Nowy numer 44/2020 Archiwum

Z martwych głazów Bóg może wybudować żywy Kościół

Sam siebie nazwał jednym z takich kamieni. Ks. Andrzej Ryłko jest dziś kapłanem, rektorem Wyższego Seminarium Duchownego w Pińsku za naszą wschodnią granicą.

W Radomiu podczas jesiennych dni duszpasterskich ks. Ryłko opowiadał księżom nie tylko o drodze swego nawrócenia i powołania, ale także o odradzającym się Kościele na Białorusi, gdzie ikoną jest kard. Kazimierz Świątek, wieloletni więzień sowieckich obozów.

– Jako dziecko i młody chłopak nie znałem Kościoła i nie rozumiałem, dlaczego – mimo że wokół trudno było spotkać wierzących – władze tak bardzo się go boją. Na skutek silnej i wszechobecnej propagandy sam podzielałem ten strach. Mimo że byłem ochrzczony, wzrastałem w rodzinie, która nie wierzyła w Pana Boga. Jako nastolatek byłem pierwszym sekretarzem regionalnej partii komunistycznej. Miałem strzec młodych ludzi przed Kościołem i walczyć z nim – opowiadał ks. Ryłko.

Wszystko zaczęło się zmieniać, gdy w jego rodzinnej miejscowości pojawił się kapłan z Polski. Przybył tam, gdy zaczął się walić komunizm. – Na spotkania z tym księdzem chodził mój brat. Dowiadywałem się, że ludzie, którzy żyli daleko od Kościoła, nagle zaczęli wierzyć. Bardzo chciałem poznać tego wroga, dowiedzieć się, jakimi instrumentami Kościół przyciąga do siebie ludzi. Badałem literaturę, którą brat przynosił od księdza z Polski. Uświadomiłem sobie, że prawda jest po stronie Kościoła. Przez te lata komunizmu wmawiano nam, że chrześcijaństwo to ciemnota, jakaś bajka. Im bardziej próbowałem to wszystko analizować, tym mocniej przekonywałem się, że to komunizm był kłamstwem – mówił kapłan.

To wszystko przyczyniło się do jego głębokiego nawrócenia. – Doświadczyłem Kościoła, o którym czytamy w Dziejach Apostolskich. Katolicy gromadzili się w domach. Ksiądz z Polski jeździł od jednej miejscowości do drugiej. Odprawiał dla wiernych Msze św., spowiadał i chrzcił – opowiadał ks. Andrzej. Ostatecznie 23 lata temu podjął decyzję o wstąpieniu do seminarium w Grodnie. – W Polsce był widoczny koniec epoki, na Białorusi nadal trwała tak zwana twarda komuna. U nas nie było widać jeszcze odradzającego się Kościoła – mówił kapłan. Opowiadał o Kościele na Białorusi tuż przed wybuchem II wojny światowej:

– W diecezji pińskiej było wówczas ponad 200 księży. Myśleli, że ich przyszłość to będzie spokojne kapłaństwo. Nikt nie przygotowywał ich w seminarium do Syberii, do więzienia, rozstrzeliwania, do męczeństwa i do tego, by być świadkami wiary. To Jezus ich takimi uczynił. Po śmierci Stalina z obozów i zsyłek wróciło do diecezji 15 księży. Pracowali, starzeli się i umierali. Ze wzruszeniem ks. Ryłko opowiadał o kard. Kazimierzu Świątku, niezłomnym świadku wiary.

Urodził się on w 1914 roku w Walku w Estonii, w polskiej, patriotycznej rodzinie. Wraz z nią w wieku trzech lat został zesłany na Sybir. Powrócił do Polski w 1922 roku. Zamieszkał w Baranowiczach, gdzie ukończył szkołę. W 1933 roku wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Pińsku. Święcenia kapłańskie przyjął w 1939 roku. Dwa lata później został aresztowany przez władze sowieckie. Był więziony w Brześciu Litewskim. Uciekł stamtąd i wrócił na parafię do Prużan. W 1944 roku został ponownie osadzony w więzieniu. Zesłano go na Syberię. 10 lat przebywał w łagrach o zaostrzonym rygorze – w Maryinsku, Workucie oraz Incie.

Po wyroku przebywał w celi śmierci. Nękany chorobami, był na skraju wyczerpania. Po zwolnieniu z zesłania przybył do Pińska. Po żmudnych staraniach nieoczekiwanie został proboszczem parafii katedralnej. Od 11 kwietnia 1989 roku był wikariuszem generalnym w Pińsku, a po rozpadzie Związku Sowieckiego i ustanowieniu nowych struktur Kościoła na Białorusi został w 1991 roku mianowany przez Jana Pawła II arcybiskupem metropolitą mińsko-mohylewskim oraz administratorem apostolskim diecezji pińskiej. 26 listopada 1994 roku papież mianował go kardynałem. Kard. Świątek zmarł 21 lipca 2011 roku w Pińsku, został pochowany w podziemiach tamtejszej katedry obok swego poprzednika sługi Bożego bp. Zygmunta Łozińskiego.

– Chcę pokazać, jak Bóg odrodził Kościół na Wschodzie. To nie my wybieraliśmy, ale to nas wybrano. Byłem jednym z tych martwych kamieni, wychowany dla komunizmu, by głosić ateizm, mówić że Bóg umarł, a Kościół nie ma przyszłości. Z martwych kamieni Bóg może wybudować żywy Kościół. Dzisiaj Panu Bogu dziękujemy za dar naszego kapłaństwa, za dar odrodzenia – zakończył rektor. Warto tu przypomnieć, że wśród księży z naszej diecezji – wtedy sandomiersko-radomskiej, a dziś sandomierskiej i radomskiej – do pracy na Białorusi wyjechali: ks. Paweł Goliński, ks. Krzysztof Janas, ks. Jerzy Lewiński, ks. Tadeusz Kaczan, ks. Roman Kotlimowski i ks. Marek Kozera.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama