Nowy numer 46/2018 Archiwum

Plebania na zamku

Bywali tutaj królowie, ich żony i poselstwa obcych krajów. Działy się wydarzenia ważne dla kraju. Warto o tym przypominać w 100. rocznicę odzyskania niepodległości.

Zamek Królewski w Radomiu został wzniesiony w XIV wieku, za panowania Kazimierza Wielkiego. Początkowo składał się z dwóch piętrowych budynków połączonych gankiem komunikacyjnym. Jeden z nich, zwany Domem Wielkim, przeznaczony był dla króla, drugi pełnił funkcję gospodarczą. Później wielokrotnie go przebudowywano. Już w XVI wieku był budowlą piętrową z krużgankami. Na parterze znajdowały się pomieszczenia gospodarcze, a pokoje – na piętrze. Tam spędzali czas monarchowie. Do dziś zachowały się dwie kondygnacje tzw. Domu Wielkiego, w tym piwnice. Podczas badań archeologicznych odkryto w nich oryginalny mur w tzw. wątku wendyjskim. Składa się z dwóch powtarzalnych warstw, w których dwie wozówki przedzielone są jedną główką. Jest to najstarszy wątek ceglany, jaki można spotkać w Radomiu. Od XIX wieku na zamku mieści się plebania kościoła farnego pw. św. Jana.

Akustyczna kaplica

Ciekawym miejscem w zamku jest kaplica. W jednym z pomieszczeń zaprojektował ją prof. Wiktor Zin. Wykonał poliptykę obrazującą życie św. Kazimierza. W środku był obraz św. Kazimierza Królewicza, który obecnie znajduje się w kościele farnym. Jego miejsce zajął obraz Matki Bożej Bolesnej. – To pomieszczenie wydawało się wyjątkowe. Legenda głosi, że tu był św. Kazimierz. Trudno to potwierdzić, bo niektórzy uważają, że ta część zamku została później dobudowana. Kaplica jest wyjątkowa pod względem akustycznym. Gdy jedna osoba szeptem mówi coś w jednym rogu, słyszy to tylko druga osoba, która stoi w drugim rogu. Jedni mówią, że te właściwości wykorzystywane były do podsłuchiwania, a niektórzy – że takie pomieszczenia służyły do spowiedzi albo rozmowy z kimś, kto miał chorobę zakaźną, by się nie zarazić – tłumaczy proboszcz ks. Mirosław Nowak. – Zresztą cała kaplica jest akustyczna. Gdy chodzimy po niej, to jakby głos z nami też chodził. To ewenement architektoniczny. Jest kilka takich miejsc w Polsce. Z tego, co mi wiadomo, u kamedułów w Krakowie i w Lublinie. Nie potrzeba tam mikrofonów. Kaplica została odrestaurowana około 5 lat temu. Obecnie spotykają się tu małe grupy parafialne, odbywają się przygotowania dzieci do I Komunii Świętej, sprawowane były Msze św. z racji jubileuszów matur czy urodzin, zawierane są związki małżeńskie. Kaplica i zamek nie są na co dzień udostępniane zwiedzającym. Trzeba się wcześniej umówić. Przychodzą tu miejscowi przewodnicy z grupami, ale bywają też wycieczki spoza Radomia. Piwnice i sale udostępnione zostały też podczas „Retrospotkania”, które zorganizowała Resursa Obywatelska. Wtedy o miejscu tym opowiadał ks. Nowak, a o dziejach radomskiego zamku – prof. Dariusz Kupisz, pracownik Instytutu Historii UMCS w Lublinie, który na co dzień mieszka w Radomiu, dlatego zajmuje się historią miasta i regionu.

Najważniejszy sejm

Zamek radomski pełnił funkcję administracyjno-sądową i okazjonalnie – rezydencji monarszej. Swoją siedzibę miał tu kasztelan, który później został zastąpiony starostą radomskim. – Mianowany przez króla urzędnik miał dbać o bezpieczeństwo całego powiatu, kierować sądem grodzkim, pełnił też funkcje policyjne, czyli jeśli podległy staroście sąd grodzki skazał kogoś na karę więzienia, to on zobowiązany był pochwycić takiego delikwenta i osadzić w wieży zamku radomskiego, tzw. wieży białej. Jej podziemia pełniły funkcję cięższego więzienia za przestępstwa kryminalne. Lżejsze kary odbywano na piętrach. Ale z tym więziennictwem bywało różnie. Znalazłem kiedyś ciekawą wzmiankę z XVII wieku – skargę jednego ze szlachciców z powiatu radomskiego. Pisał, że na ulicy spotkał człowieka skazanego na wieżę za pobicie go i ów powtórnie go pobił. Czyli tak odsiadywał karę – zawsze można było dogadać się ze strażnikiem – mówi prof. Kupisz. Załogi wojskowej na zamku radomskim prawdopodobnie nigdy nie było. – Doprowadzaniem skazanych zajmowali się zbrojni starosty, który ich utrzymywał z własnej kiesy. A kto chwytał lżejszych przestępców? Zapisano w jednej z XVI-wiecznych lustracji, że jest 11 warzelników pod zamkiem radomskim, którzy warzą słód na piwo i oni jeżdżą po złodziei – opowiada historyk. Zamek radomski zaczął odgrywać ważną rolę w czasach Jagiellonów. Wtedy miasto znalazło się na trasie podróży królów z tej dynastii między Krakowem a Wilnem, a na zamku miały miejsce ważne wydarzenia. W 1401 roku przy udziale dostojników i wyższych urzędników litewskich została zatwierdzona unia wileńsko-radomska. W czasach Kazimierza Jagiellończyka przybyło tu kilka poselstw, m.in. z Czech i Bawarii. Tutaj wreszcie w 1489 roku Wielki Mistrz Krzyżacki Johann von Tieffen złożył hołd lenny Kazimierzowi Jagiellończykowi. Niemal 2 lata na zamku przebywał królewicz Kazimierz Jagiellończyk, który pełnił wówczas funkcję namiestnika królestwa. – Tutaj w 1505 roku miał miejsce jeden z najważniejszych sejmów w dziejach Polski, kiedy król Aleksander Jagiellończyk zwołał posłów i senatorów. Obradowali bardzo długo. Król przybył już w marcu, wyjechał w lipcu, miesiąc po zakończeniu sejmu. Był to najdłuższy jednorazowy pobyt monarchy w Radomiu. Uchwalono wtedy słynną konstytucję Nihil novi, stanowiącą o tym, że bez wspólnej zgody króla, senatorów i posłów zebranych jako sejm nie można zmieniać praw ani stanowić nowych – wyjaśnia prof. Kupisz.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy