Nowy numer 48/2020 Archiwum

Moja siostra ocalona z Holokaustu

Przez 25 lat ks. kan. Stanisław Kosowicz, proboszcz parafii pw. Matki Odkupiciela w Radomiu, nie mówił o tym, że jego rodzice otrzymali medal Sprawiedliwi wśród Narodów Świata.

Sprawiedliwi wśród Narodów Świata

Ksiądz Kosowicz mówi, że nie wie, kto zgłosił jego rodziców do medalu Sprawiedliwi wśród Narodów Świata. Wręczenie odbyło się 18 maja 1994 r. w Ambasadzie Izraela. Medal odebrali żyjący jeszcze wówczas rodzice. – Tato zmarł w 1999 r., a mama w 2004 r. – wyjaśnia ks. Stanisław. Rodzina Kosowiczów odebrała dyplom, na którym widnieje informacja: „Niniejszym zaświadcza się, że Rada do spraw Sprawiedliwych wśród Narodów Świata przy Instytucie Pamięci Narodu Yad Vashem, po zapoznaniu się ze złożoną dokumentacją postanowiła na posiedzeniu w dniu 1 sierpnia 1993 r. odznaczyć Józefę i Jana Kosowiczów medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata w dowód uznania, że z narażeniem własnego życia ratowali Żydów prześladowanych w latach okupacji hitlerowskiej. Imiona ich uwiecznione będą na honorowej tablicy w Parku Sprawiedliwych wśród Narodów Świata na Wzgórzu Pamięci w Jerozolimie”.

Z internetowej strony Yad Vashem

U progu II wojny światowej Chaja i Lejb Zylberbergowie wraz z urodzoną 22 maja 1939 r. córką Małką mieszkali w Połańcu. Utrzymywali przyjacielskie relacje z Polakami, a szczególna więź łączyła ich z rodziną Kosowiczów. W 1941 r. Niemcy utworzyli getto w Połańcu. Zylberbergowie przenieśli się na jego teren, ale od czasu do czasu wychodzili do pracy poza obszar getta. Ponad rok później, w październiku 1942 r., na kilka dni przed likwidacją dzielnicy dla Żydów w Połańcu, Chaja i Lejb poprosili Jana i Józefę Kosowiczów o pomoc. Przeczuwali, że wkrótce odbędzie się akcja i pozostawili u nich na kilka dni swoją trzyletnią wówczas córkę. Zamierzali wrócić po nią, kiedy sytuacja w getcie się uspokoi. Zginęli kilka dni później. Dziewczynka pozostała u Kosowiczów na stałe. Nazywano ją Marysią i przedstawiano jako członka rodziny. W chwilach szczególnego zagrożenia dziecko zabierane było z domu i ukrywane u krewnych i znajomych Kosowiczów. Kiedy ich sąsiedzi zaczęli plotkować na temat pochodzenia dziewczynki, Józefa i Jan zmienili na stałe miejsce ukrywania Małki. W Połańcu mogła zostać rozpoznana, obawiano się, że może to doprowadzić do donosu, a w konsekwencji sprowadzić ogromne niebezpieczeństwo. Kosowiczowie postanowili więc przewieźć dziewczynkę do wsi Starościce koło Lublina, gdzie mieszkała Warchołowska, siostra Józefy Kosowicz. Pomimo trudnej drogi oraz kilku rewizji w pociągu, udało im się bezpiecznie dotrzeć na miejsce. Marysia przebywała u Warchołowskiej do końca okupacji niemieckiej na tym terenie, tj. do lipca 1944 roku. Po zakończeniu II wojny światowej Kosowiczowie adoptowali dziewczynkę, ochrzcili ją i oficjalnie zmienili imię na Maria. „Moi rodzice zginęli, a ja już na stałe pozostałam u Kosowiczów. Przybrani rodzice z narażeniem własnego życia i swojej rodziny ukrywali mnie przed Niemcami” – podkreślała po wojnie. Dziecko wzrastało jednak w pełnej świadomości swojego żydowskiego pochodzenia. Kosowiczowie opłacili edukację Marii, została lekarzem. Mieszkała w Tarnowie i opiekowała się przybranymi rodzicami.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama