Nowy numer 3/2021 Archiwum

Fituchy i lampka w ohelu

Od lat przyjeżdżają tu wyznawcy judaizmu. Modlą się przy grobie Isachara Dow Bera, cadyka, który żył na przełomie XVIII i XIX wieku. Czczą go, bo widzą w nim nie tylko człowieka pobożnego, ale też cudotwórcę.

Martin Buber, zmarły w Jerozolimie w 1965 r. filozof i religioznawca, wśród wielu pism zostawił książkę „Opowieści chasydów”. Znajduje się w niej ciekawy fragment odnoszący się do jednej z najstarszych miejscowości naszej diecezji: „Isachar Dow Ber z Radoszyc był szeroko znany jako cudotwórca, zwłaszcza ze względu na cudowne uleczenia, z których do najgłośniejszych należały wypędzania dybuków z opętanych. Z tego powodu nazywano go małym Baal Szemem. Upodobanie do cudów miał, jak się zdaje, już od młodości, chociaż przez długi czas nie ośmielał się z tym zdradzić i był znany jako człowiek cichy i nieśmiały”.

Lampka nie może zgasnąć

– Ja jej nie mogę zapalać. Mogę tylko dbać o to, by jej płomień nie zgasł. Tak samo z kartkami, na których pisane są modlitwy, zwanymi fituchami. Usuwamy je z ohelu i palimy dopiero wtedy, gdy pozwolą na to Żydzi, którzy sprawują oficjalną opiekę nad cmentarzem – mówi Krzysztof Kos, opiekun żydowskiej nekropolii pod Radoszycami. Tutejszy żydowski cmentarz to obszar niemal 2 ha. Bez wątpienia istniał tu w XVIII w. Dziś ogrodzony i zadbany, choć jeszcze niedawno był zapuszczony. W jego sercu powstaje ohel, dom modlitwy, budowla, która ma należycie uczcić to miejsce. – Badania sonografem pokazały, że pod podłogą są pochówki. To doczesne szczątki rabina Isachara Dow Bera i jego najbliższych – wyjaśnia K. Kos. Żydzi osiedlili się w Radoszycach jeszcze w XVI w. Trudnili się handlem i rzemiosłem. Byli społecznością dynamiczną i ekspansywną. Był taki czas, że pośród polskiej społeczności rodzili sprzeciw, ale nie czynną wrogość. Gdy wybuchła II wojna światowa, stanowili niemal połowę mieszkańców Radoszyc. Niemieccy okupanci urządzili tu getto. Gdy przyszła akcja zwana przez nich „ostatecznym rozwiązaniem”, wywieziono ich ciężarówkami do Końskich, a stamtąd do obozu w Treblince. Tam prawie wszyscy zostali wymordowani. W Radoszycach został po nich cmentarz. Na jego terenie, jeszcze przed wywózką, Niemcy rozstrzeliwali Żydów i grabili to miejsce. Po zakończeniu okupacji, opuszczone, stało się miejscem, z którego zabierano kamienne nagrobki. Cmentarz pustoszał.

Pasja kamieniarza

Sławomir Chwaściński urodził się w Radoszycach. Choć od dawna pracuje w Warszawie, wraca tutaj, bo tu mieszka jego mama. – Nie jestem historykiem. Z zawodu jestem technologiem budowlanym prac wykończeniowych. Obok tego pasjonuje mnie historia Radoszyc. Zbieram wszelkie dokumenty dotyczące przeszłości mojej rodzinnej miejscowości – mówi. Uwagę pasjonata przeszłości Radoszyc wzbudził miejscowy cmentarz żydowski. – Jest bardzo rozległy, a prawie pusty. Niemal nie ma na nim macew, czyli kamiennych nagrobków. Chodziłem po nim i udało mi się dosłownie wygrzebać spośród gałęzi i leśnego runa niektóre z nich. Wygrzebane stawiałem. Potem okazało się, że w samych Radoszycach, w obrębie zabudowań i podwórzy, są żydowskie macewy. Mieszkańcy zwracali je. Zwoziłem je na kirkut, żydowski cmentarz. Ks. kan. Józef Tępiński, proboszcz parafii Radoszyce, apelował podczas ogłoszeń parafialnych, by zwracać żydowskie tablice nagrobne, jeśli są gdzieś w obrębie zabudowań. To ogłoszenie bardzo pomogło w dziele zwracania macew – mówi S. Chwaściński.

Czytanie macew

– To macewa postawiona na grobie córki rabina – mówi pan Sławomir. Kamienna tablica jest jedną z nielicznych, które pozostały nienaruszone na cmentarzu. S. Chwaściński zaangażował się w sprawę ratowania żydowskich nagrobków tak bardzo, że postanowił nauczyć się odczytywać napisy na macewach. – Ważna jest też symbolika płaskorzeźb umieszczanych na szczycie każdej z macew. Rzeźbione drzewo to symbol życia. Jeśli jest złamane, oznacza nagłą śmierć. Gołębie są symbolem ulotności życia. Księga wskazuje na osobę, która była kimś, kto znał biblijne Prawo – tłumaczy. Badacz żydowskiej przeszłości Radoszyc odczytał także napisy w środkowej części wielu zachowanych macew. A te mówią, że jeden ze zmarłych był „mężem doskonałym, prawym, skromnym i pobożnym, nauczycielem Prawa. Niech dusza jego będzie związana w wieniec życia wiecznego”. Podobnie wychwalane są walory pewnej kobiety: „Tu pochowana jest niewiasta poważana i skromna, pani Ryfka. Córka zmarłego pana naszego nauczyciela Jakowa Meiera, błogosławionej pamięci. Zmarła 7 miesiąca adar, pierwszego miesiąca roku. Niech dusza jej będzie związana w wieniec życia wiecznego”. S. Chwaściński zwraca się z prośbą o informowanie go, choćby za pośrednictwem proboszcza ks. Tępińskiego, o macewach, które mogą znajdować się w Radoszycach lub w okolicy.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama