Nowy numer 39/2022 Archiwum

Nie żyje s. Janina Mateusiak. Jest jedną z 12 ofiar katastrofy polskiego autokaru w Chorwacji.

Była nazaretanką. Od dwóch lat posługiwała w kaplicy Wieczystej Adoracji w Kolonii Jedlnia koło Pionek.

Spotkaliśmy ją 4 sierpnia późnym popołudniem przed kaplicą. Odpoczywali tutaj pielgrzymi idący z Kozienic na Jasną Górę. Siostra Janina krzątała się wokół nich. Pomagała. Rozmawialiśmy przez dobrą chwilę. W pewnej chwili powiedziała do mnie: "Proszę księdza, jutro jadę z pielgrzymką do Medjugorja. Tak bardzo się cieszę!".

Dwa dni później nad ranem autokar, którym jechała, rozbił się w Chorwacji. Zginęło 12 osób. Ona była jedyną śmiertelną ofiarą z diecezji radomskiej. A wśród poszkodowanych jest 8 pątników z naszej diecezji.

W styczniu rozmawialiśmy z siostrami ze Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu, które posługują w kaplicy. Zbliżał się Dzień Życia Konsekrowanego. Siostry opowiadały o swojej posłudze, ale też drodze do zakonu i w zakonie.

Siostra Janina pochodziła spod Łukowa, gdzie uczęszczała do liceum. Tam poznała szarytki i nazaretanki. "Uważałam, że fajnie byłoby być siostrą zakonną, ale czy to dla mnie, dziewczyny ze wsi? Potem w moim życiu pojawił się ruch oazowy i spod chóru przesuwałam się coraz bliżej ołtarza" - mówiła s. Janina.

Gdy uczęszczała do studium medycznego, podczas zimowych ferii pojechała na rekolekcje do Warszawy. "Poszłam na rozmowę z siostrą prowincjalną. Powiedziałam jej, że chciałabym wstąpić do zakonu, że jestem gotowa rzucić tę szkołę i już teraz wstąpić. A siostra prowincjalna Kazimiera Kuc, powiedziała: »O nie, dziecko! Jeśli teraz rzucisz szkołę, to będziesz rzucała wszystko, zaczynając i rzucając. Teraz ty tę szkołę skończ, a potem przyjdziesz. Już teraz możesz być aspirantką i przychodzić do nas na modlitwy«" - wspominała.

Ostatecznie do klasztoru wstąpiła 41 lat temu. "Po nowicjacie mistrzyni pytała, co byśmy chciały robić. Ja mówię, że bardzo podoba mi się służba medyczna, pielęgniarstwo, chirurgia, bo tam się zawsze dużo dzieje. I wtedy mistrzyni mówi: »Pójdziesz, kochaniutka, i będziesz katechetką. Byłaś w oazie, to sobie poradzisz«" - mówiła.

I od tamtej chwili s. Janina katechizowała do roku 2020, czyli do przejścia na emeryturę. W tym czasie organizowała też rajdy rowerowe, piesze wędrówki i pielgrzymki. Wyjeżdżała na spotkania Taizé. Była też organizatorką zagranicznych pielgrzymek, m.in. do Ukrainy, na Białoruś i kilkakrotnie do Ziemi Świętej. "Z moją energią Pan Bóg sobie poradził, bo zostałam doświadczona chorobą nowotworową. Na emeryturę przechodziłam z L4. Moja posługa tu, w kaplicy, to totalna zmiana z aktywności zewnętrznej na wewnętrzną" - przyznała.

W rozmowie z naszą redakcją wspominała też i takie momenty: "Pracując z młodzieżą, słyszałam czasem epitety: »Pingwin idzie«. Mówiłam wtedy: »Witaj, bracie, ja jestem nazaretanką. Szukasz rodziny, to może razem coś znajdziemy?«. Te epitety, które od nich słyszałam, to zwykłe zaczepki, które znaczą: »Ja tu jestem, zauważ mnie«".

Siostra Janina została zapamiętana jako osoba niezwykle ciepła i pełna dobra. Mówi o tym Anna Szlachcińska ze wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym "Effatha": - W kaplicy w Jedlni nasza wspólnota raz w miesiącu pełni dyżur z adoracją od 21.00 do 6.00 rano. Wiadomość o śmierci siostry bardzo mnie zasmuciła. Była taka serdeczna, przemiła i oddana. Mówiła o pielgrzymkach, które organizuje. Miałam z nią jechać do Medjugorja, ale wyszły pewne okoliczności i ostatecznie jadę w tę sobotę. Do Medjugorja pojechała z s. Janiną moja koleżanka Małgosia z Radomia. Jest ranna. Była operowana: noga i twarz oraz żebra. Mam kontakt z jej rodziną. Prosiła o modlitwę. Mówiła, że najgorsze po wypadku były jęki konających i rannych w rozbitym autokarze - mówi A. Szlachcińska.

Inicjatywa, budowa i utrzymanie kaplicy to pomysł i dzieło Fundacji "Eucharystyczny Płomień". Jej prezes ks. Sławomir Płusa podkreśla, że s. Janina była osobą pełną ciepła i konkretu. - Mieliśmy ją przez ostatnie dwa lata. Była bardzo zaangażowana, pełna pogody ducha, ciepła i konkretu - mówi ks. Płusa.

Kapelanem sióstr w kaplicy jest ks. Wojciech Tkaczyk. - Siostra Janina była osobą troskliwą, a przy tym radosną. W kaplicy dbała o dekoracje, o kwiaty i o śpiew. Nowotwór zostawił pewien niedowład, ale nie okazywała tego i nie poddawała się - mówi kapelan.

Msza św. w intencji ofiar wypadku i ich rodzin oraz bliskich była sprawowana w kościele MB Królowej Świata u księży filipinów  w Radomiu. - Wybraliśmy to miejsce, bo tutaj zbieramy się na Mszę św. z modlitwą o uzdrowienie w każdy pierwszy poniedziałek miesiąca. Przychodzą członkowie wspólnot charyzmatycznych, które modlą się również w kaplicy Wieczystej Adoracji. Polecamy rannych i zmarłych w tym wypadku. Dla żywych prosimy o zdrowie, dla zmarłych - o łaskę nieba, dla rodzin w ten trudny czas - o umocnienie i siłę z krzyża Chrystusa - podkreśla ks. Tkaczyk.

Na Mszę św. przyjechali Piotr Puchniarz i Piotr Kondeja, mieszańcy Jedlni. - Jesteśmy członkami Zakonu Rycerzy św. Jana Pawła II. Spotykamy się także w kaplicy w Jedlni. Niektórych rannych znamy z widzenia. Dobrze znaliśmy s. Janinę. Była bardzo ciepła, uśmiechnięta. Rozmawialiśmy z nią dwa tygodnie temu. Opowiadała o pielgrzymce do Ziemi Świętej, na której była w lipcu, i cieszyła się na wyjazd do Medjugorja. Polecamy ją Bożemu miłosierdziu - mówią panowie.

Jak poinformował ks. Damian Fołtyn, rzecznik radomskiej kurii, w modlitwę włączają się pielgrzymi diecezji radomskiej, którzy wraz z bp. Markiem Solarczykiem zmierzają na Jasną Górę.

Wieczny odpoczynek racz jej dać, Panie!

Nie żyje s. Janina Mateusiak. Jest jedną z 12 ofiar katastrofy polskiego autokaru w Chorwacji.   Msza św. w intencji ofiar wypadku i ich rodzin oraz bliskich była sprawowana w kościele MB Królowej Świata u księży filipinów w Radomiu. ks. Zbigniew Niemirski /Foto Gość
« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy