Nowy numer 28/2020 Archiwum

Bez Boga zostają ruiny

– Kościół to ludzie. Chcemy, żeby u nas było miejsce, gdzie wierni mogą przyjść i się modlić. Mamy kapliczkę, ale nie wystarcza miejsca. Dlatego staramy się odnowić kościół – tłumaczy Walery Skulski, uczestnik pielgrzymki do Polski.

Ksiądz Krzysztof Wilk, kapłan pochodzący z naszej diecezji, na Ukrainie pracuje od 2004 roku. Na początku był w Białej Cerkwi niedaleko Kijowa. Teraz posługuje w trzech placówkach – Bogusławiu, Taraszczy i Myroniwce. Wraz ze swoimi parafianami pielgrzymował do Polski. Modlili się na Jasnej Górze i w Gidlach o odzyskanie kaplicy.

Dach już jest

Kościół w Bogusławiu odzyskali w 2014 roku. Był bardzo zniszczony. Ksiądz Krzysztof pytał biskupa diecezji kijowsko-żytomierskiej Witalija Krywickiego, co ma robić: czy świątyni przywrócić pierwotny wygląd, czy może trzeba ją rozebrać i zbudować nową, mniejszą, bo ta jest dosyć duża.

Biskup odpowiedział, żeby remontować, bo skoro ocalała, to Pan Bóg chce, żeby ją zachować w takiej formie, gdyż tysiące kościołów na tych terenach zostało całkowicie zniszczonych. – Remont kościoła w Bogusławiu trwa. Udało nam się dużym wysiłkiem położyć dach i zabezpieczyć wszelkie otwory, bo oprócz parafian i mnie, którzy ciągniemy do kościoła i chcemy tam przebywać, jeszcze bardzo dużo gołębi upodobało sobie to miejsce – uśmiecha się kapłan. – Dobroczyńca z Polski podarował nam posadzkę na cały kościół, z czego bardzo się cieszymy. Planujemy u nas wizytę biskupa. On chciał, aby Msza św. była sprawowana w zniszczonym kościele, a nie w małej kaplicy, która jest odnowiona, więc będziemy usuwać stare, zniszczone tynki i równać teren, który stanie się podłogą. Szykujemy się na spotkanie z biskupem – dodaje.

W pielgrzymce uczestniczył Walery Skulski. – Kościół to ludzie. Chcemy, żeby u nas było miejsce, gdzie wierni mogą przyjść i się modlić. Mamy kapliczkę, ale nie wystarcza miejsca. Dlatego staramy się odnowić kościół – wyjaśnia. Księdza Wilka cieszy nie tylko remont materialny, ale, jak sam przyznaje, przede wszystkim ten duchowy. – Jan Paweł II powiedział kiedyś, że bez Boga zostają ruiny ludzkiej moralności, a tutaj i ludzka moralność zniszczona, i budynki. Ale remont duchowy postępuje. W tym roku mieliśmy dwa śluby, trochę nowych ludzi przyszło do kościoła, robimy katechezę. Organizujemy takie pielgrzymki jak ta – wylicza ks. Wilk. – Bardzo prosimy o modlitwę za nas. Potrzebujemy jednak materialnego wsparcia i o nie również prosimy – dodaje kapłan.

Parafia zainteresowana jest też przejęciem kościoła w Taraszczy. – Do mnie mocno przemawia on swoją historią. Nie był fundowany przez bogaczy, ale budowali go kilkadziesiąt lat parafianie. Może 30 lat służył ludziom, przyszła rewolucja i został zamknięty – opowiada ks. Krzysztof. Ciekawa sytuacja jest też w Myroniwce. Kiedy została tam zamknięta cukrownia, budowana jeszcze przez polskie rodziny w XIX wieku, wszystkie budynki zostały zburzone, został jeden mały. Okazało się, że to kaplica katolicka.

Na kolanach

Pielgrzymi zatrzymali się u rodzin w parafii Chrystusa Króla, gdzie ks. Krzysztof pracował przed wyjazdem na Ukrainę. Nocowali też u jego siostry w parafii Żarnów. Zwiedzili radomskie seminarium, gdzie ich duszpasterz przygotowywał się do kapłaństwa. Byli na Jasnej Górze i w sanktuarium w Gidlach. – Na początku lutego odbyła się sesja miejska w Myroniwce, podczas której miała zapaść decyzja, komu zostanie przyznana ziemia, na której znajduje się kaplica. Oni siedzieli na sesji, a my klęczeliśmy w Gidlach i na Jasnej Górze i modliliśmy się, żeby nam tę kaplicę oddali. Decyzja ma zapaść pod koniec lutego – mówi ks. Wilk.

W. Skulski jest Polakiem urodzonym na tamtych terenach. Na pielgrzymce w Polsce był też cztery lata temu. – Teraz przyjechałem, żeby podziękować Matce Bożej Gidelskiej. Cztery lata temu pojechała ze mną córka Wiktoria. Na Ukrainę przywieźliśmy figurkę Matki Bożej. Córka wyszła za mąż, była w ciąży, która miała skomplikowany przebieg. Prosiłem, żeby się modliła do Matki Bożej Gidelskiej. Była przy niej figurka. Stał się cud. Teraz mam dwóch wnuków. Wiktoria dała starszemu na imię Dominik. Nikt jej tego nie mówił, a przecież dominikanie są opiekunami tego miejsca – opowiada. Do Radomia przyjechali też ze specjalną misją. Wiktor Szurygin, jeden z uczestników pielgrzymki, jest nauczycielem przygotowania wojskowego, w miejscowej szkole odpowiada za formację wojskową, wcześniej był żołnierzem. Odwiedzili Szkoły Zakładu Doskonalenia Zawodowego, by nawiązać współpracę.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama