Nowy numer 23/2021 Archiwum

Dobry Pasterz i Jego bractwo

To był strzał w dziesiątkę. Proboszcz wyłuskał ich spośród parafian. Mówi o nich, że przy ołtarzu są jak żołnierze, a w swoich domach dają dzieciom przykład, jak kochać Boga i dbać o Kościół.

Ta inicjatywa ks. kan. Czesława Wawrzyńczaka, proboszcza parafii pw. Chrystusa Dobrego Pasterza, dotyczyła tylko mężczyzn. Chodzi o Bractwo Dobrego Pasterza, które powstało przy parafii w 2017 roku. – Któregoś dnia proboszcz zwołał sporą grupę mężczyzn. Spotkaliśmy się w domu parafialnym. W większości już się przedtem znaliśmy. Proboszcz powiedział, że wie, jacy jesteśmy, jaka jest nasza postawa i w związku z tym chciałby coś z nami zbudować – mówi Paweł Szczepanowski, członek bractwa.

Drewniana kaplica

W 1984 roku na Żakowicach zaczęło powstawać nowe osiedle mieszkaniowe Południe I.  W związku z tym bp Edward Materski utworzył nową parafię dla powiększającej się wspólnoty. – Początkowo były to tylko 4 małe ulice, które od dawna tu istniały. Pierwsza Msza św. na zakupionym wcześniej placu została odprawiona 29 kwietnia 1984 roku. Była to Niedziela Dobrego Pasterza i wtedy bp Materski na koniec Eucharystii ogłosił, że na tym miejscu powstanie kościół pw. Chrystusa Dobrego Pasterza – wyjaśnia ks. Wawrzyńczak. Parafia erygowana była 1 kwietnia 1985 roku. Pierwszym proboszczem został ks. Henryk Skuza. Przez wiele lat Msze św. sprawowane były w drewnianej kaplicy. Duszpasterze mieszkali przy parafii pw. św. Teresy od Dzieciątka Jezus na Borkach. Parafia się powiększała. Trzeba było pomyśleć o budowie kościoła.

Po 9 latach bp Materski podjął decyzję o zmianie proboszcza. Od 1 sierpnia 1993 roku wspólnotą parafialną kieruje ks. Wawrzyńczak. Gdy przyszedł do parafii, jego domem stało się prowizoryczne pomieszczenia z tyłu drewnianej kaplicy. – To był ważny moment, kiedy ksiądz proboszcz zamieszkał tu, w salkach katechetycznych przy drewnianej kaplicy. Całość obita była dechami, bez ocieplenia i ciepłej wody. Przychodzi proboszcz i mówi, że chce budować i mieszka niejako z parafianami. Jest z nami. Pamiętam te czasy. To był krok w kierunku zdobycia zaufania parafian. Później sama budowa. Ksiądz dziękował parafianom za kolejną cegłę, za kolejne postępy. Udało się zbudować kościół w zaplanowanym terminie. Postrzegamy to jako wielkie dzieło i efekt zdolności przyciągania ludzi przez proboszcza. Cieszy się on dużym zaufaniem i poważaniem. Kiedy trzeba, to z ambony „prostuje” parafian. To ludzi przyciąga, bo jest czasem potrzebne, żeby pasterz nie tylko głaskał, ale i upomniał – mówi P. Szczepanowski.

W 1997 roku została wbita pierwsza łopata i rozpoczęto budowę świątyni. Jednocześnie wznoszony był dom parafialny. W 2002 roku w nowym budynku zamieszkali wikariusze, proboszcz – dwa lata później na Boże Narodzenie. Pierwsza Msza św. – Pasterka – sprawowana była w tym kościele w 2006 roku. Konsekracji świątyni dokonał w 2015 roku bp Henryk Tomasik. – W tej chwili mocujemy się z wielką inwestycją, którą są organy piszczałkowe. Niebawem powinny już zagrać – zapewnia ks. Wawrzyńczak. Parafia rozwijała się duchowo. Pochodzi stąd kilku księży. W każdy pierwszy czwartek miesiąca jest adoracja eucharystyczna w intencji powołań. Działają 3 kręgi Domowego Kościoła, kręgi biblijne, róże różańcowe, ministranci i schole. Każdego roku przed pandemią organizowane były Wakacje z Dobrym Pasterzem. Około 50 młodych wraz z opiekunami i księdzem wyjeżdżało zazwyczaj w góry. Co roku z parafii wyrusza grupa w diecezjalnej pielgrzymce na Jasną Górę. Od początku funkcjonuje III Zakon św. Franciszka. Adoracja Najświętszego Sakramentu jest w pierwszy piątek miesiąca. Rozpoczyna się o godz. 15 Koronką do Bożego Miłosierdzia. Potem przez 3 godziny księża pełnią dyżur w konfesjonale. – Mimo pandemii staramy się spotykać. Jest to prężna wspólnota, aczkolwiek z każdym rokiem zmniejsza się liczba osób mieszkających na terenie parafii, która też się starzeje. Młodzi wyjeżdżają. Rodzi się coraz mniej dzieci. W czasie wizyty duszpasterskiej policzyliśmy, że ponad tysiąc osób na 5 tys. wiernych mieszka poza granicami kraju. To też są nasi parafianie – mówi proboszcz. – Ludzie są zmęczeni obostrzeniami związanymi z pandemią. Wracają do kościoła, ale wiele osób przyzwyczaiło się do bycia online. To wciąga i potem staje się normą. Boję się o młode pokolenie. Trzeba wielkiej pracy. Gdy epidemia ustąpi, potrzeba wiele Bożej pomocy i o to należy się modlić – dodaje.

Chcą działać

Powstanie Bractwa Dobrego Pasterza poprzedziły ożywione dyskusje. Po spotkaniach w domu parafialnym panowie stwierdzili, że chcą wspólnie działać i założyć coś formalnego, ale lokalnego, co nie jest częścią większej struktury. – Spotykamy się w pierwsze wtorki miesiąca. Mamy pół godziny adoracji Najświętszego Sakramentu, potem pół godziny rozwoju duchowego, czyli ktoś z nas – albo ksiądz – przygotowuje temat religijny i go omawiamy. Kolejne pół godziny to praca organizacyjna. Bractwo ma za zadanie służyć pomocą nie tylko parafii, ale też jego członkom. Stworzyliśmy kilka dzieł, które są w naszym odczuciu ważne – mówi Tomasz Pysiak, socjolog, nauczyciel akademicki w Europejskiej Uczelni Społeczno-Technicznej im. sługi Bożego Roberta Schumana. Na początku w bractwie było około 30 zaangażowanych mężczyzn. Gdy zaczęli planować, co trzeba robić i w jaki sposób się angażować, to – jak to w życiu bywa – zostało ich 13. Włączają się w akcje charytatywne na terenie parafii. Panowie zorganizowali też konkurs fotograficzny. Jako wspólnota starają się spotykać na integracyjnych wyjazdach.

Od kilku lat na Jasnej Górze organizowane jest spotkanie, w którym uczestniczą mężczyźni z całej Polski. Jest to całodzienne wydarzenie – Oblężenie Jasnej Góry. – Składają się na nie – oprócz stałych punktów, jak modlitwa, adoracja, Msza św. – również wykłady prowadzone przez osoby, które zajmują się rodzinami, problematyką wychowania, nałogów. Na Jasnej Górze prowadzone są różne panele dyskusyjne, spotkania, wykłady. To jest bardzo interesujące. Za każdym razem, gdy tam byłem, wracałem z głową pełną pomysłów na to, co zrobić z sobą, jako mężem i ojcem, co robić dalej – opowiada pan Paweł. Panowie z bractwa, wzorując się na formule Oblężenia Jasnej Góry, postanowili zaszczepić w swojej parafii model takich jednodniowych spotkań. Spotkanie było otwarte dla wszystkich chętnych. Zaprosili prelegentów, zaproponowali ciekawe tematy. – Problematyka tego dnia dotyczyła mężczyzn jako mężów i ojców. Przyjechali do nas specjaliści z tej dziedziny oraz księża, którzy takie spotkania prowadzą. Nasze żony przygotowały ciasto. Przyjechało kilkudziesięciu mężczyzn, były wykłady, modlitwa, dyskusja. To było budujące – zapewnia P. Szczepanowski. Choć pandemia ograniczyła działania bractwa, jego członkowie starają się być aktywni. W Wielki Piątek prowadzili Drogę Krzyżową. Starają się prowadzić Różaniec. W najbliższym czasie chcą się włączyć w dzieło wieczystej adoracji w kaplicy w Jedlni-Kolonii.

Czas się znajdzie

Do bractwa należą mężczyźni niezależnie od wieku i zawodu. Dzielą się swoimi problemami i udzielają sobie wsparcia. – Oprócz kwestii duchowych, na spotkaniach wyjaśniamy sobie kontrowersje związane z wiarą, Kościołem jako instytucją, z tym, co oglądamy w telewizji, słuchamy w radiu, a jednocześnie próbujemy ustalić, jaki powinien być właściwie kierunek naszych działań. Łączy nas to, że jesteśmy mężczyznami i chcemy być silnym, męskim zapleczem, ramieniem parafii i Kościoła – wylicza pan Paweł. W dzieciństwie mieszkał w centrum Radomia. Jest elektroenergetykiem. Na teren parafii przeprowadził się z rodzicami, gdy miał 14 lat. – Jestem ministrantem od I Komunii Świętej. Gdy się urodził pierwszy syn, zrobiłem sobie przerwę w służeniu do Mszy św. Kiedy dojrzałem, że trzeba dzieciom dawać dobry przykład, wróciłem i od wielu lat służę przy ołtarzu – mówi. Jak zaznacza, w Kościele jest niewielu aktywnych mężczyzn, a być może wynika to z braku dobrego przykładu. – Mam trzech synów i chciałbym w jakiś sposób swoją postawą ich też edukować, bo wychowujemy przez dawanie przykładu. Dziecko patrząc na to, że ojciec jest aktywny, będzie go naśladowało. Jestem cały czas przy religii, przy wierze. Moi synowie są skautami Europy – mówi P. Szczepanowski. Jak zaznaczają członkowie bractwa, brak czasu nie może być wymówką od zaangażowania.

– Spotkanie we wtorek zajmują 1,5 godziny. Gdybyśmy przeliczyli, ile czasu tracimy na nieistotne rzeczy – przeglądanie mediów społecznościowych, oglądanie telewizji – to tu dopiero są prawdziwe straty czasu. Jak każda wspólnota, i ta daje wsparcie i możliwość zrobienia czegoś dobrego, a to daje satysfakcję. Angażujemy się, żeby pokazywać wartości, które niesie Kościół – mówi T. Pysiak. – Jestem autochtonem. Moja rodzina pochodzi z parafii i, odkąd pamiętam, dreptałem do kościoła z rodzicami, dziadkami i tu zostałem. Parafia jest częścią mojego życia, mojej działalności pozazawodowej. Ministrantem jestem nieprzerwanie od I Komunii Świętej. Mam żonę i dwóch małych synów – dodaje. Członkowie Bractwa Dobrego Pasterza są dla proboszcza wsparciem. Jak sam zapewnia, może na nich liczyć w różnych sytuacjach. – Są bardzo pomocni. Dobrze by było, gdyby kolejne osoby zaangażowały się w działanie bractwa. Niestety, mężczyźni nie bardzo chcą angażować się w różne grupy. Obawiają się, że będą postrzegani jako „kościółkowi”. Wolą stać pod chórem. Tych odważnych, którzy stają przy ołtarzu, jak żołnierze, jest 13. Oni wiedzą, co robią. Mają prosty kręgosłup. I to mi się podoba – podkreśla ks. Wawrzyńczak. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama