Nowy numer 33/2018 Archiwum

Wokół ludzie zmęczeni jak my

Camino de Santiago, droga do grobu św. Jakuba, wymaga wielu poświęceń – nie tylko wysiłku fizycznego, ale też duchowego. – Praktycznie każdego dnia było coś, co jakby chciało nam przeszkodzić w dotarciu do celu. Ale nie daliśmy się – mówi ks. Marek Pruszkowski.

Ksiądz Marek, wikariusz w parafii pw. Świętej Trójcy w Starachowicach, Sylwia Kowalczyk i jej brat Mateusz z Przytyka oraz Kacper Krawczyk z Radomia pokonali na rowerach niemal 800 km Szlakiem św. Jakuba. Do San Sebastián, które leży w północno-wschodniej Hiszpanii nad Zatoką Baskijską, tuż przy granicy z Francją, skąd rozpoczęli swoje pielgrzymowanie, dojechali z Polski samochodem. – Rowery postawiliśmy na dachu auta. Żeby nie spadły, przypina się je na bagażniku specjalnym zamkiem. Do każdego z nich jest oddzielny klucz. Klucze były razem spięte. Wyjeżdżając z Radomia, zapomnieliśmy je zdjąć z dachu. Jechały tam ok. 2 tys. km i nie spadły. Leżały na dachu i czekały, aż ktoś je wreszcie zauważy. Na pewno Ktoś tam, na górze, nad nami czuwał i nam błogosławił. Wiedzieliśmy już, że damy radę pokonać wyznaczoną trasę – mówi ks. Pruszkowski.

Niełatwa droga

Myśl, by udać się Szlakiem św. Jakuba do Santiago de Compostela, zrodziła się 2 lata temu. – Wtedy, promując Światowe Dni Młodzieży, wybraliśmy się 12-osobową grupą, też na rowerach, z Zakopanego na Hel. Po dojechaniu wspólnie zastanawialiśmy się, jaką następną wyprawę rowerową moglibyśmy zorganizować. Zdecydowaliśmy, że pojedziemy do grobu św. Jakuba. Chcieliśmy odbyć pielgrzymkę i przeżyć niesamowitą przygodę – wspomina ks. Marek. W lipcu tego roku udało się zrealizować te plany. Wybrali szlak północny, który wiedzie wzdłuż północnego wybrzeża Hiszpanii nad Oceanem Atlantyckim. Jest bardziej wymagający od innych jakubowych szlaków w Hiszpanii, bo pątnicy muszą pokonać góry. Jednak te trudy rekompensują piękne widoki. – Trasa do Santiago była niezwykle urokliwa. Mijaliśmy wspaniałe nadmorskie kurorty. Czuliśmy się momentami jak w Hollywood. Ale to się też wiązało z trudami, bo musieliśmy przebić się przez bardzo wysokie góry – wspomina ks. Pruszkowski. Pierwszego dnia pokonali 108 km. Każdego kolejnego – około 140. Na noc zatrzymywali się w schroniskach dla pielgrzymów. Tam spotykali ludzi z całego świata. Przed wyruszeniem w trasę modlili się. Każdego dnia uczestniczyli w Mszach św., które sprawowane były w różnych językach. Eucharystia w hiszpańskim kościele ich zaskoczyła. Było dużo śpiewów i gestów, a na koniec czterech mężczyzn wniosło dużą figurę Matki Bożej. Na zakończenie wszyscy wierni pod nią przeszli. – Teraz wiem, że Droga św. Jakuba jest bardzo wyczerpująca. To nie tylko trud fizyczny, ale też duchowy. Zmaganie się ze sobą i odkrywanie pewnych rzeczy w sobie. Jest to na pewno inna forma pielgrzymki niż ta na Jasną Górę, w której wielokrotnie brałem udział. Tam nie miałem pewnych dylematów. Natomiast tutaj praktycznie każdego dnia było coś, co jakby chciało nam przeszkodzić w dotarciu do celu. Ale nie daliśmy się, udało się dojechać i jesteśmy z tego powodu szczęśliwi – mówi ks. Marek. I rzeczywiście po drodze przytrafiło im się kilka wypadków. Już pierwszego dnia Sylwia złapała gumę. W oponę wbił się duży kawałek szkła. Musieli wymienić oponę i dętkę. Drugiego dnia zepsuł się samochód, który towarzyszył ich wyprawie. – Wjechaliśmy naprawdę na olbrzymią górę, nachylenie było z 10 proc. Wjeżdżaliśmy na nią 3 km. Wtedy zadzwonił telefon. Powiedziano nam, że samochód nie chce odpalić. Zjechaliśmy z góry. Okazało się, że musimy podładować akumulator. Zatrzymywaliśmy kilka samochodów, nikt nie chciał nam pomóc. W którymś momencie podjechała starsza pani, bardzo miła, życzliwa. Bez najmniejszego problemu udostępniła swój samochód. Podładowaliśmy akumulator. Tyle że z powrotem musieliśmy na tę górę wjeżdżać. To zostanie mi w pamięci do końca życia. Takiej góry jeszcze w swoim życiu nie pokonywałem, a na szlaku musiałem się z nią zmierzyć dwukrotnie – uśmiecha się ks. Pruszkowski. Dzień przed dotarciem do celu okazało się, że coś jest nie tak z pedałem w rowerze księdza. Bał się, że ta awaria uniemożliwi mu dalszą podróż. Na szczęście okazała się mało groźna. – Pierwszy raz się z czymś takim spotkałem – po prostu zębatka, która tam jest, nie ma prawa się odkręcić, bo gdy się pedałuje, ona sama się dokręca. W jakiś sposób została poluzowana. Nie wiem, jak to się stało – mówi ks. Pruszkowski.

Camino zmienia

Do Santiago de Compostela dojechali w 7 dni. Przed katedrą pojawili się przed godz. 9. Na placu spotkali pielgrzymkę z Polski. Przewodniczka grupy poprosiła, by opowiedzieli o swojej wyprawie. Dostali brawa za to, że odważyli się wyruszyć w tak trudną drogę. W świątyni nie było zbyt wielu ludzi. Spokojnie mogli pomodlić się przy grobie św. Jakuba i zwiedzić świątynię. Uczestniczyli też w Mszy św. Na początku każdy uczestnik przedstawił się, powiedział, z jakiego jest kraju i skąd wyruszył na camino. Potem dostali kompostelkę, czyli dokument, który potwierdza, że przemierzyli jakubową drogę. Kacper nie żałuje, że wybrał się w tę podróż. – Podczas drogi było bardzo dużo czasu, żeby zajrzeć w głąb siebie, pomyśleć i zastanowić się nad sobą, a potem wyciągnąć jakieś wnioski. Myślę, że konkretniejsze owoce tego wyjazdu będziemy mogli zauważyć dopiero za jakiś czas. Camino na pewno zmienia. Kiedy wjeżdżałem na plac przed katedrą, czułem spełnienie i dumę, że udało mi się tam dotrzeć – mówi. Dla niego najważniejsze podczas podróży było poznawanie nowych miejsc, ludzi i spanie co noc w innym schronisku.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma