Nowy numer 3/2021 Archiwum

Nasi bezdomni przyjaciele

Ich największym problemem jest brak wiary w siebie i ludzi. Wolontariusze zachęcają, by zawalczyli o siebie.

Od 3 lat przy parafii pw. św. Brata Alberta w Radomiu (osiedle Prędocinek) istnieje dzieło Przyjaciele Bezdomnych. Jego założycielem jest wikariusz ks. Daniel Glibowski, który posługę duszpasterską wśród bezdomnych rozpoczął kilka lat wcześniej. Z czasem dołączyła do niego grupa wolontariuszy. – Trzeba mieć dużo odwagi, żeby spotykać się z osobami ubogimi i bezdomnymi. Zawsze zachęcam, żeby najpierw przychodzić i po prostu się z nimi pomodlić. Potem, jak ktoś poczuje odwagę, to może pomagać przy wydawaniu posiłków.

Dopiero gdy ktoś zdobędzie jeszcze więcej odwagi w sercu, może nawiązywać indywidualne relacje, rozmowy, żeby podejść i zbudować więź z osobą ubogą i bezdomną. To pomaga podjąć decyzję o chęci zmiany swojego życia – mówi ks. Glibowski.

Spotkania w parku

Od długiego czasu Przyjaciele Bezdomnych wypracowali stałą praktykę spotykania się z ubogimi i bezdomnymi w soboty w altanie, która stoi w parku im. Tadeusza Kościuszki w centrum Radomia. Nieprzypadkowo wybrali ten dzień, ponieważ miejskie jadłodajnie działają od poniedziałku do piątku. – My wypełniany tę lukę w soboty i w niedziele. W soboty rozdajemy jedzenie w parku, a w niedziele w schronisku przy ul. Słowackiego, gdzie znajdują się noclegownia i ogrzewalnia – wyjaśnia ks. Daniel. Po wybuchu pandemii wiele zmieniło się z powodu obostrzeń. Nie ma możliwości spotkań w większej grupie, ale dzieło z parafii św. Brata Alberta nie zrezygnowało z pomocy. Nadal rozdawane są posiłki, a ks. Glibowski sam bądź z kimś z wolontariuszy zjawia się w parku. Podopieczni nie przychodzą do altany, ale czekają w różnych miejscach parku i odbierają jedzenie. Przyzwyczaili się do widoku osoby w sutannie. Czekają nie tylko na jedzenie, ale i na okazję do wspólnej modlitwy. – Nasi radomscy bezdomni chcą się ze mną modlić. Jeszcze nigdy nie spotkałem się z ich strony z odmową. Czasem mi odmawiały osoby niebezdomne, gdy ewangelizowałem na ulicy. Natomiast bezdomni w swoim ubogim sercu posiadają wielkie pragnienie rozmowy z Bogiem. Oni mi czasami mówią, że modlą się dzień i noc. Tylko to im pozostaje w sytuacji, gdy schronienia muszą szukać gdzieś pod drzewem czy w jakimś pustostanie – tłumaczy ks. Glibowski.

Wychodzi na prostą

Dzieło Przyjaciele Bezdomnych nie tylko pomaga materialnie, nawiązuje relacje i wspólnie się modli z bezdomnymi; stara się też profesjonalnie pomagać w wychodzeniu z bezdomności. Wolontariusze wraz z kapłanem prowadzą nocny street- working. – Modlimy się przed kościołem, prosząc, żeby Pan Jezus prowadził ten wyjazd. Wsiadamy na rowery i na mieście – czy to pod marketami, czy na dworcu, czy w jakichś innych miejscach – spotykamy naszych bezdomnych przyjaciół. Oni już mnie i wolontariuszy rozpoznają. Częstujemy ich ciepłą herbatą, kawą, cukierkiem owiniętym w papierek, na którym jest napisany Boży cytat. No i oczywiście rozmawiamy. Motywujemy do przyjęcia mądrej pomocy. Zachęcamy do pójścia na terapię, na odwyk, na odtrucie, do schroniska. Czasem informujemy ich, jaka dziś w nocy będzie temperatura. Zachęcamy, by powalczyli o siebie, bo warto. Mówimy, że ogrzewalnia czeka na nich, tylko muszą być trzeźwi. Motywujemy ich do tego, żeby w nich zrodziło się to szczere „chcę” – wyjaśnia ks. Glibowski. Mariusz wylądował na ulicy, gdy rozstał się z dziewczyną. Bezdomnym był około 9 miesięcy. – Bardzo chciałem skończyć z bezdomnością, bo nie ma sensu tak żyć. Skończyłem, a bardzo pomógł mi w tym ks. Daniel. Jako bezdomny nocowałem wszędzie, gdzie się dało, przeważnie w klatkach schodowych. W ciągu dnia szukało się jakiejś pomocy. W parafiach korzystało się z odzieży. Pod marketami prosiło się o pieniądze na chleb, choć wiadomo, że chodziło o pieniądze na alkohol, bo bardzo wielu bezdomnych ma problem alkoholowy. Oni łączą się w 2–3-osobowe grupy, ale ja wolałem być sam. Bezdomni mają otwarte serca, tylko taki los ich spotyka. Jeden sobie da radę, drugi nie. Ja sobie poradziłem, bo chciałem… bardzo chciałem – mówi Mariusz. Mężczyzna pracuje, wynajmuje mieszkanie. Teraz to on chce wspierać działalność ks. Daniela i Przyjaciół Bezdomnych. Jak podkreśla, jest mu z tym bardzo dobrze.

Pan dźwiga poniżonych

Jakub pracuje jako taksówkarz. Do tego studiuje teologię. Od lat jest ministrantem oraz animatorem oazy w parafii św. Brata Alberta. Jako wolontariusz dołączył do wspólnoty Przyjaciół Bezdomnych. – Dla mnie jest to głębokie przeżycie, bo chyba o to chodzi w życiu, żeby coś z siebie dać. Po to Pan Bóg dał mi ręce i nogi, żebym tym, którzy są słabsi, którzy niedomagają, mógł pomagać. Być może sam znajdę się kiedyś w takiej sytuacji, duchowo albo fizycznie. I wtedy ktoś mi pomoże. I to jest piękne, żeby nie siedzieć tylko przed komputerem, ale przyjść i zobaczyć uśmiech drugiego człowieka. Porozmawiać z nim. Po prostu pobyć z drugą osobą. Jestem codziennie na Eucharystii i czuję, że tu jest źródło tej siły, która wyciąga mnie do tego, żebym pomagał innym – mówi Jakub. Wolontariusz podkreśla, że buduje się postawą księdza, ale też i bezdomni wiele go uczą. – Mam wrażenie, że osoby bezdomne są ciut inne, troszeczkę tak z boku patrzą na pęd ludzi, którzy są zapracowani, zabiegani. Potrafią też zaskoczyć. Kiedyś miałem taką sytuację. W głowie siedziała mi bardzo ważna decyzja dotycząca tego, co mam zrobić ze swoim życiem. Na Eucharystii poszedłem do spowiedzi i powiedziałem o tym księdzu, ale niestety nie znalazłem odpowiedzi. Tego samego wieczoru wyjeżdżaliśmy rowerami do bezdomnych. Pierwsza osoba, którą spotkałem, bez żadnego przywitania powiedziała mi: ty to zrób tak i tak. I to była odpowiedź na moje pytanie – wspomina Jakub. Rozpoczyna się Adwent, czas przygotowania do uroczystości Bożego Narodzenia, a także przygotowania prezentów, ubierania choinek, choć w tym roku jeszcze nie wiemy, jak to będzie, z powodu pandemii. Bezdomni chyba nie tak postrzegają ten czas. Widzą przed sobą zimę, mróz, niebezpieczeństwo utraty zdrowia lub nawet życia. – Myślę, że te osoby w tym czasie bardzo potrzebują przygotowania do Bożego Narodzenia, potrzebują ciepła. My dotychczas stwarzaliśmy im taką atmosferę. W parku łamaliśmy się z nimi opłatkiem, składaliśmy najszczersze życzenia. Widzieliśmy często łzy w ich oczach. Byli bardzo wzruszeni tym, że ktoś do nich wyszedł z ciepłem, z miłością. Cały rok spotykają się często z pogardą, z poniżaniem, a przecież pragną zobaczyć, że też są ludźmi i mają swoją godność – mówi ks. Glibowski i wspomina jedno z takich spotkań: – Często, gdy odczytam słowo Boże, pragnę nim podzielić się z bezdomnymi. Niedawno wyruszyłem ze słowem, które mówi: „Pan dźwiga poniżonych”. W parku spotkałem bezdomnego, który powiedział mi, że został cztery razy pobity i okradziony. Odpowiedziałem mu, że z serca Pana Jezusa nikt go nie wydrze. On też pozwolił siebie ograbić, zniszczyć, spotwarzyć, jednak miał w sobie miłość, tę prawdziwą. W oczach tego bezdomnego pojawiły się łzy. Oni w sercach też mają głęboką więź z Jezusem i my staramy się im o tym przypominać, żeby jak najlepiej się przygotowali do świąt.

Zawieś i zaadoptuj

Przyjaciele Bezdomnych rocznicę powstania świętowali w Światowy Dzień Ubogich, który w tym roku obchodzony był pod hasłem: „Wyciągnij rękę do ubogiego”. Każdy z nas może to uczynić, wspierając dzieło. Jest kilka miejsc w Radomiu, gdzie można przyjść, zamówić konkretną potrawę, zapłacić i poprosić, by została zawieszona. Pracownicy wiedzą, o co chodzi. To danie zostanie przygotowane dla Przyjaciół Bezdomnych. W sobotę ks. Glibowski dostarczy je bezdomnym do parku, a w niedzielę do schroniska. – Posiłek dla osoby ubogiej czy bezdomnej można zawiesić w kilku punktach w naszym mieście. Są to restauracje: La Spezia, Bolek i Lolek, Chińskie Jadło, U Grubego, La Melisa. My stamtąd odbieramy zawieszone posiłki i zawozimy do schroniska z ogrzewalnią przy ul. Słowackiego lub do parku – mówi ks. Glibowski. Dzieło można także wesprzeć wpłatami na konto parafii św. Brata Alberta w Radomiu. Grupa zachęca też do duchowej adopcji osób bezdomnych. Piszą o tym na swoim profilu w mediach społecznościowych: „Ci ludzie są bardzo biedni. Ich największym problemem jest brak wiary w siebie i ludzi. Łatwo jest dać im coś do jedzenia i ubrania, ale to często niczego nie zmienia. Oni potrzebują przemiany umysłu i serca, aby odpalić na nowo do życia. Zakładamy modlitewne margaretki dla księży. Adoptujmy w ten sposób także bezdomnych. Nie ma większej siły niż modlitwa”. Za bezdomnych modli się już ponad 2 tys. osób. Gdyby ktoś chciał dołączyć, powinien wysłać informację z wyrażeniem chęci udziału w akcji na e-mail: przyjacielebezdomnych@gmail.com. Można także na ten adres wysłać imię bezdomnego, którego się zna, oraz miasto, w którym przebywa. Wspólnota wciągnie go do grafiku.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama