Nowy numer 28/2020 Archiwum

Nowy duch i nowa radość

Zespół Jak Najbardziej tworzy 8 księży. Ich drogi życiowe zeszły się w Wyższym Seminarium Duchownym w Radomiu. To właśnie tam postanowili wykorzystać swoje talenty, by chwalić Pana Boga poprzez muzykę.

Wszystko zaczęło się od alumnów Krzysztofa Kołtunowicza, Mateusza Nowaka i Mateusza Czernika, którzy stworzyli zespół AXE. Chcieli wykorzystać swój wolny czas i rozwijać talenty. Jak mówią, inni grali w piłkę, a oni muzykowali.

Dołączył do nich Piotr Gruszka, który wcześniej grał w zespole kleryckim Neum Adonai. To był rok 2013. Zastanawiali się nad nazwą zespołu. – Spotykaliśmy się w studiu w seminarium. Gdy rozmawialiśmy, często powtarzaliśmy słowa „jak najbardziej”. „Jak najbardziej taki układ, jak najbardziej teraz gramy”. I to powiedzonko weszło nam w krew. Ktoś rzucił, że może niech będzie Jak Najbardziej. Jak najbardziej chcemy działać, śpiewać oraz przyprowadzać siebie i innych do Pana Boga – wyjaśnia ks. M. Nowak.

Wszystkich błogosławimy

Początkowo alumni grali tylko podczas uroczystości w seminarium. Z czasem zespół się rozrastał, zmieniał się jego skład. W 2015 roku ukazała się pierwsza płyta. Alumni zaczęli wyjeżdżać z koncertami do różnych parafii. To była okazja do tego, by opowiadać o swoim powołaniu. Pierwszy duży koncert dali podczas festynu parafialnego w Jedlni Kościelnej, a taki profesjonalny, ze światłami i nagłośnieniem – 22 listopada na św. Cecylię w Starachowicach. Tam nawiązali współpracę z obecnym menedżerem Łukaszem Gołdą.

Później, jak przyznają muzykujący księża, był czas posuchy. Gdy ks. P. Gruszka został wyświęcony, nie grali zbyt dużo. – Zabrakło nam wtedy baterii. Piotr był osobą, która wszystko organizowała. Miał pomysły. Zostaliśmy trochę jak owce bez pasterza – mówi ks. Kołtunowicz. Wszystko zmieniło się, gdy zostali wyświęceni pozostali członkowie zespołu. W wakacje zdecydowali, że będą nadal koncertować. Dołączyli do nich ks. Kamil Kowalski i ks. Łukasz Bociek. – Wszystko nam mówiło, że warto na nowo grać. Wszyscy mieliśmy wolne we wtorki. Wtedy mogliśmy się spotykać na próbach. Parafie, które dostaliśmy, nie były od siebie zbyt odległe – tłumaczy ks. M. Czernik.

Wyjazdy na koncerty zdarzały się coraz częściej, dlatego muzykujący księża dziękują swoim proboszczom za życzliwość i umożliwienie kontynuowania tego dzieła. Myśleli też nad zmianą formuły swoich występów. Zdecydowali, że będą ewangelizacyjne i uwielbieniowe. – Na próbach rozmawialiśmy o naszych koncertach i cały czas zastanawialiśmy się, jak wykorzystać fakt, że jesteśmy kapłanami. Więc wymyśliliśmy, że będziemy masowo omadlać ludzi. Będziemy śpiewać z nimi, uczyć ich piosenek i uwielbiać Pana Boga, choć sami się tego wciąż uczymy. I będziemy im dawać to, co sami dostaliśmy za darmo od Kościoła, czyli łaskę kapłaństwa. Dlatego błogosławimy – wyjaśnia ks. Bociek.

Księża zdecydowali, że na koniec koncertu kto będzie chciał, podejdzie do nich po indywidualne błogosławieństwo. Teraz wygląda to trochę inaczej. Część z nich jeszcze śpiewa uwielbieniową pieśń, a część schodzi ze sceny i błogosławi wraz z kapłanami, którzy akurat są na koncercie. – W ludziach, którzy do nas podchodzą, widać ogromną wdzięczność. Oni nie wstydzą się patrzeć nam w oczy i tworzy się wtedy bliskość. Często się wzruszają. I nas też to wzrusza. Chcemy promować radosne kapłaństwo, bo ono takie jest. Chcemy je tak pokazywać. Kapłaństwo jest radosne. Jeżeli ktoś nie widział radosnego kapłana, to zapraszamy do nas – zachęca do udziału w koncertach ks. Bociek.

Małe cuda

W tym roku do zespołu dołączył ks. Piotr Nojek. – Gram na gitarze elektrycznej. Ale zanim ktokolwiek się odezwał z zespołu, trafiła mi się niesamowita gratka. Mogłem kupić gitarę elektryczną razem ze wzmacniaczem za małe pieniądze. Zastanawiałem się, do czego mi to właściwie będzie potrzebne. Ale pomyślałem, że taka okazja może się już nie powtórzyć, więc ją kupiłem. Minęło 5 dni, Piotrek i Mateusz się odezwali, że może bym przyjechał na próbę, wsparł ich. Mówili, żebym zabrał gitarę. Pytali, jaką mam. Odpowiedziałem, że teraz i akustyczną, i elektryczną. Powiedzieli, żebym zabrał elektryczną. To jest też chyba takie niesamowicie opatrznościowe działanie Pana Boga w tym wszystkim, bo jakbym nie kupił, to pewnie by się nie odezwali – opowiada z uśmiechem
ks. Nojek.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama