauważyć, że każdej takiej rewolucji towarzyszy swego rodzaju rewolucja seksualna, bo żądania legalizacji aborcji to przejaw rewolucyjności seksualnej - odrzucenie ograniczeń moralnych tyczących się seksualności człowieka). A żeby dzieci łyknęły ten rewolucyjny chłam to jedno zrobić trzeba koniecznie: trzeba je pozbawić tych wzorców moralnych, które z tym chłamem stoją w jaskrawej sprzeczności. A zrobić to nie tak trudno, bo wymagania moralne są zawsze trudniejsze niż ich brak (rewolucjoniści wolność rozumieją jako wolność od wymagań, moralnych w szczególności) i niejeden rodzic ulegnie takiej łatwiźnie (szczególnie w obecności nachalnej i cwanej propagandy) a co dopiero dzieci. I tak szkoła zamiast motywować młodych do wysiłku (moralnego i intelektualnego, czyli wychowywać i uczyć) zaczyna demoralizować i uczyć (choć ostatnio to raczej demoralizować i nie uczyć).
    W całym tym procesie jedna rzecz może ujść uwadze tłumu. To mianowicie, że Państwo bierze w swoje ręce rząd dusz. Państwo Polskie coraz częściej mówi mi (i nic dziwnego bo ZSRE naucza o tym od dawna) jakie wartości mam wyznawać (a robi to z pozycji WŁADZY! dysponując władzą ustawodawczą i sądowniczą). A ponieważ tuba propagandowa mediów urobiła już lud uciśniony odpowiednio, można zacząć kodyfikować te wartości w prawie, obalając sprzeczne z nimi skodyfikowane wartości dotychczasowe (jak naród, rodzina itp.). Ale na tym nie można poprzestać, bo taki stan rzeczy trzeba rzecz jasna utrwalić (komsomolskim wysiłkiem) by raz na zawsze ukręcić łeb zaplutym karłom reakcji (do których pozwolę sobie siebie zaliczyć), a utrwala się przez EDUKACJĘ (nie utożsamiać z wychowaniem). I tak osiąga się właśnie zgon demokracji. Podstawą bowiem demokracji jest rozdział władzy na ŚWIECKĄ i DUCHOWĄ (co wyraził słownie papież Leon - nie pamiętam który - w środku średniowiecza). Ludzie nie zdają sobie sprawy, że ta wspaniała cywilizacja zachodnia zasymilowała i utrwaliła w sobie trzy elementy: żydowski monoteizm z przyswojoną do niego filozofią grecką, rzymską państwowość i wreszcie chrześcijaństwo z jego wizją człowieka i wartościami. Wszystko co dziś mamy jest owocem tej syntezy.
    Większości tych, co są przeciwko religii w szkole, przeszkadza SYSTEM WARTOŚCI wyznawanych przez Chrześcijaństwo a nie religia jako system wierzeń. W świetle tego co napisałem powyżej, wbijają oni nóż w plecy cywilizacji w której wyrośli i która dała im w darze wolności i prawa jakich nie ma człowiek spoza tejże cywilizacji. Kościół natomiast nie jest tej cywilizacji wrogiem, tylko FUNDAMENTEM i BASTIONEM, ale czy współczesny człowiek jeszcze to dostrzega?

    @senność
    Twój i Mój Kościół nie jest naszą niańką! Kościół ma obronić Wiarę i wartości moralne z tej Wiary płynącę a NIE Twoje czy moje miejsce pracy. Przez wieki swego trwania przyłozył sie do tego, byś miał głos w sprawach publicznych jako wolny obywatel, któremu wolno mówić co myśli i uczestniczyć w życiu publicznym. A życie publiczne w demokracji to powinna być walka stron na racjonalne argumenty. Proszę więc przestać utopijnie marzyć, że wszystko nieprzyjemne załatwi za Ciebie i dla Ciebie ktoś inny.
    doceń 1

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma