Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Animator powinien być jak szyba

We wspólnocie odnajdują światło, które towarzyszy im przez całą ziemską wędrówkę. Zdobywają nowe umiejętności, by młodsze pokolenie, tak jak oni, pokochało oazę.

Pozytywne relacje

Za organizację kursów odpowiedzialni są s. M. Kobylarz i ks. Krzysztof Dukielski, diecezjalni moderatorzy Ruchu Światło–Życie. Szkołę biblijną od lat prowadzi ks. Marcin Dąbrowski. W tym roku organizatorzy zaprosili s. Agnieszkę Szczęsną, która przedstawiła historię Ruchu. Moderatorom pomagało 12 animatorów. – Większość z nich poznałem na wcześniejszych stopniach. Każdy jest inny, każdy ma jakieś talenty, umiejętności. I to jest fajne, bo od każdego z nich możemy się uczyć czegoś innego. Myślę, że animator przede wszystkim ma być oparciem dla uczestników, powinien swoim życiem pokazywać, jak trzeba postępować i jak pięknie wychwalać Pana Boga przez tę posługę. To jest trudna sztuka – mówi A. Kozera.

Karolina Sowa i Anna Karbownik na KODA prowadziły grupy i część spotkań ze szkoły animatora wspólnoty. Karolina pochodzi z parafii w Makowcu. Pracuje w Warszawie w szkole podstawowej jako nauczyciel wspomagający. Do oazy należy od 2006 roku. Animatorką została w 2013 roku. – Na KODA jestem po raz czwarty. Przyjechałam tu, bo czuję taką potrzebę – mówi. – Lubię w oazie przede wszystkim relacje z ludźmi. Na KODA prowadzę grupę, ale też część spotkań ze szkoły animatora wspólnoty. Uczymy tego, jak to jest być animatorem, jak to jest mieć grupę, co zrobić, kiedy… nie wiadomo, co zrobić – dodaje. Karolina przyznaje, że oaza może ułatwić zdobycie pracy: – Daje nam duże doświadczenie współpracy w zespole. Wielu animatorów ukończyło kurs wychowawcy kolonijnego. Animatorzy mają to do siebie, że zawsze chętnie wyjdą na środek, coś opowiedzą. Tym się zajmujemy na oazach. Nie mamy problemu z poprowadzeniem spotkań. To jest dziś ogromna wartość.

Anna pochodzi z Drzewicy. Studiuje pedagogikę wczesno- szkolno-przedszkolną na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Na KODA do Dąbrówki jako animatorka przyjechała po raz trzeci. W oazie działa od 2013 roku. – Na KODA prowadzę grupę i pomagam Karolinie prowadzić szkołę animatora wspólnoty – mówi. – Animator przede wszystkim powinien być sobą. Nie musi nikogo udawać. Kiedyś Karolina powiedziała, że animator powinien być jak szyba. Nie powinien zasłaniać sobą Pana Boga. Zapamiętałam te słowa. My przede wszystkim powinniśmy budować relacje z Panem Bogiem i przekazywać to innym ludziom – przyznaje animatorka. – Nie wyobrażam sobie siebie bez wspólnoty. Ostatnio rozmawialiśmy o tym, że największe przyjaźnie tworzą się w oazie. Mimo iż niektórzy zawarli sakrament małżeństwa czy poczuli powołanie do kapłaństwa, to te przyjaźnie zostają. Ta wspólnota buduje ogromne więzi między ludźmi. Jestem tu z potrzeby serca. Studiuję pedagogikę – służba drugiemu człowiekowi to jest moje powołanie. Oaza to czas przełamywania własnych ograniczeń, pokonywania granic – podkreśla.

Podejmują wyzwanie

Na KODA i KAMuzO oazowicze zgłębiali wiedzę, która przyda im się w prowadzeniu grup przy parafiach czy podczas wakacyjnych rekolekcji. Niektórzy odkrywają tu swoje talenty. – Ja się zachwycam tymi ludźmi. Już nie chodzi nawet o to, że poświęcają swój czas, że się angażują, ale że widzą w tym drogę do swojej świętości. Okazuje się, że nasz świat nie jest całkowicie zawojowany przez media społecznościowe, które tworzą wrażenie, że człowiek już nie potrzebuje człowieka. Ci wszyscy ludzie chcą wspólnoty, chcą ludzi, którzy podobnie myślą, którzy wyznają podobne wartości i chcą z nimi wspólnie iść do Pana Boga – mówi s. M. Kobylarz. Moderatorka podziwia tych młodych ludzi też za to, że stawiają sobie wymagania. – Nie oszukujmy się, drogowskazy nowego człowieka, które są podstawą formacyjną osób w oazie, to są wysokie wymagania. Sprostać im, chcieć żyć w ten sposób – to już jest wyzwanie. Oni je podejmują i są tutaj. Najbardziej podoba mi się, gdy czasami ktoś powie, że wiele otrzymał i ma świadomość, że jeżeli go zabraknie, to przyszłe pokolenia nie będą mogły poznać, czym jest Ruch Światło–Życie. Dlatego poświęcają dwa tygodnie swoich wakacji, czasem rezygnują z odpoczynku i dobrej pracy. My możemy zorganizować wiele turnusów oaz wakacyjnych, ale bez animatorów, księży, sióstr zakonnych nie mogłyby się odbyć. Z tym borykają się już niektóre diecezje – wyjaśnia s. Małgorzata. – Fenomenem Ruchu Światło–Życie są ludzie, którzy najpierw budują siebie dzięki innym, a później chcą to oddawać. My staramy się dawać im przestrzeń do rozwoju, żeby mogli Pana Boga smakować, smakować tę wspólnotę. Czasami podrzucamy drobne pomysły i obserwujemy, czy te lampeczki się zapalają i coraz mocniej żarzą – dodaje.•

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama