GN 3/2021 Archiwum

Brylantowe siostry

75 lat posługi sióstr michalitek w radomskiej farze.

Na przestrzeni tych lat przy kościele farnym pw. św. Jana Chrzciciela pracowało kilkadziesiąt zakonnic ze Zgromadzenia Sióstr św. Michała Archanioła. Założył je pod koniec XIX wieku bł. ks. Bronisław Markiewicz przy współudziale sł. Bożej m. Anny Kaworek. Podstawą życia sióstr są dwie zasady – „Któż jak Bóg” oraz „Powściągliwość i praca”. Siostry łączą postawę kontemplacyjnego uwielbienia Boga z pracą wychowawczą, katechetyczną, charytatywno-społeczną, w duszpasterstwie parafialnym i na misjach.


– Dziękujemy za troskę o tych, którzy najbardziej potrzebują pomocy, za obecność w życiu wielu naszych parafii w całej diecezji – mówił bp Henryk Tomasik podczas jubileuszowej uroczystości.


Bochenek chleba i czajnik


Do Radomia w 1941 roku siostry michalitki zaprosił ówczesny proboszcz ks. Wacław Kosiński. Wtedy była to ogromna parafia. Do obsługi kościoła oraz szkół potrzebowała wielu księży. Pojawiały się trudności z ich wyżywieniem i wtedy bp Jan Lorek podsunął ks. Kosińskiemu myśl, aby postarać się o siostry zakonne, które by mogły zająć się prowadzeniem kuchni.


Pierwsze przybyły siostry Germana Mentel i Gabriela Sporniak. Zamieszkały przy ul. Rwańskiej, obok kościoła. Po zbadaniu warunków i potrzeb placówki do Radomia skierowano kolejne siostry. Pierwszą przełożoną wspólnoty została s. Gabriela. Ich dom na początku nie miał charakteru wychowawczego. Siostry mieszkały w bardzo trudnych warunkach, brakowało najpotrzebniejszych rzeczy. Głód też nie był im obcy.


„Nie było żadnego zaopatrzenia kuchni w sprzęt gospodarczy. Ks. wikary Stanisław Sikorski dostarczył trochę prowiantu: bochenek chleba, trochę cukru i kaszy, czajnik na herbatę i nieco węgla. S. Maria Przybyło przywiozła z Przytyka inne »luksusy«: trochę śmietany, jaj, kapusty, pomidorów, a nadto dała na zagospodarowanie się 25 zł. W takich warunkach rozpoczęła się praca” – czytamy w kronice zgromadzenia.


Z kuchni sióstr korzystał od 1944 roku ks. Piotr Gołębiowski, późniejszy biskup sandomierski, dziś sługa Boży, który objął zarząd kościoła pw. Trójcy Przenajświętszej.
Podczas wojny siostry pomagały potrzebującym, wysiedlonym, ale też same przeżywały w związku z tym trudne momenty. Tak brzmi kolejny zapis w kronice: „Dom nasz graniczy z żydowskim gettem. Ciężko przeżyłyśmy likwidację Żydów, szczególnie ostatnia noc tej akcji była okropna. Z lękiem myślałyśmy, czy i nas nie spotka taki sam koniec”.


Dom dla sierot


Siostry chciały pracować zgodnie ze swoim charyzmatem. Szansa na jego realizowanie pojawiła się w 1944 roku. W pobliskim budynku przy ul. Grodzkiej 8 zostało zorganizowane „Pogotowie” dla dzieci potrzebujących natychmiastowej pomocy. Z czasem przekształcono je w dom dla sierot z pobytem stałym. Siostry widziały, że przebywające tam dzieci są chore, niedożywione, zaniedbane. Zaczęły więc reagować i – dzięki staraniom przełożonej – objęły zarząd Domu Dziecka wraz z 80 podopiecznymi.


Walczyły z niedostatkami i doprowadziły zakład do rozkwitu. S. Gabriela, wychowana w duchu markiewiczowskim, zaszczepiała swoim podopiecznym wartości religijne i patriotyczne. We wrześniu 1949 roku dom przy Grodzkiej został upaństwowiony i tym samym podzielił los kilkunastu placówek wychowawczych prowadzonych przez zgromadzenie. Siostry zwolniono z pracy. Przełożeni przenieśli s. Gabrielę na placówkę do Szydłowca, gdzie po raz kolejny podjęła posługę przełożonej domu zakonnego i zajmowała się haftem.


Ta pierwsza przełożona radomskiej wspólnoty nie tylko w Radomiu zapisała się złotymi zgłoskami w ludzkiej pamięci. Wcześniej otrzymała misję organizacji nowego domu zakonnego w Skaryszewie i działającego przy nim przedszkola. Gdy podczas działań wojennych ochronka przestała istnieć, siostra została skierowana do pobliskiego Radomia. Trzy lata temu przedszkole w Skaryszewie przyjęło jej imię, a kierownictwo placówki dba, aby podopieczni wychowywani byli w duchu wiary, miłości i patriotyzmu, tak jak robiła to s. Gabriela.
Skaryszewskie przedszkole, radomska wspólnota sióstr i wszystkie miejsca, gdzie kiedyś pracowała s. Sporniak, wciąż pozostają bliskie jej sercu i chętnie je wspomina. Mimo sędziwego wieku – w tym roku ukończyła 105 lat – dużo się modli i, jak mówi, robi to na głos, żeby Pan Bóg słyszał.


« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama