Nowy numer 32/2020 Archiwum

To trudności są drogą

Mówią, że w ich wędrowaniu ważne są słowa Psalmu 128: „Szczęśliwy człowiek, który służy Panu i chodzi Jego drogami”. – My staramy się chodzić drogami Pańskimi – zapewniają Beata i Marek Sokołowscy z Szydłowca.

Szydłowieckich pielgrzymów mile zaskoczyła manifestowana religijność. – Przypomina mi się na przykład przydrożny krzyż, przystrojony świeżymi kwiatami. Ktoś musi przecież o nie systematycznie dbać – mówi pani Beata, a pan Marek dodaje: – Austria i Bawaria otwarcie przyznają się do wiary. Mija się mnóstwo zadbanych kapliczek i krzyży. W urzędach wiszą krucyfiksy. W biurach czy w sklepach witają, mówiąc: „Grüß Gott” (Szczęść Boże). Na witaczach w miejscowościach podane są godziny Mszy św. 90 proc. kościołów jest otwartych, a w nich – rozłożone modlitewniki i śpiewniki. Praktycznie w każdej świątyni są księgi, w których na dany dzień są wspomnienia o zmarłych parafianach. Państwo Sokołowscy podkreślają specyfikę Camino. To wędrowanie różni się od dobrze znanych nam pieszych pielgrzymek na Jasną Górę. – Camino odbywa się zwykle w samotności lub małej grupie. To wymaga samoorganizacji. Pielgrzym jakubowy musi sobie radzić sam. Na szlaku nie ma taksówek. Gdy są kłopoty, trzeba iść dalej. Nie ma cackania się ze sobą – wyjaśnia pan Marek. Również duchowy plan dnia pielgrzym organizuje sobie sam. – Zaczynaliśmy rano od krótkiej jutrzni. Później był czas i na Różaniec, i na Koronkę do Bożego Miłosierdzia, a także na „Anioł Pański” – wylicza B. Sokołowska. Po drodze odwiedzali kościoły, a w niektórych – zarówno w Czechach, jak i następnych krajach – uczestniczyli w Mszach Świętych.

Życie nie jest snem

Rytm kilkunastu dni marszu łączy w sobie zmaganie z bólem i trudnościami z przeżyciami duchowymi, które w sumie – jak podkreślają małżonkowie – przemieniają człowieka. – Coraz bardziej rozumie się sens sentencji, która jest nieoficjalnym manifestem wyjaśniającym fenomen Camino: „To nie Droga jest trudnością, to trudności są Drogą”. Pielgrzymowanie jest wpisane w istotę człowieka i w powołanie chrześcijańskie. Ludzie pielgrzymowali od niepamiętnych czasów i nurt tej pielgrzymki przez Europę budował także tożsamość europejską. Na Camino otwierają się oczy, że życie nie jest jakimś lajtowym snem, ale przezwyciężaniem pewnych trudności, czasami bólu. Musimy po prostu budować wytrwałość, męstwo, które pozwalają trwać na drodze, iść dalej. To rodzi zaufanie do Pana Boga. Pomaga dostrzec to wszystko, co jest darem. Mamy słońce, mamy co zjeść, możemy się umyć, możemy się napić wody, doświadczamy ludzkiej pomocy – wylicza pan Marek. Dla obojga Camino jest też budowaniem jedności małżeńskiej. – Na pewno to łączy, bo mamy wspólne przeżycia, wspólne doświadczenia dnia, drogi, którą pokonujemy. Nosimy wspólne brzemiona. Każdy ma też swoje przemyślenia, „przemodlenia” i później możemy się tym podzielić ze sobą – tłumaczy pani Beata.

Dziennik z Camino

Swoimi doświadczeniami i przemyśleniami pielgrzymi dzielili się na bieżąco na Facebooku. Zamieszczali tam też zdjęcia z wędrówki i spontaniczne modlitwy, jak na przykład ta: „Panie, niech spotkania z Tobą rozświetlają moje życie. Ty jesteś serdecznym mostem nad przepastną ciemną doliną, przez którą idę. Ucz mnie, Panie, dobroci serca, ucz dostrzegania innych ludzi, ucz zainteresowania i troski. By powstawała serdeczna więź i sieć prawdziwych relacji, w których Ty jesteś obecny ze swoją prawdą i miłością”. Na koniec napisali: „Kończymy tegoroczny etap pielgrzymki drogą św. Jakuba Starszego. Pozostawiamy Bogu intencje drogi i podziękowania za ten niezwykły czas pielgrzymowania. Zabieramy ze sobą mnóstwo dobra, bogactwo przeżyć, przemyśleń, wrażeń i wiele treści do refleksji”.•

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama