Nowy numer 42/2020 Archiwum

Uzdrowiony uderzeniem pioruna

Władysław Armentowicz w lutym skończy 102 lata. Mieszka w Bierwieckiej Woli niedaleko Radomia. W podziękowaniu za otrzymane łaski ufundował przydrożne kaplice.

Bo widzi pani, taka figurka to jest święta rzecz. Ona może całą okolicę uchronić od kataklizmu. Ja mam 101 lat i zostałem przez Matkę Bożą cudownie uzdrowiony. Jestem Jej za to wdzięczny. Codziennie się do Niej modlę. Ja mam to wszystko od Niej - mówi.

Władysław Armentowicz to człowiek o ogromnym sercu, który pomimo swojego sędziwego wieku, nigdy nie zostawia nikogo w potrzebie. Nie są dla niego ważne wartości materialne, ale wartości duchowe. Zawsze powtarza, że "modlitwa to nasza broń pancerna, która zawsze ochroni od złego".

W podziękowaniu za cudowne uzdrowienie, postawił dla Matki Bożej cztery przydrożne kapliczki, które znajdują się w miejscowościach: Wolska Dąbrowa, Bierwiecka Wola, Lisów oraz Olszowa. Pierwsza z nich znajduje się w Wolskiej Dąbrowie, skąd pochodzi pan Władysław. Widnieje na niej napis: "Na chwałę Bogu, Matce Przenajświętszej Królowej Polski". Druga kapliczka postawiona jest w Bierwieckiej Woli, gdzie aktualnie mieszka pan Armentowicz. Tu napis, który został na niej umieszczony, brzmi następująco: "Na chwałę Bogu i Matce Przenajświętszej Królowej Polski ofiarowali W. i B. Armentowiczowie". Dwie pozostałe zostały postawione w 1999 oraz 2005 roku.

W młodości przez ponad 20 lat Władysław Armentowicz kopał studnie. Ciężka praca sprawiła, że uszkodził sobie kręgosłup, przez co miał problemy ze wstawianiem i chodzeniem.

Jak sam opowiada, pewnej lipcowej nocy zerwała się straszna burza. Na niebie było jasno od błyskawic, a grzmoty nie ustępowały i wyrządzały wiele szkód. Uderzały w drzewa, dachy, powodując ich złamanie lub podpalenie. Pan Władysław siedział ze swoją żoną Bronisławą na łóżku i oboje modlili się przy gromnicy do Maryi o bezpieczne przeżycie tego kataklizmu. Wtem piorun uderzył w słup elektryczny i w gniazdku powstało zwarcie. Pan Władysław został silnie uderzony w kręgosłup przez prąd. Podskoczył do góry, poruszał ramionami, na szczęście nic groźnego mu się nie stało. W mieszkaniu nic się nie spaliło, a okazało się, że pan Armentowicz może chodzić bez żadnych przeszkód i już nic go nie boli.

Po tych wydarzeniach zaczął modlić się jeszcze gorliwej, by podziękować Bogu i Matce Bożej za dar uzdrowienia, bo rozumiał, że to uderzenie pioruna było dla niego łaską uzdrowienia. Uznał, że to za mało i musi postawić figurkę przydrożną w dowód wdzięczności za to, że doznał takiej łaski.

We współpracy z ks. Janem Klimkowskim, ówczesnym proboszczem parafii Lisów, postawił kamienną figurkę z krzyżem misyjnym na terenie placu kościelnego, którą poświęcono i która stoi do dzisiaj. Po jej wybudowaniu, pan Władysław podjął decyzję, by postawić kolejną kapliczkę, tym razem na terenie swojej dawnej parafii Goryń. Potem wybudowano trzecią i czwartą figurkę. Stoją do dziś, są pielęgnowane, śpiewa się przy nich majówki przy akompaniamencie skrzypiec, na których gra pan Władysław.
Wiara jest dla pana Władysława sprawą najistotniejszą, wiele zawdzięcza Matce Bożej. Jak dodał na koniec: - Te figurki stoją w miejscach publicznych. Ludzie opiekują się nimi i przy nich się modlą. To wszystko na chwałę Pana Boga. Matka Boska mi odpłaciła na stare lata, przedłużyła mi życie. Za tę łaskę powinienem chodzić do Matki Przenajświętszej na kolanach.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama