Nowy numer 28/2020 Archiwum

Pan Bóg spełnia marzenia

Kapucynki włączają się w życie parafii, ale prowadzą też rodzinny dom dziecka, bo ich charyzmatem jest nieść miłość miłosierną najbardziej potrzebującym.

Mieszkańcy Zwolenia przyzwyczaili się, że w parafii pw. Świętego Krzyża posługują siostry zakonne. Przez wiele lat były tu betanki. Gdy odeszły, parafianie zwracali się do proboszcza ks. kan. Bernarda Kasprzyckiego, by tu znowu były siostry. Proboszcz zdecydował, że będzie to Zgromadzenie Sióstr Kapucynek Najświętszego Serca Jezusa i rozpoczął starania, aby przybyły do parafii. To był kwiecień 2010 roku.

Jak wieczne lampki

Siostry miały zamieszkać w domu, w którym wcześniej mieszkały betanki. Trzeba było go wyremontować i przerobić, by było w nim miejsce i dla nich, i dla rodzinnego domu dziecka, bo zgodnie z charyzmatem kapucynki opiekują się potrzebującymi i słabymi. Jedną z pierwszych, które przybyły do Zwolenia, jest s. Iwona. Pochodzi z Lubartowa. Z zamiarem wstąpienia do zakonu nosiła się od klasy maturalnej. Najpierw była oaza kapucyńska. – Gdy w klasie maturalnej pojechałam na dzień skupienia dla dziewcząt do kapucynek, to wiedziałam, że jeśli bym miała gdzieś wstąpić, to tylko do tych sióstr. Do zgromadzenia wstąpiłam w 2004 roku. Śluby wieczyste miałam tu, w Zwoleniu, w 2013 roku – wspomina.

Siostra w sierpniu 2010 roku poszła z grupą zwoleńską na pielgrzymkę do Częstochowy. – Już 1 września rozpoczęłam pracę w szkole w Zwoleniu jako katechetka i przez dwa tygodnie codziennie dojeżdżałam na zajęcia z Lublina. Wytrzymałam tak dwa tygodnie i chyba ze zmęczenia się rozchorowałam. 23 września, we wspomnienie św. o. Pio, zwiozłyśmy do Zwolenia swoje rzeczy – opowiada. Na początek zamieszkały tu cztery siostry: organistka, zakrystianka, katechetka i siostra, która miała się zająć rodzinnym domem dziecka. – 13 grudnia 2010 roku ks. Bernard umieścił w naszej domowej kaplicy Pana Jezusa – s. Iwona uśmiecha się na samo wspomnienie tego wydarzenia, bo od początku istnienia zgromadzenia siostry odznaczały się głęboką pobożnością eucharystyczną. Adorowały Najświętszy Sakrament w dzień i w nocy. Kaplica nigdy nie była pusta. Również dzisiaj każda z nich godzinę dziennie spędza na osobistej modlitwie przed Najświętszym Sakramentem. Założycielka mówiła siostrom: „Bądźcie wiecznymi lampkami przed tabernakulum!”.

Ona jest wasza

Zgromadzenie sióstr kapucynek powstało na Sycylii w Roccalumerze koło Messyny 11 marca 1897 roku. Założyli je Weronika Briguglio i ks. Franciszek Maria di Francia. Oboje od dzieciństwa mieli nabożeństwo do Serca Pana Jezusa. Po trzęsieniu ziemi na Sycylii duża część Messyny została zniszczona. W okolicy było dużo sierot błąkających się po ulicy. – Nasz założyciel zbierał te dzieci i przyprowadzał do sióstr. Mówił im słowa, które my też często powtarzamy: „Nie ma nikogo, więc jest wasza. Opiekujcie się nią i kochajcie”. Przyprowadzał szczególnie dziewczynki, bo one były bardziej narażone na niebezpieczeństwa. Taki był początek zgromadzenia, którego pierwszym dziełem była opieka nad sierotami – opowiada s. Olga Jaroszek.

Siostry były też wrażliwe na potrzeby lokalne. Jeśli była taka potrzeba, uczyły zawodu, wspierały ludzi w trudnych sytuacjach, prowadziły młode małżeństwa. Były tam, gdzie ich potrzebowano. – Dlaczego jesteśmy kapucynkami? Na łożu śmierci nasz założyciel ks. Franciszek oddał nas pod opiekę braciom kapucynom, ponieważ był on też tercjarzem franciszkańskim, i przyjęłyśmy nazwę Siostry Kapucynki Najświętszego Serca Jezusa. Przynależymy do Rodziny Franciszkańskiej – wyjaśnia s. Adriana Obryk.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama