GN 46/2019 Archiwum

Bo tu jest jak w raju

Parafia w Wielkiej Woli-Paradyżu ma 100 lat, choć istniejące tu sanktuarium jest dużo starsze, a jego dzieje są naprawdę frapujące i pełne niesamowitych zwrotów.

Wszystko zaczęło się nieco ponad 20 lat po szwedzkim potopie. Dokładnie w Wielki Piątek 8 kwietnia 1678 roku Kazimierz Saryusz Skórkowski, komornik graniczny opoczyński, modląc się we własnym alkierzu w Wielkiej Woli, spostrzegł krople krwi na obliczu Jezusa na obrazie Chrystusa Cierniem Koronowanego. Jeszcze tego samego dnia poinformował o tym proboszcza z Wójcina, a ten komendarza w Żarnowie. Niespełna sto lat później arcybiskup gnieźnieński Władysław Łubieński oficjalnie uznał obraz za łaskami słynący.

Zdroje łask i cudów

Dzisiejszy Paradyż pierwotnie nosił nazwę Wola Daleszowska. Dopiero potem, gdy stanął tu klasztor, a wokół niego przybywało domów i gospód dla pielgrzymów, miejscowość zaczęto z łaciny nazywać „paradisum” – „rajem”, bo tu jest właśnie tak jak tam, mówiono, stając przed łaskami słynącym obrazem. A w „Księdze cudów” pojawiały się coraz to nowe niesamowite wpisy.

Oto na przykład niejaki „Walenty Zakrzewski, który miał nogi w stopach wykrzywione, a po zakupieniu Mszy św. i leżeniu krzyżem przed Obrazem zupełnie wyzdrowiał”. Z kolei „Karol Dunin Wąsowicz – generał – major wojsk Koronnych, obsypany krostami, szykując się do śmierci, zwróciwszy się do cudownego Obrazu życie i zdrowie uratował”. Natomiast „Katarzyna Zakrzewska z Dłużniewic, która noszona była w krześle z uwagi na chore nogi, a ofiarując się Jezusowi, łaski doznała i stanęła zdrowa”. Jako pierwszy, oprócz widzenia kropli krwi Zbawiciela, wyjątkowej łaski doznał Kazimierz Saryusz Skórkowski. Jeszcze gdy obraz Chrystusa Cierniem Koronowanego wisiał w jego domu, a już schodzili się ludzie, bo wieść o cudzie rozeszła się po okolicy, zmarła jego dwuletnia córka. Domownicy i przybyli na modlitwy ludzie rozpoczęli usilne błagania przed obrazem, a dziecko wróciło do życia. Ciekawą historię zapisano z okresu początku budowy kościoła, gdzie miał się znaleźć obraz. 8 lat od owego Wielkiego Piątku, gdy komornik graniczny ujrzał krople krwi na obliczu Zbawiciela, przyszło oficjalne pozwolenie na budowę drewnianego kościoła. Wybrano miejsce, a legenda głosi, że gdy zaczęto tam wieźć drewno, woły ciągnące fury zatrzymały się w miejscu dość odległym od wybranego i nie sposób było zmusić je do dalszego marszu. Uznano, że jest to znak woli Bożej, by tam zbudować kościół. Co też się stało. Natomiast w miejscu pierwszego cudu w Wielkiej Woli postawiono drewnianą kapliczkę. Dotrwała do 1824 roku. Wtedy to rozebrano ją i zbudowano murowaną, która stoi do dzisiaj.

« 1 2 3 4 5 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama