Uczestnicy wyprawy pokonali około
Na spływ uczestnicy wyprawy zabrali ze sobą wszystkie potrzebne rzeczy, m.in. namioty, śpiwory, karimaty, butlę gazową, żywność. Wszystko to płynęło z nimi w kajaku. Sami gotowali, zazwyczaj myli się w rzece. Gdy trafili na nocleg na pole namiotowe, korzystali z pryszniców z ciepłą wodą, ale jak przyznają to był wielki rarytas.
- Trud pokonywania rzeki, wspólne przygotowywanie posiłków, modlitwa na łonie natury i piękno oglądanego krajobrazu niewątpliwie zbliżyły nas do siebie, pozwalając jednocześnie nie tylko przetestować naszą siłę i wytrzymałość, lecz przede wszystkim nauczyć nas pokory, głębszego zaufania Jezusowi i tego, byśmy nieustannie czerpali ze źródła wody żywej, jakim jest Chrystus - wyjaśnia ks. Gogacz.
Po zakończonym spływie udali się na wyspę Ostrów Lednicki, prawdopodobne miejsce chrztu Polski, największą z pięciu wysp na jeziorze Lednica. Zwiedzili też katedrę w Gnieźnie i pomodlili się przy relikwiach św. Wojciecha, głównego patrona Polski.
Każdy kleryk radomskiego seminarium może brać udział w spływie, nie musi nawet umieć pływać.
Artur Spasiński, alumn IV roku, trzeci raz uczestniczył w wyprawie. - Nie umiem pływać, ale nie przeszkadza mi to w tym, żeby kilka dni spędzić na rzece. W ten sposób można pokonać własne niedoskonałości, lęki i jeszcze bardziej zbliżyć się do Pana Boga, do Tego, który nas uzdalnia - mówi alumn. - Spływ kajakowy to czas wspólnoty i przede wszystkim czas odpoczynku, czas kontemplacji przyrody, kontemplacji aktu stwórczego Pana Boga, tego, co nas otacza. Na kajakach czytałem Księgę Koheleta i tam Kohelet mówi, że wiele doczesnych spraw to "marność nad marnościami i wszystko marność". Otóż na kajakach oddalamy się od cywilizacji, zgiełku miasta, jesteśmy wśród przyrody. To nam pokazuje, że możemy nie tylko żyć w tym pędzie świata, ale też w takiej cichości przyrody, która została nam dana - dodaje.
Przez 13 lat w spływach uczestniczyło około 100 kleryków. Niektórzy z nich - jako kapłani - organizują spływy dla młodzieży.









