Nowy numer 49/2020 Archiwum

Trzy dzielne kobiety

Łączyła je idea niepodległości ojczyzny.

Choć tylko jedna urodziła się w Radomiu, wszystkie są związane z tym miastem. Debatę zorganizowało Stowarzyszenie „Młyńska” Verum Bonum Pulchrum w ramach cyklu „Rozmowy o…”. – Czekaliśmy na to od wiosny, bo sprawę zatrzymała pandemia. Cieszymy się, że wreszcie udało się nam zebrać i zaprosić prelegentów – powiedział Jakub Mitek ze stowarzyszenia „Młyńska”, który poprowadził spotkanie.

Czas na patronkę szkoły

O Teresie Grodzińskiej opowiadał dr Adam Duszyk, historyk, nauczyciel VI LO i pracownik Muzeum im. J. Malczewskiego w Radomiu. – Teresa Grodzińska w okresie międzywojennym była dziewczyną stawianą w Radomiu za wzór młodym. W gimnazjum, do którego uczęszczała, wmurowano dedykowaną jej pamiątkową tablicę. Miała swą cegiełkę w murze prowadzącym na Wawel. Obie pamiątki zostały zniszczone w okresie okupacji. Cegiełka wróciła krótko przed rokiem 2000. W PRL-u była w Radomiu zupełnie zapomniana. Dopiero dziś, między innymi za sprawą historyka Przemysława Bednarczyka, wraca pamięć o niej. Szkoda, że nie jest patronką żadnej ze szkół. Myślę, że warto o tym pomyśleć – mówił A. Duszyk.

Teresa Grodzińska urodziła się w 1899 roku w podradomskich Jaszowicach. Z domu wyniosła głębokie patriotyczne wychowanie. Uczyła się w gimnazjum Marii Gajl w Radomiu. Zgłosiła się do wojska i odbyła szkolenie jako sanitariuszka. Służyła w 4. pułku piechoty Legionów. Te oddziały walczyły w rejonie Hrubieszowa. Tutaj podczas odwrotu II batalionu pozostała z ciężko rannymi. Szła między ostatnimi z wycofujących się żołnierzy. Przeprowadziła wielu z nich przez płonący most na rzece Huczwie. I to za ten czyn została pośmiertnie odznaczona Krzyżem Vitruri Militari, jako pierwsza kobieta, która otrzymała to odznaczenie. Została pojmana przez sowietów i bestialsko zamordowana. Jej pogrzeb w Radomiu był wielką patriotyczną manifestacją. Spoczywa w rodzinnym grobowcu na cmentarzu rzymskokatolickim przy ul. Limanowskiego.

Opiekunka opozycjonistów

Zofia Komorowska vel Majewska była sąsiadką dr. Jana Rejczaka, prezesa radomskiego Klubu Inteligencji Katolickiej, radnego Sejmiku Województwa Mazowieckiego. To ona ponad pół wieku temu w jakiejś mierze zachęciła wówczas młodego studenta Politechniki Warszawskiej do włączenia się w działalność opozycyjną. Dzięki niej Jan Rejczak spotkał się osobiście z bł. ks. Michałem Sopoćką, spowiednikiem św. Faustyny Kowalskiej. – Zofia Komorowska była czynnym żołnierzem AK na Wileńszczyźnie. By uniknąć dekonspiracji przez sowietów, używała nazwiska Majewska. Walczyła w 5 Wileńskiej Brygadzie Wileńskiej AK, której dowódcą był Zygmunt Szendzielorz „Łupaszka”.

Urodziła się w 1898 roku w Kowaliszkach, niedaleko granicy litewsko-łotewskiej. Studiowała na zachodzie Europy. Przed wojną pracowała w Katowicach i Sosnowcu. Fakt, że po wybuchu II wojny światowej została przerzucona na Wileńszczyznę, może wskazywać na to, że była związana z wywiadem – mówi J. Rejczak. Po wojnie zamieszkała w Radomiu w kamienicy przy ul. Moniuszki, w centrum miasta. Po proteście z czerwcu 1976 roku kamienica stała się miejscem, które odwiedzał Bronisław Komorowski, wówczas działacz Komitetu Obrony Robotników, późniejszy prezydent RP, i jej bliski krewny. – Pani Zofia pomagała działaczom KOR i wielu opozycjonistom, którzy musieli emigrować. Dawała im adresy i kontakty. Wielka postać kobiety i patriotki. Ostatnie lata życia spędziła w Szczecinie. Po śmierci została pochowana na warszawskich Powązkach – kończy prezes KIK.

Przykład cnót

Wanda Malczewska urodziła się w 1822 roku w Radomiu. Jest postacią, która nie przestaje inspirować Pawła Putona, regionalistę, pracownika Ośrodka Kultury i Sztuki „Resursa Obywatelska”. Malczewska usłyszała w widzeniach od Matki Bożej zapowiedzi Cudu nad Wisłą. W 1872 roku były to słowa: „Skoro Polska otrzyma niepodległość, to niezadługo powstaną dawni gnębiciele, aby ją zdusić, ale moja młoda armia w imię moje walcząca pokona ich. Odpędzi daleko. Ja jej dopomogę. „A rok później, 15 sierpnia, wizjonerka usłyszała: „Dzisiaj będzie wasze wielkie święto. Odniesiecie świetne zwycięstwo nad wrogiem dążącym do waszej zagłady. To święto powinniście obchodzić ze szczególną okazałością”.

Wanda Malczewska była prekursorką świeckich katechetów. Uczyła chłopów pisania. Pomagała chorym i ubogim. Podczas powstania styczniowego organizowała szpitale. W czasie debaty Paweł Puton zatrzymał się na kilku cechach, które charakteryzowały kandydatkę na ołtarze. – Pierwszą jest skromność. Przez 10 lat mieszkała na dworze w Prędocinku, dziś dzielnicy Radomia. Macocha nie szczędziła jej upokorzeń. Wanda nigdy się nie poskarżyła. Gdy potem mieszkała w Sosnowcu, pokazała swe wielkie zaufanie Panu Bogu i odwagę. Złożyła prywatny ślub czystości i do dnia ślubu, który zorganizowano wbrew jej woli, ufała, że do niego nie dojdzie. I tak się stało. W Sosnowcu, aktem ogromnej odwagi, uratowała przed zburzeniem kapliczkę, która stoi do dzisiaj – mówił P. Puton.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama