Nowy numer 44/2020 Archiwum

Myśmy całą rodziną narażali życie

Mieczysława Pierzchalska-Hebdzyńska miała wtedy niespełna 15 lat. Do dziś pamięta tamten strach, ale też rozumiała, że trzeba pomóc ściganym Żydom.

We wspomnieniach pani Mieczysławy, cenionego w Radomiu pediatry, są momenty wyjątkowe, o stanie napięcia i strachu sięgającym zenitu. – Bywało tak, że w jednym pokoju naszego mieszkania stacjonowali Niemcy, a w drugim – razem z naszą rodziną – byli ukrywani przez nas Żydzi – opowiada.

Rożki

To niewielka miejscowość pod Radomiem. Jest tutaj stacja kolejowa, pierwszy przystanek na trasie do Skarżyska-Kamiennej. Tutaj w 1942 r. doszło do strzelaniny między Niemcami a żołnierzami zbrojnego podziemia jadącymi właśnie do Skarżyska, by tam wykonać wyrok na konfidencie gestapo. Po strzelaninie partyzanci zbiegli, ale na miejscu zginął ich dowódca Jerzy Ewaryst Żetycki „Andrzej”. Okupanci znaleźli przy nim pistolet vis. Wybite na broni numery nie pozostawiały wątpliwości – broń została wyprodukowana w radomskiej Fabryce Broni i potem przemycona do podziemnego oddziału.

W akcie zemsty doszło do egzekucji – w Radomiu i właśnie na stacji Rożki w październiku 1942 r. publicznie wieszano tych, których wskazało brutalne śledztwo gestapo. To fakt znany w Radomiu. Zupełnie inaczej jest z historią, jaka działa się w Rożkach podczas hitlerowskiej okupacji. – Przez nasz dom przeszło około 10 Żydów. Przyprowadzał ich do nas brat mojej mamy, wujek Jan Stanisławek, wójt i sołtys w Polanach koło Wierzbicy. Pierwszy był pan, którego ukrywaliśmy kilka tygodni. Potem wujek gdzieś go zabrał. Był także żydowski żołnierz jakiegoś oddziału. Miał pseudonim „Roman”. Jego także wujek gdzieś zabrał i więcej go już nie spotkaliśmy. Dłużej, bo przez kilka miesięcy przełomu 1943 i 1944 r. już po upadku powstania w warszawskim getcie, ukrywaliśmy ojca z synem. Żona i córka zginęły w powstaniu. Oni ocaleli i przyprowadził ich do nas wujek Jan. Nazywali się Wald. To był ojciec, nie pamiętam jego imienia, i jego syn, na którego tata wołał Jumek. Jumek był już po maturze, 5 lat starszy ode mnie. Moja mamusia załatwiła im po znajomości u wójta w Gębarzowie kenkartę [Kennkarte – w czasie okupacji dokument tożsamości, przyp. aut.]. Dla ojca na nazwisko Stanisław Skalski, a dla syna – Tadeusz Skalski. Dom Pierzchalskich w Rożkach był miejscem schronienia, ale także punktem przerzutowym dla ratowanych Żydów. – Wujek i moi rodzice należeli do podziemia. Ale mnie – dziś rozumiem, że dla bezpieczeństwa – nie wtajemniczano w żadne szczegóły – wyjaśnia lekarka.

Gdy Niemcy wskazują na dom

Przez te wszystkie miesiące 1943 i 1944 r. Jumek był u Pierzchalskich cały czas. Ojca wujek Jan czasem gdzieś zabierał. – To było wtedy, gdy robiło się bardziej niebezpiecznie. Bo przychodziły takie chwile, gdy w Rożkach pojawiali się niemieccy żołnierze, którzy byli wycofywani z frontu na wypoczynek. Wtedy kwaterowali w domach, także u nas. Bywało tak, że w jednym pokoju naszego mieszkania stacjonowali Niemcy, a w drugim pokoju – razem z naszą rodziną – byli ukrywani przez nas Żydzi. Niemieccy żołnierze wychodzili za dnia na jakąś służbę. Wtedy nasi lokatorzy mogli wyjść z kryjówki pod podłogą, ale gdy tamci wracali, musieli się kryć. Poza tym tatuś w pomieszczeniu gospodarczym na zewnątrz przygotował specjalny schowek. Tam także chronili się ukrywani przez nas Żydzi. Pamiętam, że pewnego dnia byłam w domu sama. Rodziców nie było, a ja miałam zanieść ukrywanym obiad. Włożyłam wszystko do wiadra, że niby niosę coś dla zwierząt. I gdy byłam na podwórzu, tuż przed dom zajechał samochód z Niemcami. Zaczęli coś mówić, pytać napotkanych ludzi i wyraźnie wskazywali na nasze obejście. Bardzo się przestraszyłam. Udałam, że zbieram coś do wiadra i powoli wróciłam do mieszkania. Tam uciekłam przez tylne okno. Potem wróciłam i pytałam ludzi. Powiedzieli, że Niemcy tylko pytali o drogę – opowiada pani Mieczysława.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama