Nowy numer 44/2020 Archiwum

Warchoły i nasza klasa

Chytra baba z Radomia, puste lotnisko i kabaretowa chińska zupka pokonały historyczny przekaz o tym, co to miasto wniosło w sprawę naszej wolności.

Zaczęło się w Radomiu - to hasło, które przyświeca obchodom 40. rocznicy wydarzeń Czerwca 1976. r. Świetne, choć może niekoniecznie skuteczne, ma zmierzyć się z fatalną narracją, jaka towarzyszy miastu.

Co się tu zaczęło? Tutaj, w Radomiu, zaczęła się destrukcja komunistycznego systemu, który po zakończeniu II wojny światowej zniewolił wschodnią część Europy. Bez radomskiego Czerwca 1976 r. nie byłoby polskiego Sierpnia 1980 r., a potem upadku komunistycznego systemu, który zniewalał państwa za żelazną kurtyną. To jest fakt, który nadal z trudem przebija się w narracji o naszej polskiej najnowszej przeszłości. I o to trzeba nam się dziś zmagać. Trud jest tym bardziej ważny, im bardziej zdajemy sobie sprawę, że nasze wczoraj odchodzi w zapomnienie.

Niedawno odwiedziłem casting do filmu „Klecha”, który opowie naszą najnowszą historię, opierając się na losach prześladowanych księży. Rozmawiałem z kandydatkami do udziału w kręconych scenach. - O radomskim proteście nie wiemy nic. Nie interesuje nas historia. Ten casting to dla nas okazja, by spróbować czegoś wyjątkowego - mówiły licealistki, chętne do zagrania w filmie.

Mój przyjaciel, gdy mówi o mieszkańcach Radomia, do dziś używa określenia „warchoły”. W tym epitecie nie ma nic z politycznej czy historycznej oceny. Ot, tak widzi tych, którzy tu mieszkają. Czemu? Zapewne on sam nie umiałby tego wytłumaczyć. Warchoły, tak mówi wielu od lat i tyle. Komunistyczna propaganda skutecznie zadziałała i przetrwała śmierć systemu.

Inny z moich serdecznych przyjaciół - o tym dowiedziałem się w ostatnich dniach - wybiera się na najbliższy marsz KOD-u. Pochodzi z mojego miasta. Uczył się w Radomiu. Zawsze był szczerym antykomunistą. Jak bardzo rozeszliśmy się w ocenie tego, co się u nas dzieje...

W tym tak rozdartym kontekście zapraszam na debaty, jakie w tym roku przygotowała Akcja Katolicka. Mam na myśli trwający IV Tydzień Społeczny. Tematyka debat odwołuje się do dwóch rocznic - 25. rocznicy wizyty Jana Pawła II w Radomiu i 40. rocznicy robotniczego protestu z Czerwca 1976 r. Debaty nie tylko odwołują się do przeszłości. Uczestnicy starają się też pokazać aktualność dawnych sporów. Biorę udział w tych spotkaniach. Słucham prelegentów. A w tyle głowy mam te przekonania moich kolegów, którzy mają swoje oceny i stereotypy. Nie wydaję tu żadnej tzw. cenzurki.

Swoistym komentarzem do tego staje się piosenka Jacka Kaczmarskiego, barda pierwszej „Solidarności”. Pierwsze zwrotki pisał w okresie stanu wojennego, ostanie dopisał, gdy komunizm chylił się ku upadkowi. Ale mam wrażenie, że te słowa są wciąż aktualne.

 

Co się stało z naszą klasą? Pyta Adam w Tel-Avivie

Ciężko sprostać takim czasom, ciężko w ogóle żyć uczciwie.

Co się stało z naszą klasą? Wojtek w Szwecji w porno-klubie

Pisze: dobrze mi tu płacą za to, co i tak wszak lubię

Za to, co i tak wszak lubię...

 

Kaśka z Piotrkiem są w Kanadzie, bo tam mają perspektywy.

Staszek w Stanach sobie radzi, Paweł do Paryża przywykł.

Gośka z Przemkiem ledwie przędą - w maju będzie trzeci bachor.

Próżno skarżą się urzędom, że też chcieliby na Zachód

Że też chcieliby na Zachód...

 

Za to Magda jest w Madrycie i wychodzi za Hiszpana.

Maciek w grudniu stracił życie, gdy chodzili po mieszkaniach.

Janusz, ten co zawiść budził, że go każda fala niesie

Jest chirurgiem - leczy ludzi, ale brat mu się powiesił.

Ale brat mu się powiesił...

 

Marek siedzi za odmowę, bo nie strzelał do Michała.

A ja piszę ich historię - i to już jest klasa cała.

Jeszcze Filip - fizyk w Moskwie, dziś nagrody różne zbiera.

Jeździ, kiedy chce do Polski, był przyjęty przez premiera.

Był przyjęty przez premiera...

 

Odnalazłem klasę całą - na wygnaniu, w kraju, w grobie.

Ale coś się pozmieniało: każdy sobie żywot skrobie.

Odnalazłem całą klasę, wyrośniętą i dojrzałą.

Rozdrapałem młodość naszą, lecz za bardzo nie bolało

Lecz za bardzo nie bolało...

 

Już nie chłopcy, lecz mężczyźni, już kobiety, nie dziewczyny.

Młodość szybko się zabliźni, nie ma w tym niczyjej winy.

Wszyscy są odpowiedzialni, wszyscy mają w życiu cele.

Wszyscy w miarę są normalni, ale przecież to niewiele.

Ale przecież to niewiele...


Nie wiem sam, co mi się marzy, jaka z gwiazd nade mną świeci.

Gdy wśród tych nieobcych twarzy szukam ciągle twarzy dzieci.

Czemu wciąż przez ramię zerkam, choć nie woła nikt: "kolego!"

Że ktoś ze mną zagra w berka, lub przynajmniej w chowanego.

Lub przynajmniej w chowanego...

 

Własne pędy, własne liście zapuszczamy każdy sobie.

I korzenie oczywiście na wygnaniu, w kraju, w grobie.

W dół, na boki, wzwyż ku słońcu, na stracenie, w prawo, w lewo.

Kto pamięta, że to w końcu jedno i to samo drzewo...

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama