Nowy numer 4/2023 Archiwum

W noc stanu wojennego

Już 21 lat temu Jan Rejczak zwracał uwagę, że wyrosło nowe pokolenie, a dla wielu milionów młodych Polaków rok 1981 jest tylko kartą historii. Cóż powiedzieć teraz?

Po uwolnieniu z internowania Jan Rejczak, pracownik naukowy Wyższej Szkoły Inżynierskiej w Radomiu, członek Solidarności i Prymasowskiej Rady Społecznej, pozostawał z wilczym biletem bez prawa powrotu na uczelnię i w ogóle znalezienia pracy. Do końca PRL-u pracował jako katecheta. Ten sposób życia i przeżycia zapewnił mu bp Edward Materski, ówczesny ordynariusz sandomiersko-radomski.

Pismo Święte w obozie internowania

W nocy z 12 na 13 grudnia 1981 roku władze komunistyczne wprowadziły stan wojenny na terenie całego kraju. Przygotowywały się do tego praktycznie od roku. – Bezpośredni udział w działaniach stanu wojennego wzięło 70 tys. żołnierzy i oficerów, ponad 30 tys. członków różnego rodzaju formacji milicyjnych i wszyscy członkowie Służby Bezpieczeństwa. Przeciw bezbronnym ludziom wyprowadzono 1750 czołgów, 1400 wozów opancerzonych, 500 wozów bojowych piechoty, 9 tys. samochodów, kilka eskadr lotniczych i okręty wojenne. Zmilitaryzowano 129 kluczowych fabryk, w tym na terenie naszej obecnej diecezji związane z przemysłem obronnym zakłady w Radomiu, Skarżysku-Kamiennej i Pionkach. Ograniczono wiele swobód obywatelskich. Obowiązywała godzina milicyjna, był zakaz podróżowania. Wyłączono telefony, zamknięto granice, a nawet stacje benzynowe. Nie wolno było wydawać gazet i czasopism. Został tylko jeden program telewizyjny i radiowy. Zakazano działalności organizacji i stowarzyszeń, w tym również naszego Klubu Inteligencji Katolickiej w Radomiu – wspomina J. Rejczak.

Krzysztof Busse z radomskiego oddziału IPN przypomina: – W pierwszych godzinach i pierwszych dniach stanu wojennego aresztowano i osadzono w więzieniach 130 działaczy Solidarności z Radomia i dawnego województwa radomskiego. W tych dniach zakłady pracy w mieście zostały zmilitaryzowane. Wprowadzono do nich uzbrojone oddziały wojskowe i wzmocniono placówki SB. Przejmowano i niszczono dobra będące własnością zakładowych związków Solidarności. Jej członków nękano rewizjami w domach i miejscach pracy, zatrzymywano na posterunkach milicji na 48 godzin, obciążano grzywnami, a także przenoszono na gorsze stanowiska pracy.

– W środku mroźnej nocy, łamiąc świąteczny charakter niedzieli, rozbijano drzwi i okna mieszkań. Wyznaczonych do internowania ludzi wyciągano z domów nawet w samej bieliźnie. Internowani z terenu naszej obecnej diecezji zostali osadzeni głównie w więzieniu w Kielcach, ale także w Gołdapi. Byli traktowani jak przestępcy. Oni oraz ich rodziny pozostawali pod stałą inwigilacją Służby Bezpieczeństwa – opowiada J. Rejczak i wspomina wyjątkowe odwiedziny: – Wciąż mam w pamięci wizytę bp. Edwarda Materskiego, który nas, internowanych, odwiedził w celi. Podarował wówczas egzemplarz Pisma Świętego, który do dzisiaj przechowuję jako najcenniejszą relikwię.

Kościelna pomoc

Stan wojenny, który wprowadzono w niedzielę, zaskoczył wszystkich. Dziś z uśmiechem mówimy: „Nie było Teleranka” – niedzielnego telewizyjnego programu dla dzieci. Ale wtedy nikomu nie było do śmiechu. Tamten czas wspomina ks. kan. Stanisław Rożej, dziś proboszcz parafii w Nowym Kazanowie koło Końskich, wówczas alumn II roku Wyższego Seminarium Duchownego w Sandomierzu. – Po wprowadzeniu stanu wojennego czekaliśmy na bliskie święta Bożego Narodzenia w zupełnie innej atmosferze niż w normalnych latach. Zakazy wyjazdów i konieczność zdobycia pozwoleń na opuszczenie miejsca pobytu powodowały, że do ostatniego dnia nie byliśmy pewni, czy pojedziemy na święta do domów. Nie było także żadnego kontaktu z najbliższymi. Jeszcze przed świętami do seminarium w Sandomierzu przyjechał transport darów z Niemiec. My, alumni, pomagaliśmy w rozładunku tego transportu, który potem został zawieziony na parafie jako pomoc dla potrzebujących – mówi duszpasterz. – Pamiętam też spotkania z bp. Edwardem Materskim, który w kaplicy seminaryjnej spotykał się z całym alumnatem i mówił o tym, co się dzieje – dodaje.

Ordynariusz nie tylko odwiedzał internowanych, ale także myślał o ich bliskich. – Biskup Edward Materski powołał wówczas tzw. biskupi komitet pomocy. Pisał listy do władz i upominał się o prawa człowieka. Kościół angażował się bardzo wyraźnie i my, jako więźniowie, czuliśmy to wsparcie – podkreśla J. Rejczak. To była nie tylko pomoc materialna. Stan wojenny został zawieszony 31 grudnia 1982 roku i zniesiony 22 lipca 1983 roku.

W tym czasie zrodziły się istotne kościelne inicjatywy. Kościół pw. Opieki NMP, dziś katedra, był miejscem wymiany informacji. Wytworzyła się tradycja, że po wieczornej Mszy św. były przekazywane wiadomości dla osób, których bliscy byli internowani. Tutaj również przeprowadzono dla nich zbiórkę pieniędzy. Rosła nie tylko pomoc materialna, którą pilotował Kościół, ale również inicjatywy duszpasterskie. W kościele jezuitów pw. Świętej Trójcy w Radomiu sprawowane były Msze św. w intencji ojczyzny. Rozpoczął je na prośbę działaczy podziemia o. Hubert Czuma SJ. Gromadziły tysiące radomian. Udział w nich traktowano jako manifestację przeciwko stanowi wojennemu. Podobnie było w obecnej radomskiej katedrze. W działalność na rzecz prześladowanych i w modlitwę w intencji ojczyzny włączyli się kolejni duszpasterze.

Obok ks. Zdzisława Domagały, duszpasterza akademickiego i organizatora pieszej pielgrzymki z Radomia na Jasną Górę, był nim ks. inf. Czesław Wala, twórca i budowniczy sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Kałkowie-Godowie. Już 19 grudnia 1981 roku ks. Wala zorganizował nabożeństwo z nocnym czuwaniem o ocalenie ojczyzny. Zawiesił w kaplicy budującego się sanktuarium obraz Matki Bożej, który parafianie przywieźli z pielgrzymki do Lichenia. Potem na spotkania modlitewne zaczęły przyjeżdżać do Kałkowa pielgrzymki zdelegalizowanej Solidarności. Wśród nich byli górnicy ze Śląska. Warto przypomnieć, że przed stanem wojennym miał miejsce strajk w Wyższej Szkole Inżynierskiej w Radomiu. Trwał 49 dni i był najdłuższym protestem akademickim w dziejach PRL. Zakończyło go wprowadzenie stanu wojennego. Także i tam z inicjatywy bp. Materskiego strajkującym pracownikom naukowym i studentom z pomocą pospieszył Kościół, a codzienną Mszę św. dla nich sprawował ks. Jerzy Banaśkiewicz, duszpasterz akademicki. – Nie wolno nam zapomnieć, że stan wojenny w Polsce boleśnie skrzywdził miliony Polaków. Wielu straciło życie, dziesiątki tysięcy zdrowie. Setki tysięcy wyemigrowało z ojczyzny. Nadal mamy rodaków, którzy nie mogą pogodzić się z niesprawiedliwością, z upokorzeniami, z brutalną przemocą, których wówczas doświadczyli – mówi J. Rejczak.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy