Nowy numer 42/2018 Archiwum

Wielka historia z chórem mniejszym

Po co bernardynom piekarnik i dlaczego zakonny kaznodzieja był karany, gdy jego kazanie trwało krócej niż godzinę?

Elżbieta Rakuszanka, żona króla Kazimierza Jagiellończyka, urodziła 13 dzieci. Czterech jej synów zasiadło na królewskich tronach, dlatego nazywa się ją „matką królów”. Jej wianem były dobra Radomia, stąd zapewne za jej przyczyną właśnie tutaj 550 lat temu sprowadzono bernardynów. Posiadanie klasztoru nobilitowało gród, choć zakonnicy dostali grunty za murami miejskimi, przy tzw. Trakcie Jedlińskim. Czas sprowadzenia brązowych zakonników był wyjątkowy. Musiało być w tej decyzji coś z dziękczynienia. Dwa lata wcześniej król Kazimierz Jagiellończyk podpisał z zakonem krzyżackim II pokój toruński, który kończył wojnę 13-letnią.

Zapłacili kasatą i zsyłką

W zakonnym kościele św. Katarzyny znajduje się sarkofag z doczesnymi szczątkami płk. Dionizego Czachowskiego, bohaterskiego dowódcy z okresu powstania styczniowego. Spoczął tu nieprzypadkowo. Bernardyni wpisali się wyjątkowo dobrze w czas tego powstania. Głosili patriotyczne kazania, otwierali podwoje klasztoru na dowódcze narady powstańców i podnosili ducha narodu. Zapłacili za to kasatą zakonu po 1864 r. i zsyłką niektórych zakonników na Sybir. Wrócili do Radomia dopiero w 1936 roku. Te fakty są dość dobrze znane w Radomiu, ale bernardyni mieli w swojej przeszłości inne ważne momenty, gdy służyli Bogu, ale także ojczyźnie. – Zakonnicy żyli skromnie i bez rozgłosu, stąd niełatwo wysupłać z przeszłości wiele faktów. Ale wiemy, że podczas insurekcji kościuszkowskiej, tuż przed upadkiem I Rzeczypospolitej, bernardyni wspierali powstańców. Byli w ich obozie pod Jedlińskiem i sprawowali tam Mszę św. – mówi prof. Dariusz Kupisz, historyk z UMCS. Przypomina szereg innych momentów z życia mnichów, kiedy to w ciche klasztorne życie wdzierała się historia. – Gdy w zamku królewskim w Radomiu przebywali polscy królowie, a tych wizyt było naprawdę dużo za czasów Jagiellonów, klasztor bernardynów stawał się miejscem, gdzie gościnę znajdowali dworzanie. A po potopie szwedzkim, gdy zamek został zniszczony, zabudowania klasztorne były miejscem, w którym zatrzymywali się władcy – opowiada historyk. Przytacza także wyjątkowe odwiedziny. – Bernardyni witali kondukt żałobny ze zwłokami króla Zygmunta III Wazy i jego małżonki Konstancji, które wieziono z Warszawy do Krakowa. Udzielili ludziom gościny, a na koniec jako jedyni wyszli, by pożegnać żałobników. Zakonnicy sprawowali także nabożeństwa dla uczestników corocznych obrad Trybunału Koronnego, który zbierał się w Radomiu.

Jak Władysław z Gielniowa

Sumienna praca duszpasterska prowadzona przez całe stulecia sprawiała, że przy klasztorze organizowały się różne bractwa, jak np. św. Anny czy te, którym bliskie było i jest nabożeństwo Męki Pańskiej. Starano się również o to, by kaznodziejstwo było tu na jak najwyższym poziomie. Kazania w radomskim kościele klasztornym głosił bł. Władysław z Gielniowa, który nazywał to miejsce swym kościołem rodzinnym. Dr Patrycja Gąsiorowska z PAN w Krakowie badała kaznodziejstwo bernardyńskie w Radomiu. Zakonnicy wybierali spośród swoich współbraci jednego, obdarzonego talentem oratorskim, by pełnił funkcję kaznodziei. – Ci mieli pewne ulgi, jeśli chodzi o prace w klasztorze, i przywileje, jak choćby ten, że mogli do swoich cel zabierać książki z klasztornej biblioteki, by jak najlepiej przygotować kazania – mówi P. Gąsiorowska.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy