Nowy numer 49/2020 Archiwum

Nosił imię Paulus – malusieńki

Bp Paweł Kubicki chciał być pochowany przy rodzicach. Jego grób znajduje się wśród tysięcy mogił na radomskim cmentarzu rzymskokatolickim przy ul. Limanowskiego.

Zdaniem ks. prał. Alberta Warso, historyka Kościoła i pracownika Kongregacji Nauki Wiary, bp Paweł Kubicki należy bez wątpienia do najwybitniejszych duchownych w dziejach Kościoła sandomierskiego, z którego wyrasta obecna diecezja radomska. Ten radomianin z pochodzenia napisał w testamencie, gdzie chce być pochowany: „Oprócz Kościoła świętego, do którego przywiązany byłem całym sercem, najwięcej zawdzięczam na ziemi rodzicom swoim. Toteż pamięć ich zawsze była dla mnie drogą. Z tego względu pragnę być pochowanym na cmentarzu radomskim w grobie, który przed kilku laty przygotowałem dla siebie tuż obok ich grobu.

Mam nadzieję, że tam prędzej niż gdzie indziej zmówi ktoś pacierz za moją duszę, z czego Bóg będzie miał chwałę”. Jego woli stało się zadość. Zmarł pod koniec II wojny światowej, 11 lutego 1944 roku, w Domu Księży Emerytów w Sandomierzu. Jego ciało przewieziono do rodzinnego miasta i po Mszy św. sprawowanej w kościele farnym złożono w grobie przygotowanym przy rodzicach.

Trumna pachnąca Puszczą Jodłową

Schorowany bp Kubicki miał świadomość, że zbliża się śmierć. Był do niej dobrze przygotowany, i to w sposób wręcz zaskakujący. – Ostatniego dnia swego życia dziękował najbliższym ze swego otoczenia i odwiedzającym go. Około pół godziny przed śmiercią księża obecni w Domu Księży Emerytów pożegnali się z nim, a on udzielił im błogosławieństwa. Jeszcze o godz. 17 przyjął Wiatyk, namaszczenie chorych przyjął bowiem na początku choroby. Wezwał zebranych w jego pokoju, by się przybliżyli, a na krótko przed zgonem miał powiedzieć: „Nadchodzi majestat śmierci”. O godz. 17.55 cicho skonał w swoim mieszkaniu – mówi ks. Warso i przytacza jeszcze jedno zdarzenie z ostatnich dni życia biskupa: – Bp Kubicki wcześniej kazał przygotować sobie trumnę z drewna pochodzącego z Puszczy Jodłowej. Ks. Jan Stępień wspominał, że odwiedził chorującego bp. Kubickiego wraz z ks. Piotrem Gołębiowskim i ks. Wincentym Granatem. Rozmowę przerwała siostra zakonna, która poinformowała biskupa, że przybył jego przyjaciel, ks. Rajmund Matuszczyk, proboszcz parafii Słupia Nowa. Biskup z łagodnym uśmiechem powiedział: „Pewnie mi trumnę przywiózł… z Puszczy Jodłowej, zgodnie z naszą dawną umową”. Zmieszana siostra potwierdziła. Biskup zadecydował: „Dajcie tę trumnę. Pewnie już gdzieś ukryta. Trzeba zobaczyć, przymierzyć, czy dobra”. Z kolei ks. Matuszczyk tak tłumaczył swój przyjazd: „Ano doszła do mnie wieść, że biskup sufragan ciężko chory. Lękałem się spóźnić z dotrzymaniem obietnicy. To i przywiozłem, zgodnie z życzeniem. Pachnie Puszczą Jodłową”.

Patriotyzm i szacunek dla pracy

Te dwie cechy razem z głęboką religijnością wyniósł z domu. Paweł Kubicki urodził się 15 stycznia 1871 r. w Radomiu, we wspomnienie św. Pawła Pustelnika, przynosząc sobie imię. Jego ojciec, Kazimierz, był uczestnikiem powstania styczniowego. Matka, Franciszka z domu Suchecka, była rodowitą radomianką. Zmarła w 1894 r., licząc zaledwie 44 lata. Paweł wówczas od roku był księdzem. Wcześniej uczył się w rodzinnym mieście, a w 1888 roku wstąpił do sandomierskiego seminarium duchownego. Studia zaocznie ukończył w Akademii Duchownej w Petersburgu. – W pierwszych trzech latach kapłaństwa posługiwał kolejno jako wikariusz we Klwowie, w Gowarczowie, w Brzózie, a następnie w Opatowie. W 1896 r. ks. Paweł Kubicki powrócił do rodzinnego miasta i został wikariuszem przy kościele pw. św. Katarzyny. Obowiązki te łączył z pełnieniem funkcji prefekta wszystkich szkół powszechnych miasta. Zaangażowanie ks. Pawła Kubickiego w pracę duszpasterską w Radomiu było ogromne. Był także kapelanem więzienia, szpitala św. Kazimierza, duszpasterzem Towarzystwa Dobroczynności, opiekunem ochronki na Starym Mieście i kapelanem straży pożarnej – mówi ks. Warso. W 1904 roku ks. Pawła przeniesiono do stolicy diecezji, do Sandomierza, gdzie został wicerektorem seminarium duchownego. Trzy lata później mianowano go rektorem. Z kolei w 1912 r. został oficjałem generalnym, czyli drugą osobą w diecezji i najbliższym współpracownikiem biskupa sandomierskiego. W 1918 r. papież Benedykt XV mianował go biskupem pomocniczym diecezji sandomierskiej. Biskup sandomierski Marian Ryx składał na niego wiele obowiązków i liczył się bardzo z jego zdaniem. Po jego śmierci bp Paweł Kubicki kierował Kościołem sandomierskim jako jego administrator, do czasu objęcia rządów w diecezji przez bp. Włodzimierza Jasińskiego. Zdumiewa pracowitość bp. Kubickiego. – Przeprowadził 473 wizytacje pasterskie parafii, a sakramentu bierzmowania udzielił przeszło 523 tysiącom wiernych. Wizytacje przeprowadzał na sposób rekolekcji. Sam w czasie ich trwania wiele godzin spowiadał. Niejednokrotnie do późnych godzin nocnych, a nawet przez całą noc służył penitentom w konfesjonale. W okresie Wielkiego Postu przyjeżdżał zazwyczaj do Radomia, by nauczać i spowiadać – opowiada ks. Warso i cytuje zapisek biskupa z 1930 roku: „Praca sługi Bożego tyle daje radości, że trudno wypowiedzieć, byleby uczciwie była wykonana”.

Na utrzymanie Domu Opieki

Jeszcze zanim został biskupem, Paweł Kubicki okazywał wielką wrażliwość na ludzką biedę. – Jego pokój przypominał celę zakonną, a on rozdawał swoje rzeczy potrzebującym. Charytatywnym dziełem jego życia stał się założony w 1917 r. w Radomiu Dom Opieki przy dawnej ulicy Kozienickiej. Już w czasie pracy prefektowskiej nurtowała go myśl, by w jakiś sposób zaradzić zagrożeniom, które stają przed młodzieżą. Gromadził fundusze na powstanie instytucji, która służyłaby młodzieży żeńskiej. Radomski Dom Opieki nazywał „beniaminkiem swojego życia”. Prowadzenie tej instytucji powierzył siostrom Matki Bożej Miłosierdzia – opowiada ks. Warso. W 1927 r. bp Kubicki napisał: „Radom ze wszystkimi jego instytucjami mam głęboko w sercu i wszystko, co się tam dobrego dzieje, zawsze mnie cieszy, a przeciwnie wszelkie zaniedbania smucą i trapią”. Dom Opieki był też radomskim mieszkaniem biskupa – podkreśla ks. Albert. A bp Kubicki publikował dużo. Był autorem „Katechizmu dla uczącej się młodzieży katolickiej”. W 1930 roku katechizm został zatwierdzony jako książka pomocnicza dla nauczycieli religii przez Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. Najbardziej znany był dzięki swym pracom historycznym, a zwłaszcza dzięki 11-tomowemu dziełu „Bojownicy kapłani za sprawę Kościoła i Ojczyzny w latach 1861–1915”. – Dorobek piśmienniczy bp. Kubickiego można podzielić na to, co zostało wydane drukiem, i materiały rękopiśmienne. Naszą uwagę przykuwają dokumenty drukowane. Jeśli chodzi o sprawy historyczne, warto powiedzieć o dwóch dziełach. Pierwszym jest monografia o bp. Antonim Sotkiewiczu, pierwszym ordynariuszu sandomierskim. Drugie to monumentalne dzieło w trzech częściach, a te 3 części stanowią 11 tomów pt. „Bojownicy kapłani za sprawę Kościoła i Ojczyzny w latach 1861–1915”. Ma ono charakter spisu duchownych, którzy byli prześladowani przez władze carskie za swoje poświęcenie na rzecz odzyskania przez Polskę nieodległości, ale też za sprawę wolności Kościoła. Bp Kubicki opracował swoje dzieło na podstawie dokumentów władz rosyjskich, władz kościelnych, jak również zakonnych i prywatnych – mówi ks. dr Rafał Piekarski, historyk Kościoła, wykładowca w radomskim seminarium.

Gdybym się drugi raz urodził

Bp Kubicki na kamiennej płycie swego grobu zlecił wyrycie napisu: „Świat niejednego zawodzi, ale Bóg i Kościół Jego nikogo. Warto zatem całe swe życie urządzić jedynie podług myśli Bożej. To mi powiedziały moje przeżycia lat z górą 69”. Sam nie zwykł się skarżyć, ale zaprzyjaźnionym siostrom norbertankom wyznał: „Różne koleje życia przejść każdy człowiek musi, a tym bardziej żaden z biskupów, a zwłaszcza taki, co nosi imię Paulus – malusieńki, nie ma prawa rościć sobie pretensji, by mu wszystko szło gładko”. A kilka lat przed śmiercią z pokorą powiedział: „Gdybym się drugi raz urodził, niczym bym nie został, tylko kapłanem, ale inaczej bym Panu Bogu służył. Za mało dbałem we własnych ćwiczeniach, by one udoskonalały czyny moje dnia bieżącego, i za mało na to kładłem nacisk, gdym przemawiał do wiernych. […] Żem za mało zwracał uwagi na praktyczny wpływ nauki Bożej na życie ludzkie”. Ks. Warso przytacza świadectwo świadka życia bp. Kubickiego, ks. Franciszka Jopa, późniejszego sufragana sandomierskiego i ordynariusza opolskiego: „Bp Paweł Kubicki to był człowiek żelaznej woli, niezwykłej pracowitości i kapłan-biskup o rzadkiej świętości życia”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama