Nowy numer 33/2018 Archiwum

Pod butem Lenina

Polskie cmentarze. Te kilka w części obwodu kijowskiego na Ukrainie są wyzwaniem dla ks. Krzysztofa Wilka.


Nagrobki, które ocalały, mają prawie zawsze strącone krzyże. – Coś podobnego widziałem w Wilnie, na Rossie – mówię. 
– To znak sowieckiej dominacji i walki z wiarą w imię ateizmu. Choć ta dominacja odeszła, to pozostało wiele dawnych strachów. Te bardzo podsyca obecna sytuacja – wyjaśnia pracujący na Ukrainie duszpasterz, pochodzący z naszej diecezji.


Na monument wodza i do prania


8 grudnia ubiegłego roku, w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Matki Bożej, podkreśla ks. Wilk, w Kijowie strącono pomnik Lenina. To był impuls do podobnych aktów w wielu miejscach na Ukrainie. Było tak m.in. w Rzyszczowie, niespełna 9-tysięcznym mieście w obwodzie kijowskim. Okazało się, że spod cokołu pomnika wydobyto trzy nagrobki z czarnego marmuru. Gdy stawiano monument wodza rewolucji, zabrano je z cmentarza, by posłużyły do wzmocnienia podmokłego gruntu. Na tablicach widniały polskie nazwiska – Hołomańscy.


– Poinformowano nas o tym. Nas, to znaczy dominikanina 
o. Jana Piątkowskiego i mnie. Przyjechaliśmy tam i podjęliśmy starania, żeby tablice znalazły się w godziwym miejscu. Mamy na to zgodę mera miasta. Może uda się to zrobić, licząc na pomoc polskiego konsulatu. W Rzyszczowie był polski cmentarz. Nadal na jego terenie można znaleźć wiele nagrobków – opowiada ks. Wilk.


O tym, że ks. Krzysztof odwiedza polskie cmentarze i stara się chronić je przed całkowitym zniszczeniem, ludzie jakoś wiedzą tam, gdzie duszpasterzuje. Czasem zgłaszają się i pomagają, podają informacje. – Pewnego dnia dowiedzieliśmy się, że w Stawyszczu w stawie znajduje się nagrobek, który może nas zainteresować. Udało się nam wydobyć go z wody. Zabrano go kiedyś z cmentarza i przez długi czas służył kobietom do prania nad wodą. Był to kamień grobowy, postawiony na mogile dr. Jana Borowskiego. Zmarł w maju 1911 r. Żył i pracował jako lekarz w tym mieście, które wcześniej należało do dóbr Branickich. W Stawyszczu hetman koronny Franciszek Ksawery Branicki ufundował kościół. Tutaj też znajdował się jego pałac – opowiada duszpasterz.


Gdy postanowił się podnieść


Ksiądz Krzysztof pochodzi z Topolic, wioski należącej do parafii Żarnów. Po ukończeniu szkoły podstawowej uczył się w Liceum Ogólnokształcącym w Opocznie. Potem wstąpił do seminarium duchownego i 20 lat temu przyjął święcenia kapłańskie. Z tych ostatnie 10 pracuje na Ukrainie. Zanim tu przyjechał, jako wikariusz w radomskiej parafii pw. Chrystusa Króla zaangażował się w ruch neokatechumenalny. Wszedł na Drogę – jak mówią neokatechumeni. Gdy przyszedł moment, kiedy zapytano, kto chce się podnieść (w żargonie członków Drogi oznacza to porzucenie wszystkiego, co było dotąd i wyruszenie z ewangelizacją gdzieś daleko i w rejony, w których katolicy stanowią maleńkie wspólnoty), zdecydował się na ten krok. Punktem docelowym była Biała Cerkiew niedaleko Kijowa.


– Jadąc na Ukrainę, nie miałem pojęcia, co mnie tam spotka. Przez 9 lat pracowałem 80 km na południe od Kijowa. Razem ze mną w Białej Cerkwi był ks. Jarosław Pałka, wcześniej – podobnie, jak ja – wikariusz u Chrystusa Króla w Radomiu, również członek Drogi Neokatechumenalnej – wspomina ks. Krzysztof.


Garstka katolików mieściła się na liturgiach w ich mieszkaniu, które znajdowało się w bloku. Jedynie czasem, z okazji wielkich uroczystości, mogli wejść z Mszą św. do dawnego kościoła zamienionego w czasach sowieckich na salę koncertową i nadal pełniącą tę funkcję.


Rok temu ks. Wilk opuścił Białą Cerkiew, by podjąć pracę duszpasterską w okolicznych miastach. 
– Mogłem nadal tam mieszkać. Stamtąd do moich nowych placówek jest niespełna 100 km, ale chciałem być bliżej wiernych. Postanowiłem, że zamieszkam tam, gdzie jest kościół – mówi.


To także Kościół w Europie


Obecną bazą ewangelizacyjną ks. Wilka jest Bogusław (Bohusław). Obok niego duszpasterzuje w 4 innych miastach, będącymi stolicami odpowiedników naszych powiatów.
Bogusław to 17-tysięczne miasto w obwodzie kijowskim. Podobnie jak Biała Cerkiew leży nad rzeką Roś. Miasto powstało w XI w. i było grodem królewskim Korony Królestwa Polskiego. Jego właścicielami byli Lubomirscy i Braniccy.


– W końcu czerwca podpisaliśmy akt notarialny oddania świątyni przez prywatnego właściciela. Ten człowiek 10 lat temu kupił zrujnowany kościół i w jego części urządził fabrykę tkacką. W innej części robiono płyty betonowe i kostkę brukową. Właściciel zgodził się oddać budynek, otrzymując rekompensatę finansową za poniesione koszty. On już wcześniej pozwalał nam spotykać się w kościele na nabożeństwach. Ja sam mieszkam w pokoju, który stanowi część dawnej plebanii. Krótko przed II wojną światową, podczas wielkich stalinowskich prześladowań, katolików wywieziono, a księży zamordowano. Plebanię podzielono na małe mieszkanka. Dziś budynek jest zrujnowany i opuszczony. Mój pokój to jedno z tych dawnych małych mieszkań – opowiada ks. Krzysztof.


Kolejna placówka ks. Wilka to Taraszcza. W miasteczku jest kościół. Ongiś nosił tytuł św. Marii Magdaleny. – Świątynia została zamieniona na szkołę muzyczną. Nie mamy tam wstępu. Prosiliśmy mera o pozwolenie wejścia choćby do jakiegoś pomieszczenia. Otrzymaliśmy odpowiedź, że do kościoła przychodzą starsi ludzie, którzy mogą nieść zagrożenie sanitarno-epidemiologiczne dla uczniów szkoły. W Taraszczy udało nam się wybudować małą kaplicę. Tam się modlimy.


Nie lepiej jest w pozostałych trzech miasteczkach. W Myroniwce zbierają się na liturgie w prywatnym domu. W Rokitnem kościół został całkowicie zniszczony. Katolicy zbierają się w miejscowym domu kultury. Natomiast w Stawyszczu na bazie zniszczonego kościoła zbudowano dom kultury. I choć budynek stoi obecnie pusty, nie ma szans na jego odzyskanie. Tam – podobnie jak w Myroniwce – Msze św. sprawowane są w prywatnym domu.


– A obecna wojna na Ukrainie? – pytam ks. Krzysztofa, nie bardzo wiedząc, jak doprecyzować moją ciekawość. – Same działania wojenne są dość daleko od nas. Moje parafie leżą w okręgu kijowskim. Ale przecież niepewność istnieje. Ostatnio byłem świadkiem przejazdu dużej kolumny wojskowej, oczywiście ukraińskiej. Widziałem, jak mieszkańcy zaczęli wychodzić na drogę i dawać tym chłopcom zawiniątka, w których było jedzenie. A potem patrzyli, jak odjeżdżają. Zapewne towarzyszyła temu niejedna modlitwa i nadzieja, że wrócą – mówi.


I po co to wszystko?


– Nie boisz się, że twoja troska o polskie cmentarze i nagrobki zostanie odebrana jako próba jakiegoś rewizjonizmu czy nacjonalizmu? – pytam. – Jadąc na Ukrainę, nie miałem pojęcia, co mnie tam spotka. Byłem zaskoczony, że 600 km od granicy z Polską znajdę tyle polskich grobów. Przepiękne epitafia, nazwiska Krasicki, Różycki, Ledóchowski. W rejonie Humania są dawne posiadłości Potockich. Tam jest duży cmentarz katolicki bez ogrodzenia. Widać poniszczone nagrobki ze strąconymi krzyżami. Nasze starania o te miejsca podzielają miejscowi ludzie, choć z pomocą spieszą często po cichu. Tutaj nadal jest dużo dawnych lęków, a teraz te obawy i niepewność jutra są jeszcze większe. Tu nie chodzi o jakiś rewizjonizm, ale o pamięć tych miejsc, ich bogatą historię. Jej nie wolno rugować z pamięci – podkreśla ks. Wilk.


Gdy to mówi, nie wiedzieć czemu, na myśl przychodzi mi Malbork. To nie jest polska twierdza. Dbamy o nią jako o pomnik przeszłości, nie myśląc przy tym, że chcielibyśmy powrotu Krzyżaków. W pamięci staje mi też Wilczy Szaniec, kwatera Hitlera. Ani myślimy go unicestwiać, choć ani w głowie nam, by wrócił jakiś jego ideowy spadkobierca. Przed oczami stanęły mi też cmentarze Polaków rozsiane na szlaku wędrówki naszych rodaków, którzy umierali, idąc z Syberii na Bliski Wschód, by walczyć pod dowództwem gen. Andersa. Te, gdzieś w dalekim Kazachstanie, odnowiono. Czemu nie robić tego w imię historycznej prawdy z cmentarzami na Ukrainie?•

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

  • Gość
    16.07.2017 13:51
    Ks. Jarosław Pałka nigdy nie był wikariuszem w parafii Chrystusa Króla w Radomiu. Był tam za to ministrantem i lektorem zanim poszedł do seminarium
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma