Nowy numer 46/2019 Archiwum

To trudności są drogą

Mówią, że w ich wędrowaniu ważne są słowa Psalmu 128: „Szczęśliwy człowiek, który służy Panu i chodzi Jego drogami”. – My staramy się chodzić drogami Pańskimi – zapewniają Beata i Marek Sokołowscy z Szydłowca.

Ona – matematyk pracujący z młodzieżą, on – przedsiębiorca i samorządowiec. Od kilku lat przemierzają kolejne odcinki Camino do grobu apostoła św. Jakuba Starszego w hiszpańskim Santiago de Compostela. Już tam byli. Kolejny raz – jak planują – dotrą do Santiago w Świętym Roku Jakubowym 2027. To wędrówka, która etapami potrwa kilka lat. Podczas niej spotykają Boga Stwórcę, ale także piękno Jego stworzenia.

Tak to się zaczęło

Do położonego w hiszpańskiej Galicii Santiago de Compostela, gdzie – według tradycji – znajduje się grób św. Jakuba, pielgrzymi zmierzają od ponad tysiąca lat. – Różnymi drogami rozsianymi po całej Europie wędrowało w szczytowym okresie średniowiecza nawet do miliona pielgrzymów. Rozbicie jedności chrześcijaństwa i jedności Europy spowodowało spadek ruchu pielgrzymkowego i ograniczenie liczby compostelańskich pątników. Wydawało się, że ten zwyczaj już nie odżyje, a jednak pielgrzymi do Santiago znów zmierzają przez Europę. Współcześnie tę wielowiekową tradycję ożywił na nowo syn polskiego narodu – papież św. Jan Paweł II, który w listopadzie 1982 r. ogłosił w katedrze w Santiago Akt Europejski. Apelował w nim, aby Europa „odnalazła siebie, odkryła swoje początki, tchnęła życie w swoje korzenie”. Nawoływał do jedności Europy i jej uznania dla Boga, dla dziedzictwa religii. To wciąż aktualne przesłanie zrodziło na nowo zainteresowanie pielgrzymowaniem do miasta św. Jakuba – mówi M. Sokołowski.

Nadal odtwarzane są drogi jakubowe. Ukazują się przewodniki i – przy wsparciu pieniędzy unijnych – znakuje się trasy i tworzy schroniska, zwane z hiszpańska albergami. – Naszą przygodę pielgrzymów św. Jakuba rozpoczęliśmy w pierwszej połowie 2016 r. w Polsce. Wraz z członkami Konfraterni Świętego Apostoła Jakuba Starszego, zawiązanej przy katedrze Wojska Polskiego w Warszawie, przeszliśmy weekendowo odcinek ich drogi z Warszawy do Krakowa. Następnie – na przełomie 2016 i 2017 r. – odcinek z Wyszogrodu do Kalisza. Korzystając z wakacji, odważyliśmy się na długodystansowy, bo liczący 465 km, marsz centralnym szlakiem portugalskim z Fatimy do Santiago – mówią państwo Sokołowscy. Po tym wyjątkowym doświadczeniu małżonkowie postanowili spróbować czegoś, co stało u początku wędrówek do Santiago – wyjść na pielgrzymi szlak z własnego domu. – To ideał, ale nie każdy może pozwolić sobie na tak długą przerwę w działalności zawodowej, dlatego skazani jesteśmy na etapowość. Wychodzimy z jakiegoś miejsca. Dochodzimy do wyznaczonego celu. I od niego ruszamy w roku następnym – wyjaśnia pan Marek i podkreśla przy tym, że – według opracowań biura w Santiago – w latach 2004–2017 całą trasę za jednym razem udało się pokonać 316 osobom z Polski. Niektórzy zrobili to na rowerach. Swoje etapowe Camino państwo Sokołowscy rozpoczęli od przejścia polskimi szlakami aż do Zgorzelca. W kolejnym roku pielgrzymowali do św. Jakuba po ziemiach św. Wacława, a więc przez Czechy (to było w roku ubiegłym). Doszli do Krumlova, miasteczka leżącego w pobliżu granic czeskiej, austriackiej i niemieckiej.

Budzili zaciekawienie

W tym roku małżonkowie z Szydłowca szli jakubowym szlakiem przez dwa tygodnie. W sumie pokonali około 460 km – z czeskiego Krumlova do południowoniemieckiego Weilheim in Oberbayern. Stąd w 2020 r. planują pójść do Szwajcarii. – Jeśli chodzi o samą trasę, dużych zaskoczeń nie było, ponieważ przygotowywaliśmy się do wędrówki. Sprawdzaliśmy, jak to będzie. Pierwsza część była bardziej pagórkowata, ze sporą liczbą podejść. Średnio szliśmy około 32 km dziennie. To duży wysiłek fizyczny. Na noclegi przychodziliśmy zmęczeni. Obyło się bez asfaltówek, ale były bąble – opowiada pani Beata. W przeciwieństwie do Hiszpanii, w krajach, przez które wędrowali teraz, nie ma albergów, czyli schronisk przeznaczonych dla pielgrzymów. Trzeba sobie szukać noclegów. Właściwie nie spotykali innych pielgrzymów, ale doświadczyli wielkiej życzliwości i gościnności. – Często pozdrawialiśmy osoby uprawiające sport, biegaczy, rowerzystów. Budziliśmy zaciekawienie. Mieliśmy proporce, które dawaliśmy pytającym, kim jesteśmy. Często na noclegach opowiadaliśmy, co robimy, dokąd idziemy. W Niemczech na przykład w jednej z miejscowości zagadnął nas mężczyzna, który wyszedł z psem na spacer. Podciągnął nogawkę i pokazał tatuaż z muszlą jakubową. On kiedyś był na Camino. Zaprowadził nas na nocleg – wspomina pan Marek.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama