Najpierw przez kilka godzin Niemcy jedynie pilnowali zatrzymanych. Gospodarz Adam Kowalski mógł nawet nakarmić bydło. Ale wczesnym popołudniem wszystko się zmieniło. Małżeństwo Kosiorów razem z dziećmi i dwóch schwytanych Żydów wyprowadzono z domu i pognano do stodoły. Rozległy się strzały, a chwilę potem pojawił się ogień. Jeden z synów Władysława Kosiora, widocznie tylko ranny, wydostał się ze stodoły i zaczął uciekać w kierunku pól. Niemcy dogonili go samochodem. A potem, nie do końca wiadomo – żywego czy martwego – po powrocie do wioski wrzucili w płomienie. Świadkowie opowiadają, że podobny los spotkał kota. Nikt i nic nie mogło się uratować, a ludzie mieli się bać, i to bać panicznie.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








